http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ignoranci i impotenci

Tomasz Kwaśniewski
2010-11-21, ostatnia aktualizacja 2011-09-14 11:38

Zygmunt Bauman, socjolog, filozof, eseista
Zygmunt Bauman, socjolog, filozof, eseista
Fot. Leonardo Cendamo Blackarchives

Jak mi wysiądzie lodówka, to jestem w rozpaczy, a przecież większość życia przeżyłem bez lodówki. Rozmowa z prof. Zygmuntem Baumanem

Prof. Zygmunt Bauman
Fot. Michał Mutor/AG
Prof. Zygmunt Bauman
ZOBACZ TAKŻE
RAPORTY

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Zawsze pan był taki szczupły?

- Jako chłopak byłem grubasem i cierpiałem z tego powodu. Wyśmiewano mnie, łatwo mnie było rozpoznać. Otyłość nie była wtedy tak powszechna jak dzisiaj.

Schudłem w 1939. Gwałtownie.

Dlaczego pan był grubasem?

- Moja matka była pełna projektów, ambicji i animuszu. Wykształcona, rozczytana, przygotowana do ciekawego życia, a została skazana przez los na bycie gospodynią domową, która musi łatać dziury. Jej teoria kulinarna polegała na tym, że jak chcesz dobrze i smacznie zjeść, to albo kupujesz drogie surowce, albo spędzasz wiele godzin w kuchni. Ponieważ pierwsza możliwość była niedostępna, robiła to drugie.

W kuchni był taki piec z fajerkami, zawsze rozpalony, gorący, matka pichciła, a ja siedziałem przy stole kuchennym, odrabiałem lekcje i na każdym etapie gotowania ona się do mnie zwracała: skosztuj, kochanie. Kochanie kosztowało i puchło.

A poza tym nie używałem żadnych sportów, a to z tej przyczyny, że nie śmiałbym wyjść na boisko, bo gdybym nawet wyszedł, to nie ja bym kopał piłkę, ale mnie by kopano. I to nie tylko dlatego, że byłem grubasem, ale również Żydem. Jedynym na Jeżycach.

Naprawdę byłem bity, kopany i bałem się wyjść na ulicę. No, chyba że szedłem z kolegami, a miałem taką paczkę. Ostatni z tej grupy, Edzio Melosik, umarł rok temu.

A skąd pan wiedział, że jest jedynym Żydem na Jeżycach?

- Bo gdyby był drugi, to już by mi go chuligani wskazali.

Był zresztą taki dowcip poznański: przyjechał z Krakowa Żyd, taki z pejsami, w chałacie. Zbiegowisko się zrobiło, a ten się rozzłościł i mówi: coście, krakowiaka nie widzieli?

Rzeczywiście w Poznaniu nie widzieli.

Pamięta pan, kim chciał pan być?

- Miałem bardzo ambitne plany, bo chciałem być kosmologiem albo kosmonautą.

Chciał pan latać?

- Badać, zrozumieć, jak to wszystko powstało, skąd się wzięło. I podobnie było zresztą w stosunku do spraw, które potem zacząłem nazywać społecznymi.

Mówiłem panu dwa lata temu, że moja młodość nie była łatwa. Miałem bardzo kochających rodziców, to prawda, ale byliśmy ubodzy. Tata, jak pan pamięta, nawet z tego powodu próbował popełnić samobójstwo. To, że byłem Żydem, też nie dodawało uroku. Musiałem się więc zastanawiać nad tymi relacjami społecznymi. Nad tym, czy świat, który jest - z tym, że ojcowie skaczą do Warty, a koledzy kopią i duszą - musi być właśnie taki.

Nie wiem, kiedy pomyślałem o tym, że można by społeczeństwo zmienić na lepsze i trzeba w tym celu wymyślić jakiś plan. Nie potrafię tego odtworzyć. Prawda natomiast jest taka, że jak w czasie wojny poszedłem do wojska, to zacząłem mieć poważne rozmowy na ten temat. I to nie z mojej inicjatywy.

Źródło: Duży Format
  • 1
  • 99 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    178 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':