Gdy tę wiadomość ogłoszono, na pokładzie wybuchła wściekłość. Tym bardziej że irlandzka linia lotnicza zamierzała po prostu zostawić pasażerów w Belgii. Po lądowaniu odmówili więc wyjścia z samolotu.
Ryanair słynie ze skąpstwa. Gdy samolot ląduje na innym lotnisku, niż planowano, nie podstawia autobusów ani nie płaci za nocleg pasażerów. Szef linii, znany z kontrowersyjnych wypowiedzi Michael O'Leary, kilka lat temu planował nawet wprowadzenie na pokładzie płatnych toalet oraz miejsc stojących.
Do tej pory pasażerowie przeklinali linie lotniczą i jej właściciela (w internecie jest nawet strona "nienawidzę Ryanaira" - Ihateryanair.org). Do buntu podróżnych w samolocie doszło jednak po raz pierwszy.
Załoga na protest pasażerów wzruszyła ramionami. Zamknęła na klucz wszystkie toalety, zgasiła światło i opuściła samolot. Na pokład weszli belgijscy policjanci i strażacy, którzy zaczęli negocjacje.
- Sytuacja była bardzo napięta. Ludzie byli wściekli, co zresztą było uzasadnione. Doszło do rękoczynów - opisuje Christian Delcourt, rzecznik lotniska w Liege.
Pasażerowie przerwali protest dopiero po czterech godzinach, gdy władze lotniska podstawiły autokary, które zawiozły ich do Paryża. Biuro prasowe Ryanaira oświadczyło, że protest pasażerów był nierozsądny, a sprawą buntu na pokładzie powinna zająć się policja.
Źródło: Gazeta Wyborcza