- O tym mówi się u nas już od kilku tygodni, a niedawno pewna wysoko postawiona osoba znów zapewniła mnie, że takie właśnie są teraz plany Moskwy - dodała Lebiediewa, autorka fundamentalnych prac o zbrodni NKWD na polskich oficerach w 1940 r.
Dlatego - jej zdaniem - z rezerwą trzeba podchodzić do odpowiedzi, jaką
Rosja wysłała niedawno do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Moskwa w swym piśmie wciąż nazywa zbrodnię "wydarzeniami katyńskimi", podaje w wątpliwość ustalenia dotyczące liczby i nazwisk pomordowanych. Pisze, że nazwiska umieszczone na cmentarzach w Katyniu, Miednoje i Charkowie o niczym nie świadczą. Bo to polskie cmentarze, i to strona polska sama umieszczała na tabliczkach cmentarnych nazwiska, które sama brała z list więźniów NKWD przewożonych w 1940 r. z obozów jenieckich na miejsca straceń. Polacy mieli to zresztą zrobić, łamiąc prawo, bo listy te Moskwa uznała za dokumenty tajne.
To już druga w tym roku podobna odpowiedź Rosji w sprawie zbrodni katyńskiej, jaka została wysłana do Trybunału. Wcześniej kilka rodzin oficerów zamordowanych w Katyniu poskarżyło się do Strasburga, że Moskwa odmówiła przyznania im statusu pokrzywdzonych w umorzonym przez rosyjską prokuraturę wojskową w 2004 r. śledztwie katyńskim. Dwie trzecie akt tego śledztwa oraz postanowienie o jego umorzeniu Rosjanie utajnili.
Prokuratura wojskowa uznała wtedy, że nie była to niepodlegająca przedawnieniu zbrodnia przeciwko ludzkości, tylko przestępstwo nadużycia władzy, które przedawnia się po pięciu latach. W skardze do Strasburga rodziny sugerowały gotowość zawarcia ugody, jeśli Rosja odtajni akta śledztwa i dokona pełnej rehabilitacji wszystkich rozstrzelanych.
- Nie wiem, kto to pisał, styl wskazuje na to, że ktoś z naszej prokuratury wojskowej. Autorzy pisma wracają do starego słownika, którym w Moskwie od dziesięcioleci mówiło się o Katyniu. Brzmi to nieprzyjemnie. A takie podejście nie pozwala na polubowne rozstrzygnięcie sporu rodzin ofiar z Moskwą. Przecież one wycofałyby skargę z Trybunału, gdyby Rosja zgodziła się na ujawnienia dokumentów i rehabilitację zamordowanych - ocenia prof. Lebiediewa. Przypomina, że pod koniec marca Moskwa dała podobny fatalny sygnał dotyczący Katynia: - Wtedy nasza prokuratura wojskowa też przysłała pismo do Strasburga, gdzie również była mowa o "wydarzeniach katyńskich", znalazły się tam stwierdzenia, że materiały śledztwa nie mogą być ujawnione. A wkrótce potem ten sygnał okazał się błędny. Nasza państwowa
telewizja pokazała "Katyń" Andrzeja Wajdy, premier
Władimir Putin razem w szefem rządu Polski brał udział w uroczystościach w Lesie Katyńskim poświęconych 70. rocznicy zbrodni. Potem, już po katastrofie samolotu prezydenckiego w Smoleńsku, Rosja wprawdzie powoli i z ociąganiem zaczęła odtajniać materiały śledztwa katyńskiego.