Brazylia próbuje zapanować nad narkoterrorem, bo za trzy lata odbędą się tu mistrzostwa świata w piłce nożnej, a za pięć lat - igrzyska olimpijskie. Gangi kryją się w slumsach na wzgórzach rozsianych pośród dzielnic 6-mln miasta. Zwykle walczą między sobą na śmierć i życie, ale tym razem zawarły rozejm.
W weekend bandyckie oddziały zeszły ze wzgórz i wspólnie zaatakowały miasto. W wielu dzielnicach naraz, na ulicach i na alejach przelotowych, bandyci stawiali blokady. Schwytanych kierowców i pasażerów terroryzowali i rabowali, a
samochody i autobusy oblewali benzyną i podpalali.
Policja wysyłała przeciw nim doborowe oddziały policji szturmowej BOPE. W walkach na ulicach Rio w ciągu pięciu dni zginęło 30 osób, w tym 15 bandytów. Spalonych zostało co najmniej 55 autobusów i samochodów. - Myśmy tej wojny nie zaczęli, zostaliśmy sprowokowani, ale ją wygramy - mówił w środę rzecznik policji.
Rząd wysłał do miasta niemal 18 tys. policjantów, wozy pancerne oraz kilka helikopterów. Policja wtargnęła w ciągu kilku dni do 18 dzielnic nędzy. Z niektórych, np. z największej Vila Cruzeiro, musiała się szybko wycofać po przywitaniu huraganowym ogniem przez szwadrony bandytów..Wczoraj wieczorem do do Vila Cruzeiro policjanci wjechali sześcioma wojskowymi pojazdami opancerzonymi, bo podejrzewają, że właśnie tam schronili się przywódcy gangów.
TV Globo pokazała reportaż nakręcony z helikoptera, na którym widać uzbrojonych w karabiny, granatniki i koktajle Mołotowa bandytów czekających na policję w slumsie Complexo do Alemao.
Większość bandyckich ataków miała miejsce na północy i zachodzie miasta, ale gangi zaatakowały nawet aleję prowadzącą z międzynarodowego lotniska Galiao do centrum miasta. Do szpitali trafiały ofiary zbłąkanych kul, a ich zrozpaczeni bliscy głośno złorzeczyli policji.
- Brawo, znowu zabiliście niewinne dzieci! - krzyczał mężczyzna, którego 14-letnią córkę zabił rykoszet w Vila Cruzeiro. - Tylko bandyci nigdy nie giną!
Innego rannego w głowę człowieka rodzina zniosła ze wzgórza i przyniosła już martwego do szpitala. - Wiemy, że cierpią też niewinni, ale nie ma na to rady - mówił rzecznik policji.
Atak narkogangów jest odpowiedzią na stopniową pacyfikację najgroźniejszych i położonych w środku miasta faveli przez policję. Kilka tygodni temu policja przechwyciła w Catanduvas, jednym z najbardziej strzeżonych więzień w kraju, list trzymanych tam dwóch szefów jednego z głównych gangów Rio - Czerwonego Komanda - który zawierał rozkaz rozpętania wojny w mieście.
Przez ostatnie dwa lata policji udało się wyprzeć gangi z 12 faveli i wprowadzić tam na stałe wcześniej nieobecną policję. Rządowy plan zakłada, że przez kolejne dwa lata oczyszczonych i spacyfikowanych ma zostać 40 faveli położonych w pobliżu lub sąsiedztwie słynnych plaż Ipanema i Copacabana oraz dzielnic klasy średniej, gdzie mieszczą się hotele, sklepy, restauracje i stadiony, na których rozgrywane będą mistrzostwa świata oraz igrzyska.
Sekretarz władz miejskich ds. bezpieczeństwa José Beltrame mówił w TV Globo: - To bardzo trudne zadanie, ale i szansa, by miasto stało się lepsze do życia. Atak gangów świadczy o tym, że jesteśmy na dobrej drodze. Nie ustąpimy ani o milimetr.
W jednym ze spalonych autobusów policja znalazła notatkę bandytów, którzy grozili, że jeśli policja nadal będzie zwalczać gangi w favelach, bandyci nie dadzą rozegrać w Rio ani mundialu w 2014 r., ani igrzysk w 2016 r.
Coraz więcej ludzi się boi. - Dotąd przemoc była gdzieś daleko, na wzgórzach. Teraz czujemy ją na własnej skórze. Bandyci poczuli, jaką mają siłę - mówiła Olga Silveira dziennikarzom na placu w eleganckiej dzielnicy Ipanema, gdzie policja wysadziła w powietrze skrzynię, w której - jak podejrzewała - była bomba.
Władze stanowe i federalne rozpoczęły w środę przenoszenie uwięzionych gangsterów do odległych od Rio więzień federalnych o najostrzejszym rygorze, by przerwać łączność między uwięzionymi szefami i podwładnymi na wolności. Dwóch hersztów Czerwonego Komanda więzionych w Catanduvas zostanie przeniesionych do więzienia w amazońskim stanie Rondonia.
- Wiemy, że narkobiznesu nie uda nam się wykorzenić. Istnieje w Nowym Jorku, w Paryżu i wszędzie na świecie. Ale to terytorialne panowanie terrorystów musi się skończyć - mówi José Beltrame.