http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kandydat do Trybunału Konstytucyjnego z procesem

Ewa Siedlecka
2010-11-18, ostatnia aktualizacja 2010-11-23 14:37

Prof. Bogusław Banaszak ma proces o plagiat. Zamówiona przez sąd opinia jest dla niego niekorzystna. Były prezes Trybunału Jerzy Stępień ocenia: - Powinien się wstrzymać z kandydowaniem

ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy kandydat do Trybunału, przeciw któremu toczy się proces, powinien wstrzymać się z kandydowaniem?

Tak
Nie

- To proces cywilny, nie ma znaczenia dla kandydowania - mówi pozwany o plagiat prof. Bogusław Banaszak. I zapewnia, że zarzut jest niesłuszny.

Do Trybunału rekomenduje go PO. Proces o plagiat wytoczyła mu pięć lat temu dr Alina Kilian. Żąda wycofania książki, przeprosin w prasie i 25 tys. zł zadośćuczynienia.

Twierdzi, że wydany w 2003 r. przez polską filię wydawnictwa prawniczego C.H. Beck polsko-niemiecki "Słownik prawa i gospodarki" pod red. Banaszaka jest plagiatem jej wydanego w niemieckim Becku w 2000 r. "Słownika języka prawniczego i ekonomicznego". Podaje przykłady haseł identycznych i haseł, w których popełniono identyczne błędy, jakie zdarzyły się w jej słowniku (np. błąd gramatyczny w niemieckim opisie terminu "lustracja"). Twierdzi też, że tam, gdzie hasła się różnią, w ramach zabiegów, które miały ukryć plagiat, zespół pod kierunkiem prof. Banaszaka zmieniał kolejność niemieckich ekwiwalentów podanych przez nią, usuwał niektóre, a niektóre dodawał. Zarzuca mu także, iż sztucznie pomnożył liczbę haseł, by różniła się od tej w jej słowniku, dodając wyrazy z języka potocznego, które z prawem i gospodarką nie mają nic wspólnego (np. "ciemnota", "liczydło", "lunatyk").

Prof. Banaszak zażądał oddalenia pozwu, bo "sporne jest, czy słowniki w ogóle stanowią przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze i tym samym przedmiot ochrony ustawy o prawie autorskim". Podkreśla, że autorzy słowników prawniczych pracują na tych samych aktach prawnych, więc zbieżności są nieuniknione. A Kilian "przywłaszcza sobie autorstwo pojęć powszechnie stosowanych i tym samym wprowadza sąd w błąd co do twórczego charakteru jej pracy".

Wydawnictwo C.H. Beck (także pozwane) przedstawiło sądowi opinię dr Agnieszki Stępnikowskiej-Berns. Wskazuje ona, że słownik Banaszaka zawiera nowe działy: prawo atomowe, prawo o miastach, prawo przewozowe. Odnosząc się do zarzutu, że w słowniku Banaszaka użyte są neologizmy wymyślone przez dr Kilian, pisze: "jeśli neologizm jest udany, nie ma powodu, by kolejny autor nie włączył go do swojej publikacji, podając źródło". Tyle że słownik Banaszaka źródła nie podaje. Stępnikowska-Berns konkluduje, że oba słowniki są podobne, ale to wynika z ich charakteru.

W aktach sprawy jest pismo prof. Gesine Schwan z Uniwersytetu Viadrina, gdzie zatrudniony jest zarówno prof. Banaszak, jak i trzej współautorzy słownika. Pisze, że odebrała od nich wyjaśnienia i "nie widzi powodu, by wątpić w samodzielną pracę prof. Banaszaka i pozostałych trzech autorów". Jest też oświadczenie prof. Banaszaka, iż "na żadnym etapie powstawania dzieła ani on, ani jego współpracownicy nie korzystali ze słownika powódki, lecz opierali się na własnej wiedzy, wieloletnich doświadczeniach i materiałach".

Kilian przedstawiła cztery opinie potwierdzające plagiat. W tym prof. UJ Ireneusza Bobrowskiego, b. dyrektora Instytutu Języka Polskiego PAN w Krakowie, oraz prof. Jana Błeszyńskiego, specjalisty prawa autorskiego z UW.

Sąd zamówił opinię u prof. Józefa Wiktorowicza. Czytamy w niej: "Jest rzeczą naturalną, że ok. 25 proc. haseł będzie identyczne. Ale identyczność wykraczająca poza 40 proc. świadczy o tym, że autorzy później wydanego słownika korzystali ze słownika wydanego wcześniej". Według wyliczeń prof. Wiktorowicza przy niektórych literach zgodność sięga 89 proc. (191 haseł na literę "i"). Biegły zwraca też uwagę, że słownik Banaszaka powtarza za Kilian nieaktualne nazwy instytucji, np. "minister edukacji narodowej" zamiast "minister właściwy do spraw edukacji narodowej". Używa również aktualnej, gdy powstawał słownik Kilian, nazwy "Unia Zachodnioeuropejska". Potwierdza, że do słownika Banaszaka w celu ukrycia, że korzystał z siatki pojęć Kilian, wprowadzono zbędne słowa z języka potocznego. Dodatkowo stawia zarzut niechlujstwa, np. mylenia słów o podobnym brzmieniu ("podobieństwo" i "prawdopodobieństwo").

"Słownik B. Banaszaka i innych jest plagiatem słownika A. Kilian. Pomijając stronę etyczną, słownik B. Banaszaka i in. jest ponadto słownikiem o niewielkiej użyteczności, a w niektórych przypadkach wręcz szkodliwy" - konkluduje.

Prof. Banaszak w ankiecie Obywatelskiego Monitoringu kandydatów na sędziów napisał, że nie toczy się przeciw niemu żadne postępowanie sądowe. - Uznałem, że chodzi o postępowanie karne - mówi "Gazecie".

Dziś sejmowa komisja sprawiedliwości przesłucha i zaopiniuje kandydatów do TK. Wybór (czterech z sześciorga) - na najbliższym posiedzeniu.

Dla Gazety: Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego

- Uważam, że pozwany powinien się wstrzymać z kandydowaniem do Trybunału do prawomocnego zakończenia procesu. Gdyby sąd uznał, że był to plagiat, to nie ma nic bardziej kompromitującego dla naukowca. Sędzią TK może być tylko osoba o nieskazitelnym charakterze. Mogłoby go też czekać postępowanie dyscyplinarne w Trybunale. Takie postępowanie groziło sędzi Lidii Bagińskiej, ale zrezygnowała z sędziowania w TK. Poza tym, gdyby sąd zobowiązał pozwanego do opublikowania przeprosin, to godziłoby to w autorytet Trybunału.



WYJAŚNIENIE (23 listopada 2010): W artykule "Kandydat do Trybunału Konstytucyjnego z procesem" informując o procesie o plagiat, którego stroną jest także Wydawnictwo C.H.Beck użyliśmy określenia "polska filia wydawnictwa prawniczego C.H.Beck". W rzeczywistości wydawnictwo to jest podmiotem prawa polskiego, spółką z o.o. z siedzibą w Warszawie, zarejestrowaną w KRS. Z tego rejestru wynika także, że jedynym wspólnikiem polskiego wydawnictwa jest firma Beck - Beteiligungsgesellschaft MBH z siedzibą w Monachium, Niemcy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 16 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':