16-letnia Bibinur Omirzakowa została wyrzucona ze szkoły za noszenie hidżabu, tradycyjnej muzułmańskiej chusty zakrywającej włosy, uszy i ramiona. Dyrektor technikum, w którym uczyła się dziewczyna, poinformował ją, że pozwoli jej wrócić do szkoły pod warunkiem, że zdejmie hidżab i skróci sięgającą ziemi spódnicę.
W zasadzie dyrektor szkoły działa zgodnie z prawem - we wrześniu ministerstwo edukacji Kazachstanu zakazało noszenia w szkołach ubrań wskazujących na przynależność do jakiekolwiek religii. Nowe prawo nie objęło uczelni wyższych, ale w październiku na uniwersytecie w Atyrau na zachodzie kraju z powodu ubioru kilkunastu studentkom zabroniono wstępu na zajęcia. Uczelnia wypracowała "wewnętrzne normy", które m.in. zakazują noszenia hidżabów, ale również palenia na terenie uczelni.
- Wykładowcy notorycznie łamią zakaz palenia, ale tym władze uczelni się nie przejmują - skarżą się studentki, które mówią, że część dziekanów nazywała je "terrorystkami". Teraz dziewczyny obawiają się, że z powodu nieobecności mogą zostać skreślone z listy studentów.
Minister sprawiedliwości Kazachstanu Raszid Tusupbekow uważa, że zakaz noszenia chust jest sprzeczny z konstytucją, która zabrania dyskryminowania kogokolwiek ze względu na religię, a tym samym gwarantuje kobietom prawo do noszenia tradycyjnej muzułmańskiej chusty. Jednak według minister edukacji Żansejty Tujmenbajewej zezwolenie na noszenie w szkołach tradycyjnych islamskich ubrań musiałoby pociągnąć za sobą zgodę na noszenie symboli religijnych wyznawcom innych religii. 45 proc. mieszkańców Kazachstanu to chrześcijanie, ale miejscowe media na razie nie informowały, by ktoś skarżył się, że nie może nosić w szkole krzyżyka.
W Kazachstanie, gdzie muzułmanie stanowią nieco ponad 50 proc. obywateli, z roku na rok coraz więcej kobiet zaczyna nosić tradycyjne islamskie stroje.
Źródło: Gazeta Wyborcza