PAULINA REITER: Bardzo ładnie pani dziś wygląda.
DR ALICJA DŁUGOŁĘCKA: Dziękuję. Pani też super w tej sukience.
Chciałabym porozmawiać o tym, jak czerpać przyjemność z seksu, gdy kobieta czuje się jak pasztet. Moja znajoma, która trochę ostatnio przytyła, mówi, że tak bardzo się wstydzi swojego ciała, że najchętniej uprawiałaby seks tylko po ciemku, pod kołdrą, a najchętniej przez prześcieradło z dziurką. A badania mówią, że 80 proc. Polek jest niezadowolonych ze swojego ciała. Chciałabym więc porozmawiać o wstydzie i o tym, jak go przezwyciężać.
Zacznijmy od źródeł. Dlaczego wstydzimy się części siebie, jaką jest nasze ciało, dlaczego nie akceptujemy obrazu samej siebie w lustrze? Czy pani też odczuwa coś takiego?
Ale ja, choć widzę różne mankamenty, dosyć się sobie podobam.
Ja też nie należę do osób generalnie niezadowolonych. Pani pewnie też się zdarza, że spotykane kobiety są zaskoczone, jak można być tak mało krytyczną w stosunku do siebie, bo uważają, że odczuwanie nieakceptacji to jest pewna norma. Polki mają wdrukowane, że mamy być skromne i nie wypada się nam niczym chwalić, a zwłaszcza swoim ciałem. To typowe dla nas, Polek, że gdy się nas skomplementuje np. w sprawie stroju, to odpowiemy, że e tam, to stare, albo że kupiłyśmy za pięć złotych na ciuchach. A jak pojawi się jakaś sympatyczna myśl na temat swojej cielesności, to zaraz pojawia się i hamulec, że tak nie wypada. Skąd to się bierze?
Z dzieciństwa?
Często tak się dzieje, gdy między matką a córką jest silna, bliska relacja, a matka, nie akceptując swojej kobiecości, popada w perfekcjonizm. Zwraca dużą uwagę na wygląd swojej córki - przerzuca to na nią. Córka próbuje się dopasować do tego tworu wymyślonego przez matkę. To są te dziewczynki, które muszą być skromne, a jednocześnie podziwiane przez wszystkich, mają osiągać sukcesy i najlepiej wyglądać. Będą liderkami w grupach rówieśniczych i jednocześnie będą miały poczucie, że są beznadziejne. Będą się lustrowały na każdym kroku, w szybie wystawowej, wszędzie. Matki mogą wyzwalać takie kompleksy, działając w dobrej wierze.
Mnie mama powiedziała, że nie powinnam pokazywać nóg, bo są grube, i do trzydziestki nosiłam tylko spodnie.
No właśnie. A mnie w fazie dojrzewania mama powiedziała, że nie powinnam nosić pewnego rodzaju butów, które były bardzo modne, bo moja noga fatalnie w nich wygląda. Miała rację, ale to nie była dobra faza rozwoju, żeby to usłyszeć.
Oto petycja do matek: nie mówcie dziewczynom w wieku 10-14 lat, że źle wyglądają! I tak mają mnóstwo problemów ze swoim ciałem. Są w fazie "brzydkiego kaczątka", które się przepoczwarza. Należy wzmacniać, komplementować, czasem coś doradzić, ale bez przesady, bo dziewczyna musi też poeksperymentować. Bo kiedy ma chodzić w rzeczach, które z perspektywy dorosłej kobiety są absurdalne i żenujące? Zawsze są jakieś dziwne mody, a to pępek na wierzchu, a to spodnie skracające nogi.
Uważajmy na uwagi krytyczne, bo kiedy dziewczyna buduje obraz siebie jako kobiety, przyklejają się do tego obrazu. I to się namnaża jak jakaś obrzydliwa choroba i drąży.
Tak powstają kompleksy, z którymi borykamy się przez lata. Jeśli do tego dojdą jakieś uwagi krytyczne od koleżanek, a zawsze takie dojdą, to dziewczyna może sobie nie dać z tym rady. Powinna dostać od matki taki przekaz: jesteś dla mnie fajna taka, jaka jesteś. Być może nie będziesz taka dla wszystkich, ale dla mnie jesteś cudowna.
