Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie o wszczęciu śledztwa poinformowała wczoraj w suchym komunikacie. Chodzi o zakaz rozpowszechniania informacji ze śledztwa bez zgody prowadzącej je prokuratury.
15 października w krakowskim IES minister na oczach dziennikarzy odsłuchał trzy fragmenty - 31 sekund - nagrań z kokpitu przekazanych do badań przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie. Wojskowi prokuratorzy oświadczyli, że na upublicznienie zapisu nie dali zgody.
Minister tłumaczył, iż był przekonany, że nie słuchał nagrań ze śledztwa, ale "materiał poglądowy". Ale dziennikarze szybko znaleźli fragmenty odpowiadające zapisom ujawnionego w czerwcu stenogramu rozmów z kokpitu. Upublicznionego decyzją premiera, zanim stał się on dowodem w śledztwie.
Wojskowa prokuratura wydała po kilku dniach komunikat: "Treść i zakres odsłuchiwanego materiału nie były uzgadniane z ministrem i innymi gośćmi uczestniczącymi w prezentacji". To oznacza, że błąd popełnił ktoś w IES. Kto i dlaczego - wyjaśni krakowska prokuratura.
Jednak - jak pisaliśmy - w sprawach o ujawnienie tajemnicy śledztwa prokuratura bierze pod uwagę m.in. szkodliwość społeczną takiego czynu. Ponieważ ujawniono coś, co już było publicznie znane, spodziewać się można umorzenia.
Źródło: Gazeta Wyborcza