Ta deklaracja nie oznacza, że 83-letni Benedykt XVI już teraz myśli o rezygnacji z urzędu ze względu na stan zdrowia, ale jest sporą sensacją, bo to pierwszy od wielu wieków
papież, który publicznie mówi o takiej możliwości. "Oczywiście, dostrzegam, że moje siły słabną. Czasem niepokoję się, czy podołam w czysto fizycznym sensie" - odpowiada na pytanie o uciążliwość pielgrzymek, które zadaje mu niemiecki dziennikarz Peter Seewald w opublikowanej wczoraj książce "Światłość Świata. Papież,
Kościół i znaki czasu" (nie ma jeszcze polskiego tłumaczenia).
Kiedy Kościół zaczął pogrążać się w skandalach pedofilskich na początku 2010 r., pojawiły się apele o dymisję Benedykta XVI. Papież odrzuca jednak możliwość "ucieczki" przed kryzysem. "Powinno się odchodzić w spokojnym momencie. Albo kiedy po prostu nie daje się już rady" - wyjaśnia Benedykt XVI.
Gdyby zdecydował się w przyszłości na dobrowolną rezygnację, byłby pierwszym takim
papieżem od czasu Celestyna V z XIII w. Potem na dymisję zgodził się (bardzo niechętnie) Grzegorz XII w 1415 r., ale był to jedyny sposób na zakończenie podziałów w Kościele. O dymisji myślał Pius XII - miał wydać poufną instrukcję, że jeśli naziści uprowadzą go do Niemiec (Hitler istotnie rozważał taki plan), to konklawe powinno natychmiast wybrać nowego
papieża. - Dzięki temu zakładnikiem Hitlera byłby już zwykły kardynał, a nie głowa Kościoła - mówił po latach jego współpracownik kard. Domenico Tardini.
List w sprawie dymisji w przypadku gwałtownego zapadnięcia na zdrowiu ponoć napisał też Paweł VI, który również miał się zastanawiać, czy nie odejść z urzędu w wieku 80 lat - bo sam wprowadził taki wiek emerytalny dla kardynałów. Umarł jako papież na krótko przed skończeniem 81. roku życia.
- W Kościele nie ma miejsca na papieża emeryta - miał natomiast powiedzieć
Jan Paweł II swemu lekarzowi. I choć kuria rzymska na jego polecenie analizowała skutki papieskiej dymisji w latach 90., to pozostał na czele Kościoła do śmierci - pomimo długiej choroby i krytyki, że rządy z rąk niedołężnego papieża przechwytują jego zausznicy, których nie upoważniało do tego żadne konklawe.
Benedykt XVI przyznaje w wywiadzie, że choć wcześniej zajmował się w Watykanie skargami na księży, to skala problemu pedofilskiego była dla niego "bezprecedensowym szokiem". Mimo że nie pierwszy raz przekonuje, że media krytykujące Kościół nie zawsze mają czyste intencje, to także podkreśla, że Kościół musi im być "wdzięczny za każde wykryte przestępstwo" księży.
Benedykt XVI mówi o konieczności dialogu z islamem, nawet jeśli w krajach o większości muzułmańskiej pojawia się ryzyko nietolerancji "utrudniające życie chrześcijanom". "Nie widzę powodu do generalnego zakazu noszenie burek. Jeśli kobieta robi to całkowicie dobrowolnie, to dlaczego jej tego zakazywać?" - pyta Benedykt XVI. We Francji przyjęty już zakaz noszenia burek w miejscach publicznych wejdzie w życie na początku 2011 r.
Papież mówi też o możliwości spotkania z głową rosyjskiej Cerkwi Cyrylem I w "niedalekiej przyszłości" oraz - to powtórka znanych wcześniej kontrowersyjnych wypowiedzi - broni Piusa XII oskarżanego o publiczne milczenie wobec Holocaustu, a także przekonuje, że homoseksualizm zasadniczo jest nie do pogodzenia z kapłaństwem.
Najgłośniejszy fragment książki dotyczy kondomów ("Gazeta" pisała o tym w poniedziałek), których użycie Benedykt XVI - łamiąc kościelne tabu - dopuszcza w nadzwyczajnych pojedynczych przypadkach - nie jako antykoncepcję w małżeństwie, lecz mniejsze zło w walce z epidemią HIV/AIDS.
Choć wywiad nie jest oficjalną "nauczycielską wypowiedzią" Kościoła, to teolodzy już analizują każde jego słowo. Benedykt XVI jako przykład usprawiedliwionego użycia prezerwatywy podaje przykład męskiej (w niemieckim tłumaczeniu) bądź kobiecej (w wersji włoskiej) prostytutki. Rzecznik Watykanu musiał wczoraj tłumaczyć, że ta nieistotna różnica przekładów nie wpływa na meritum.
- Czy to w przypadku mężczyzny, czy kobiety, czy osoby transseksualnej dotykamy tej samej troski o nieprzenoszenie ryzyka choroby - mówił o. Federico Lombardi. Biskup Valentine Seane z Botswany już wczoraj ogłosił, że niecierpliwie oczekuje na oficjalny watykański dokument powtarzający książkową wypowiedź Benedykta XVI.