Narodowe Siły Rezerwowe mają być - na wzór amerykańskiej gwardii narodowej - służbą cywilów, którzy w wolnym czasie dorobią sobie jako żołnierze, nie rezygnując z pracy zawodowej. W klipie emitowanym w
TVP, Polsacie i
TVN występuje nauczyciel wf., operator spychacza i lekarka. Ćwiczą na poligonach, a kiedy dzwoni dowódca, biegną do jednostki, by walczyć z powodzią. Efekt - uczniowie podziwiają nauczyciela, pacjenci lekarkę, szef gratuluje budowlańcowi.
- Udany nabór do NSR to absolutny priorytet ministra Bogdana Klicha - usłyszeliśmy anonimowo od jednego z polskich generałów. - Na baczność postawiono wszystkich oficerów wychowawczych, sekcje prasowe i szefów WKU. Mają robić wszystko, by przyciągnąć ludzi.
Kampania reklamowa promująca NSR rozpoczęła się na dobre 11 listopada (wcześniej były ogłoszenia w prasie). Wielki banner widać było np. w relacjach z uroczystości na pl. Piłsudskiego w Warszawie. Wojsko wystawiało stoiska z ulotkami zachęcającymi do nowego rodzaju służby w polskiej armii.
Resort planuje, że do NSR zapisze się 20 tys. ludzi, których wezwie się na wypadek klęski żywiołowej, wojny, a nawet misji zagranicznej. To ma być uzupełnienie 100-tysięcznej armii zawodowej. Do końca tego roku
MON chciał mieć już 10 tys. żołnierzy Narodowych Sił Rezerwowych. Cywilów mają zachęcać darmowe szkolenia i pieniądze za czas spędzony na poligonie (80 zł za dzień ćwiczeń, w roku ma ich być 90). Pracodawca dostanie rekompensatę za nieobecność pracownika. Żołnierz NSR podpisze z dowódcą jednostki wojskowej kontrakt na okres od dwóch do sześciu lat.
- Ta kampania w telewizji jest deską ratunku, bo na razie nabór idzie bardzo średnio - mówi nam anonimowo polski generał.
Sztab Generalny poinformował nas, że w całym kraju kontrakty z dowódcami podpisało do tej pory dopiero 1,9 tys. żołnierzy NSR. Ale wojsko liczy, że będzie ich znacznie więcej, bo od początku lipca do wojskowych komend uzupełnień wpłynęło 5 tys. wniosków o przyjęcie. Szef MON
Bogdan Klich nabór do NSR "ocenia pozytywnie".
- To duże wyzwanie dla naszego wojska, tworzymy zupełnie nowy rodzaj służby, w którym spotykają się rezerwiści i ci, którzy w wojsku nie byli. Te dwa środowiska trzeba do siebie dopasować tak, aby stanowiły jedną, spójną całość - tłumaczy min. Klich.
- Nam NSR nie jest tak naprawdę do szczęścia potrzebny - mówi oficer 12. Brygady Zmechanizowanej ze Szczecina. - Potrzebujemy więcej zawodowego wojska. Ale priorytety ministerialne są niestety inne, więc zajmujemy się reklamowaniem rezerwowej armii. Dobrze nie jest, przyjęliśmy do tej pory kilkudziesięciu żołnierzy NSR, a mamy limit 500 osób.
Żeby ratować rekrutację, resort obrony obniżył wymagania dla chętnych do NSR. Na początku zakładano, że warunkiem przyjęcia będzie odbyta służba wojskowa. To już nie jest niezbędne - wojsko zorganizuje tzw. służbę przygotowawczą dla tych, którzy nigdy w wojsku nie byli (potrwa cztery miesiące).