Rozmowa z wiceszefową klubu PO Małgorzatą Kidawą-Błońską Renata Grochal: Szef Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet apeluje do państw UE o reformy. Żałuje pani, że nie zaczęliście od tego kadencji? Małgorzata Kidawa-Błońska: Na początku kadencji polska gospodarka była rozpędzona, nic nie zapowiadało światowego kryzysu finansowego. Uważaliśmy, że najważniejsza jest reforma służby zdrowia, reforma nauki. Od tego zaczęliśmy. Ale
PiS i prezydent skutecznie blokowali nasze reformy.
Ale gdybyście zrobili reformę finansów od razu, być może rząd nie musiałby obawiać się dziś o budżet. - Biorąc pod uwagę kryzys finansowy i to, co dzieje się w Europie i na świecie, może trzeba było zacząć od reformy finansów. Zrobiliśmy reformę emerytur pomostowych. To duże osiągnięcie. Bez niej bylibyśmy dzisiaj w o wiele trudniejszej sytuacji.
Jaki jest plan na ostatni rok kadencji? - Oprócz reformy służby zdrowia, do której wracamy, musimy przeprowadzić konsolidację finansów, uchwalić ustawy okołobudżetowe. Największe emocje w środowisku naukowym budzi ustawa o szkolnictwie wyższym, ale ona też musi zostać uchwalona. Bez poprawy jakości kształcenia młodych nie zrobimy kolejnego kroku w rozwoju cywilizacyjnym. Jeżeli te trzy obszary uda nam się zreformować do wyborów, to będzie bardzo dużo.
Co z reformą emerytur mundurowych? Premier ma spotkać się ze związkami. - Trzeba ją uchwalić. Wydaje się, że jednej i drugiej stronie zależy na kompromisie w tej sprawie. Nie może być tak, że trzydziestokilkuletni policjanci czy żołnierze przechodzą na wcześniejsze emerytury. Państwo zainwestowało w ich wykształcenie i powinni zostać wykorzystani.
Wzmocniony sukcesem w wyborach samorządowych PSL będzie trudniejszym partnerem. We wtorek ludowcy zablokowali w komisji ustawę o finansach publicznych włączającą Lasy Państwowe do budżetu. - Przegraliśmy to głosowanie, ale również z winy naszych posłów, którzy nie przyszli na nie. Ale praca nad ustawą się nie kończy. Nie odpuścimy jej.
Jeśli PSL wywróci kolejne ustawy i budżet się nie domknie, możliwe są wcześniejsze wybory? - Premier mówił we wtorek, że nie przewiduje przyspieszonych wyborów. Zawsze im bliżej wyborów, partie chcą się odróżnić.
Wynik wyborów samorządowych był poniżej oczekiwań PO i poniżej partyjnych notowań. W wielkich miastach niższa frekwencja niż cztery lata temu. To sygnał ostrzegawczy dla Platformy? - Zdobyliśmy więcej głosów i więcej mandatów niż cztery lata temu. I to jest niekwestionowany sukces PO. Tam, gdzie byli wyraziści kandydaci i toczył się spór polityczny, frekwencja była wysoka. Pokazaliśmy, że tam, gdzie rządzi Platforma, ludzie chcą kontynuacji, np. w Warszawie wyraźnie to widać. A poza tym nie można porównywać wyborów samorządowych z parlamentarnymi, bo do samorządów startują komitety lokalne.
Joanna Kluzik-Rostkowska chce zawalczyć o waszych wyborców - pokolenie 40-latków z klasy średniej - biorąc na sztandary politykę prorodzinną. - Joanna Kluzik-Rostkowska nie jest zbyt wiarygodna. Była ministrem pracy i polityki społecznej w rządzie PiS i nie zrobiła zbyt wiele dla rodzin czy młodych matek. Nie boję się, że PO może coś przez nią stracić. W Sejmie jest m.in. pakiet ustaw społecznych naszego autorstwa, czyli ustawy żłobkowa i o pieczy zastępczej. Wkrótce będą uchwalone i ułatwią sytuację młodych matek, a także adopcję dzieci.