Wszystko w rękach matki? A ojciec nie powinien tu jakoś pomóc?
Jak zaczniemy rozmawiać o ojcach, to się zrobi oddzielna rozmowa. W dyskusji o wstydliwości bardziej kluczowa jest relacja pomiędzy matką a ojcem. Jeśli nawet dziewczynka była księżniczką dla tatusia, a ojciec traktował swoją partnerkę jak matkę i karmicielkę, a nie dostrzegał w niej kobiety albo tłamsił jej kobiecość, to córka też może mieć problemy z akceptowaniem swojej kobiecości w relacji z mężczyzną. Może się czuć w miarę dobrze ze sobą, ale jak spotyka mężczyznę, to się zmienia, przyjaciele jej nie poznają - niezależna, akceptująca siebie kobieta nagle w związku traci zdolność bycia sobą.
Przyjmuje postawę rezygnacji i przeistacza się w kobietę zaniedbaną lub stara się przypodobać, przeobrażając się w sztuczne uosobienie gazetowych stereotypów. Jakby bała się, że w prawdziwej wersji nie będzie zaakceptowana przez partnera. To niebezpieczny mechanizm, bo unieszczęśliwia, buduje związek oparty na fikcji.
Co jeszcze może kształtować ten wstyd? Myślę, że kultura.
To wcześniej jeszcze o edukacji. Bardzo ważne jest, czy nauczyciele są przygotowani, żeby nie wciskać dzieciaka w stereotypy płciowe. Jeśli sama nauczycielka i matka są bardzo stereotypowe w swoich rolach i przekazach, to dziewczynka będzie miała wdrukowane, że obowiązuje jedynie słuszny sposób prezentowania swojej płci. Zaczyna mieć poczucie, że jeśli się nie dopasuje do takiego wzorca, to skończy się jakąś bliżej nieokreśloną klęską. Na dodatek wiele dziewczynek w drugiej, trzeciej klasie podstawówki ma już ukształtowany, uproszczony pogląd na życie, np. że ładna kobieta to tylko taka, która ma rozmiar 34, tipsy i chodzi w butach na obcasach, albo że trzeba chodzić do fryzjera i o siebie dbać, żeby... mąż nie zdradzał.
Dzieci często za wcześnie są świadkami różnych rozmów, ale się z nimi bezpośrednio nie rozmawia. Z dzieckiem można rozmawiać na każdy temat, ale nie powinno być ono świadkiem wszystkich dyskusji ludzi dorosłych. Siedmioletnia córka nie będzie przecież analizować powodów zdradzania mamy przez tatę, ale będzie przeżywać lęk, że tego ojca utraci. W przyszłości ten sam lęk może się ujawnić w relacji z partnerem i stać się pożywką dla wielu problemów, m.in. nadmiernej i niedającej ukojenia koncentracji na własnym wyglądzie.
Trzeci moment - zwrotny - to dojrzewanie. Robimy się pająkowate, niezgrabne, nieporadne, pryszczate, zaczynamy inaczej pachnieć. Jeśli nie byłyśmy wychowywane w bliskości fizycznej, w pozytywnym stosunku do fizjologii, do zapachów bliskich osób, w obecności zwierząt - chodzi mi o taką spontaniczną fizyczność, naturalność, nie przesadną higieniczność w życiu - wtedy łatwiej nam te zmiany zaakceptować. Jeśli warunki były sterylne - i uczuciowo, i fizycznie - to nawet można do siebie nabrać obrzydzenia w tej fazie. Zwłaszcza jeśli obok mamy piękne kobiety - nieskazitelne, nieowłosione i pachnące, takie z kolorowych magazynów. Bardzo ważne jest środowisko rówieśnicze. Jeśli oceniało się w nim wartość człowieka po wyglądzie, modnych ciuchach, wadze ciała, to trudniej sobie poradzić. Jeśli grupę wiązały pasje i na tej bazie wytworzyła się kumpelska więź, to wygląd nie będzie centralną i dręczącą kwestią w życiu.
Źródło: Wysokie Obcasy