Ogromne szare zwierzê stoi mo¿e dwie¶cie metrów ode mnie. Podnosi tr±bê i podrzuca piasek do góry.
- S³onie s± bardzo cwane - mówi Joseph Lepartire, wysoki facet w zielonym mundurze Kenya Wildlife Service, kenijskiej s³u¿by obrony przyrody, mój przewodnik i stra¿nik. - S³oñ próbuje sprawdziæ, sk±d wieje wiatr. Potem bêdzie móg³ rozpoznaæ wêchem, gdzie jeste¶my. Wzrok maj± s³aby.
S³oñ odwraca siê w naszym kierunku. Joseph podnosi karabin.
- Potrafi± byæ bardzo agresywne. M³ode samce walcz± o samice, trochê tak jak u ludzi. Kiedy samiec z³amie p³ot i wejdzie na pole, ma powodzenie. Samice s± du¿o mniej agresywne.
Mam wra¿enie, ¿e s³oñ patrzy na nas badawczo. Dalej widaæ stado: kilkana¶cie mniejszych zwierz±t - nie potrafiê odró¿niæ samców od samic - i parê m³odych.
Jeste¶my na ogromnym prywatnym ranczu licz±cym kilkadziesi±t tysiêcy hektarów, po³o¿onym po zachodniej stronie Mount Kenya, drugiej co do wielko¶ci góry w Afryce. Na licz±cy 5199 m n.p.m. szczyt wdrapuj± siê karawany zachodnich turystów marz±cych o "wyzwaniu w dzikich zak±tkach Afryki" (to cytat z og³oszenia polskiego biura podró¿y). Niewielu z nich s³ysza³o o dramatycznym konflikcie, który rozgrywa siê na stokach ogromnej góry.
Jest wysoko, wiêc krajobraz nie przypomina Afryki - bardziej polskie Karkonosze. Nie ma palm i akacji. Na tle du¿ej stodo³y ze zbo¿em - która te¿ w³a¶ciwie mog³aby staæ u nas - stado s³oni wygl±da tak, jakby kto¶ je wklei³ do zdjêcia w Photoshopie.
Przysz³y siê naje¶æ.
Trudno ¿yæ obok s³oni Dr Anthony King jest bia³ym Kenijczykiem. Pod miastem Nanyuki - baz± wypadow± dla turystów wchodz±cych na górê - prowadzi organizacjê Laikipia Wildlife Forum - która ma pomóc ludziom ¿yæ w zgodzie z dzikimi zwierzêtami.
Spo¶ród nich najgro¼niejsze s± s³onie.
- Wszystkie piêkne zwierzêta stanowi± ogromny problem dla Kenijczyków, a poza tym w ogóle ich nie obchodz± - mówi. - Niszcz± domy, p³oty i zbiory, zabijaj± zwierzêta hodowlane, wykopuj± rury i kable z ziemi. Nie da siê ¿yæ obok nich.
Logika tego konfliktu jest prosta.
W latach 60. w Kenii ¿y³o 6 mln ludzi. Dziesiêæ lat temu - 29 mln. Wed³ug spisu powszechnego z 2009 r. dzi¶ Kenijczyków jest ju¿ ponad 38 mln.
W latach 60. ¿y³o w Kenii 60 tys. s³oni. Dzi¶ - 14 tys. W latach 90. na zboczach Mount Kenya by³o ich tylko kilkaset, ale z powodu globalnego ocieplenia pó³nocna
Kenia szybko zamienia siê w pustyniê i zwierzêta migruj± na po³udnie. Teraz na zboczach Mount Kenya ¿yje 4 tys. s³oni.
Przeciêtny farmer (chocia¿ po polsku lepiej pewnie by³oby go po prostu nazwaæ ch³opem) ma nieopodal Mount Kenya poletko wielko¶ci jednego hektara. Z niego musi wy¿ywiæ przez rok rodzinê licz±c± ¶rednio piêæ-sze¶æ osób. ¯yznej ziemi brakuje, wiêc ludzie osiedlaj± siê w korytarzach migracyjnych zwierz±t i wypasaj± krowy w parku narodowym.
Przeciêtny s³oñ zjada dziennie 350-400 kg ro¶lin. - S³onie maj± ¶wietny wêch. Wyczuwaj±, kiedy dojrzewa zbo¿e. Uwielbiaj± dynie. Takie poletko jeden s³oñ za³atwia w ci±gu nocy. Czego nie zje, to zdepcze i zasra - mówi Gerald M. Ngatia, prezes Mount Kenya West Management Network, miejscowej organizacji pozarz±dowej próbuj±cej u³o¿yæ relacje miêdzy lud¼mi i s³oniami.
S³onie zabijaj± ludzi - tylko w ci±gu jednego roku w okolicy Nanyuki by³o piêæ-dziesiêæ przypadków. Najczê¶ciej gin± dzieci, bo nie potrafi± szybko uciekaæ albo nie zdaj± sobie sprawy z niebezpieczeñstwa i podchodz± za blisko.
Za jednego zabitego rz±d wyp³aca 200 tys. szylingów (2,5 tys. dol.) odszkodowania. Za okaleczenie - 50 tys. (625 dol.). Za zniszczone uprawy farmerzy nie dostaj± nic.
S³yszê sprzeczne opinie o tym, czy s³onie atakuj± ludzi z czystej z³o¶liwo¶ci, czy tylko w samoobronie. I jak czêsto ludzie zabijaj± s³onie. Pañstwowi urzêdnicy s± optymistami, dzia³acze pozarz±dowi - pesymistami. To nie jest zaskakuj±ce - urzêdnikom zale¿y na tym, ¿eby przedstawiæ jak najlepszy obraz sytuacji, za któr± s± odpowiedzialni. Ze sprzecznych wersji trudno wybraæ jedn±.