Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
"Jestem dowodem tego, że psi smalec ma duże właściwości lecznicze" ("młoda mama",
TVN24.pl).
"Psi smalec uratował mi życie - to lekarstwo! Kiedy byłem malutki, bardzo chorowałem i o mało nie umarłem. Problemy zdrowotne skończyły się, gdy tata kupił dla mnie psi smalec. Kiedy umierałem na zapalenie płuc i nie pomagały antybiotyki i inne leki - tata natarł mnie psim smalcem z Czernichowa pod Krakowem i wyzdrowiałem" ("Bycho", Wieliczka24.info).
"Rok temu o tej porze moje dzieci weszły w trans chorowania. Były i antybiotyki, i bańki, i smalec z borsuka. Nie pomógł. Może jest, jak mówią, że to z psa musi być, a nie z borsuka" ("mamgabi", forum.gazeta.pl).
Na przeziębienie bioręPostanowiłam sprawdzić. Człowiek, który ponoć robi psi smalec, mieszka w Wierzbanowej, na południe od Krakowa. Przy stodole szczekają dwa psy. Właściciel otwiera drzwi lekko nietrzeźwy.
- Dzień dobry, ja tu słyszałam od pana znajomego, że pan smalec z psa robi. Chciałam kupić dla ciotki, mieszka w Austrii, ma jedno płuco i tylko smalec z psa jej pomaga, przywożę specjalnie z Polski.
Smalcownik (nieufnie): - Pani wejdzie. (Lustruje wzrokiem, widać uznaje mnie za nieszkodliwą miastową, wskazuje krzesło). - Tera mam mało, ale będę robić niedługo na zimę.
- A dobry pan robi? Bo ciotce kupiłam już taki raz na placu w Krakowie i pomieszany ze świńskim był.
Smalcownik: - Co pani myśli? Ja tam nie dodaję nic, jak inni... Sama pani zobaczy, że płynny. Jakby był ze świni, toby stężał!
- No bo właśnie mi tu powiedzieli, żeby do pana przyjść, zapytać, bo pan ma dobry taki.
Smalcownik udobruchany: - No... Wie pani, dziś jest inaczej, ale ja się stosuje do dawnych czasów, trzeba było tak hodować, żeby było dla siebie i dla kogoś.
- Pan sam zażywa? A na co?
Smalcownik: - Jak mam chrypę, to tak sobie jedną łyżeczkę smalcu, proszę pani, i już. Ja to lubię z takim przygrzanym piwem. Zagrzać piwa, potem łyżeczkę do tego, wymieszam, wymieszam...
- Z piwem się pije?
Smalcownik: - Jeden lubi z mlekiem, drugi z herbatą lubi, z kawą, a ja lubię z piwem! Idę spać, rano wstaję, wypocę się i przechodzi mi.
- I to panu pomaga?
- 75 lat i jeszcze nie choruję. Mój ojciec się leczył na płuca, w Myślenicach był, w Rabce był... Przyszedł do domu, pobył dwa miesiące, potem go znowu wzięli i pytają go: gdzie się pan leczył? Bo poprawa. No, ale on się leczył tym. Bo na płuca. Smalczyku troszeczkę, ja go leczyłem... Ho, ho, pani! Różnie lekarze mówią w telewizji, że to można umrzeć od tego nawet, ale to nieprawda, proszę pani, starodawne zioła, starodawne lekarstwa, wszystko wracają.
- A to prawda, że jak mięśnie bolą, to też pomaga? A na raka? Bo tak gdzieś słyszałam.