To postępowanie "w sprawie", a więc nikt nie jest podejrzany. "Gazeta" uzyskała w Prokuraturze Rejonowej dla Warszawy-Ochoty informację, że sprawa od czerwca tego roku została zawieszona w związku z postanowieniem zasięgnięcia opinii biegłego z zakresu księgowości. Chodzi o ustalenie, czy strata rzeczywiście miała miejsce, a jeśli tak, to ile wynosi.
Zawiadomienie do prokuratury złożył w styczniu 2009 r. ówczesny wiceprezes Warszawskiego Klubu Tenisowego "Mera" Aleksander Mackiewicz. Stratę klubu wyliczył na 12 mln zł.
Związek ze sprawą kandydującego właśnie do Trybunału Konstytucyjnego adwokata Stanisława Rymara jest taki, że będąc wiceprezesem WKT Mera wszedł do rady nadzorczej spółki Mera Hotel, która następnie - według Mackiewicza - wzbogaciła się kosztem Klubu Tenisowego "Mera".
Sprawę opisała "Rzeczpospolita" w 2009 r. Według jej relacji w 1998 r. WKT Mera otrzymała od warszawskiej gminy Ochota atrakcyjną działkę budowlaną. Klub chciał na niej wybudować hotel i w tym celu zawiązał spółkę z innymi przedsiębiorcami. Jako udział wniósł działkę wycenioną wówczas na 6 mln zł.
Przedstawicielem klubu w radzie nadzorczej spółki Mera Hotel został Rymar. Z budowy hotelu nic nie wyszło. Klub podjął decyzję o wyjściu ze spółki. Nie odzyskał ziemi, tylko 4,5 mln zł. Za to kilka miesięcy później Mera Hotel sprzedała działkę hiszpańskiemu deweloperowi za ponad 17 mln zł. W 2008 r. spółka Mera Hotel została wykreślona z rejestru.
"Rzeczpospolita" napisała, że Rymar "uczestniczył" w decyzjach dotyczących działki. Rymar wygrał w pierwszej instancji proces o sprostowanie - wyrok nie jest prawomocny. W sprostowaniu pisze m.in., że nie brał udziału w opisywanej transakcji, że nie był w klubie tenisowym "wiceprezesem ds. organizacyjno-prawnych", jak napisała "Rzeczpospolita", ale wiceprezesem ds. organizacyjnych. Sprawy prawne prowadziła dla klubu zewnętrzna firma.
- Pan mecenas Rymar był członkiem rady nadzorczej spółki Mera Hotel. A statut tej spółki przewidywał, że wszelkie transakcje powyżej 500 tys. zł muszą być przez radę nadzorczą zatwierdzane. W tej sprawie chodziło o 4,5 mln zł, a więc rada nadzorcza musiała tę transakcję zaakceptować - mówi "Gazecie" były wiceprezes Aleksander Mackiewicz (objął stanowisko już po sprawie działki).
Mec. Rymar: - Pan Mackiewicz chciał być prezesem zarządu i to wszystko, co mówi, trzeba brać pod kątem jego zainteresowań. Moja rola w radzie nadzorczej spółki Hotel Mera skończyła się z chwilą podjęcia przez zarząd klubu uchwały o wyjściu ze spółki i przyjęciu zwrotu wniesionego udziału. A kiedy ta decyzja była podejmowana, byłem nieobecny.
Mackiewicz: - Decyzja o wyjściu ze spółki i przyjęciu 4,5 mln zł została podjęta w niepełnym składzie i jest nieważna. Pan Rymar, mimo że jest doświadczonym prawnikiem, nie zwrócił na to uwagi, chociaż skutki tej decyzji były dla klubu niekorzystne. Nie informował też nigdy klubu o swojej działalności w radzie nadzorczej spółki Hotel Mera. Był wiceprezesem klubu ponad 20 lat. A w klubie był totalny bałagan. 19 października sąd gospodarczy wydał postanowienie o upomnieniu zarządu za czasów Rymara, właśnie za ten bałagan.
Źródło: Gazeta Wyborcza