Schorowany 84-letni
Fidel Castro od czterech lat formalnie nie rządzi, ale co jakiś czas przemówieniami i artykułami tłumaczy swojemu bratu i prezydentowi Raulowi, co ma robić. W środę spotkał się ze studentami w Hawanie i zapowiedział, że kubański socjalizm musi zostać zreformowany.
- Wśród wielu błędów, które popełniliśmy, najważniejszy polega na tym, że uwierzyliśmy, że ktoś zna się na socjalizmie, że ktoś wie, jak się socjalizm buduje - mówił. Nie wiadomo, kogo Fidel Castro miał na myśli, ale na Kubie każde dziecko wie od kołyski, że od rewolucji w 1959 r. tylko jedna osoba rządzi wyspą - to Fidel Castro.
Dyktator poparł oficjalnie plan reform Raula Castro opublikowany kilka tygodni temu. Prezydent zapowiedział wtedy drastyczne oszczędności, zwolnienie z pracy pół miliona pracowników państwowych, stworzenie silnego sektora prywatnego, drakońskie oszczędności, walkę ze złodziejstwem i przekupstwem. - Potrzebujemy maksymalnej racjonalności w dziedzinie płac, cen, emerytur i rent, zero marnotrawstwa oraz utrzymania tylko najbardziej niezbędnych dotacji - stwierdził Fidel Castro.
Od tygodnia reżim prowadzi kampanię propagandową w sprawie reform, które mają zostać przyjęte oficjalnie na zjeździe partii komunistycznej w kwietniu 2011 r. Ma to być zjazd przełomowy, i to nie tylko dlatego, że poprzedni odbył się 14 lat temu.
Fidel Castro przypomniał teraz swoje własne proroctwo sprzed pięciu lat, gdy mówił, że kubańska rewolucja może zostać zniszczona przez samych Kubańczyków: - To, co wtedy mówiłem, jest jeszcze bardziej aktualne.
Dyktator wykluczył jednak, że to koniec socjalizmu. Przeciwnie - radykalne reformy są konieczne wobec "zmian klimatycznych, najgłębszego kryzysu gospodarki światowej, groźby wojny oraz staczania się władzy imperialistycznej w faszyzm". Wszystko to wymaga "największego poświęcenia młodzieży i jej udziału w walce ideologicznej".