- To nieprawdopodobny skandal i totalna kompromitacja służb - mówi o tej publikacji mec. Mikołaj Pietrzak, adwokat obu kobiet rozpracowywanych przez "pięknego Tomasza". Pietrzak broni przed sądem Beatę Sawicką, byłą posłankę PO oskarżoną o przyjęcie 100 tys. zł łapówki w związku z ustawieniem przetargu na sprzedaż atrakcyjnej działki na Helu. Reprezentuje też Weronikę Marczuk podejrzaną o przyjęcie 100 tys. zł łapówki w związku z prywatyzacją Wydawnictw Naukowo-Technicznych (sprawa jest w prokuraturze). Tomasz K. od kilku miesięcy jest na emeryturze.
Obie kobiety nie przyznają się i twierdzą, że padły ofiarą prowokacji agenta CBA.
Beata Sawicka akcentuje wprost, że agent udawał uczucie do niej, wciągnął ją w swoją grę.
"Agent Tomek. Spowiedź" - to odpowiedź Tomasza K. Książka ma się ukazać 10 grudnia. Zapowiedź publikacji jego wspomnień pod takim pretensjonalnym tytułem przynoszą poniedziałkowy "Newsweek" oraz "Super Express". "Newsweek" obok biograficznych szczegółów daje garść uwag byłego agenta na temat jego warsztatu, choćby błędów, jakie popełnił podczas operacji specjalnej CBA wymierzonej w małżeństwo Kwaśniewskich (CBA kupiło willę w Kazimierzu, która rzekomo miał do nich należeć).
Więcej o sprawie
przeczytasz tutajTomasza K. puentuje to swoją fascynacją postacią filmowego agenta 007, czyli Jamesa Bonda.
W tabloidzie Tomasz K., były policjant, przykrywkowiec
CBŚ, a potem agent CBA, prezentuje głównie swój nagi tors i skąpo okryte przyrodzenie. Cytuje też rozmowy z "figurantami" - jak nazywa obie kobiety. Sawicka miała mu się wulgarnym językiem żalić na Grzegorza Schetynę, który w 2007 r. zablokował jej możliwość ponownego startu w wyborach do Sejmu (dlatego miała kandydować do Senatu). Marczuk zaś miała go wtajemniczać w relacje ze swoim nowym partnerem.
- To nie tylko naruszenie dóbr osobistych. To coś więcej: agent Tomasz generował materiały niejawne podczas pracy operacyjnej, które następnie stały się dowodami w sprawach, przy których pracował. A teraz je upublicznia - mówi mec. Pietrzak. - Zawiadomiłem prokuratury w Warszawie i Poznaniu [pierwsza prowadzi śledztwo w sprawie WNT, druga oskarża w sprawie działki na Helu], a także CBA i Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego o możliwości ujawnienia tajemnicy państwowej, upublicznienia materiałów śledztwa przed ujawnieniem ich na rozprawie oraz niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego - informuje "Gazetę".
- Czy to nie jest po prostu odpowiedź na książkę pana klientki Weroniki Marczuk, która wyszła kilka tygodni temu? - pytamy.
- Musiały powstawać równolegle. Różnica jest taka, że pani Marczuk pisze: "Ja widziałam, ja czuję", i celowo nie odnosi się do niczego, co jest w aktach śledztwa. A były agent - jak wynika już z zapowiedzi - ujawnia działania operacyjne służb i odnosi się do informacji, które zebrał jako ich funkcjonariusz - odpowiada mec. Pietrzak.
Rzeczniczkę Prokuratury Okręgowej w Warszawie zapytaliśmy: - Czy prokuratura nie powinna się tą sprawą zająć z urzędu? - Na razie czytamy te publikacje - odpowiedziała Monika Lewandowska.