Zdjęcie libijskiego dyktatora z podpisem "To on chce zniszczyć Szwajcarię" widniało na plakatach populistycznego Ruch Obywateli Genewy (MCG), trzeciej siły politycznej w kantonie. W ten sposób MCG nawoływał do udziału w zaplanowanym na 28 listopada referendum dotyczącym automatycznej deportacji z kraju wszystkich imigrantów kryminalistów.
Zdaniem Ruchu Kaddafi pasuje do kampanii jak ulał, bo jak nikt symbolizuje cudzoziemca, który zagraża Helwetom. Kiedy bowiem szwajcarska
policja aresztowała syna dyktatora Hannibala, który w lipcu 2008 r. w jednym z genewskich hoteli katował służących (wyszedł potem za kaucją), Muammar Kaddafi poprzysiągł zemstę. Wstrzymał Szwajcarom dostawy ropy naftowej, wycofał z ich banków miliony dolarów, zamknął ambasadę i zakazał szwajcarskim samolotom lądować na libijskich lotniskach.
Wziął też jako zakładników dwóch szwajcarskich biznesmenów - jeden z nich spędził kilka tygodni w ciężkim więzieniu. Nie pomogły oficjalne przeprosiny szwajcarskiego prezydenta, który przyleciał do Trypolisu i kilka dni oczekiwał na audiencję u dyktatora. Biznesmeni wrócili do kraju dopiero niedawno, po mediacji UE.
Kaddafi na tym nie poprzestał - w tym roku publicznie wypowiedział Szwajcarii świętą wojnę, a na forum ONZ domagał się likwidacji państwa i podziału jego terytorium między Francję,
Niemcy i
Włochy.
Nie chcąc jeszcze bardziej zaogniać sytuacji, władze Genewy przy wsparciu rządu w Bernie zabroniły populistom rozwieszania plakatów z podobizną libijskiego dyktatora. Kilkadziesiąt wydrukowanych już afiszy skonfiskowała policja, która przeszukała siedzibę MCG.
Ruch zaskarżył decyzję do sądu, ale ten wczoraj podzielił zdanie władz. - Dzięki temu nie dopuszczono, by obrażono przywódcę obcego państwa. Władze działały w interesie Szwajcarii - orzekli sędziowie.
Do akcji wkroczyli również prokuratorzy, którzy postawili Ericowi Staufferowi, szefowi populistów, zarzut znieważenia Kaddafiego. Staufferowi grożą trzy lata więzienia. "To cenzura, która przypomina czasy III Rzeszy. Władza dopuszcza się tego w obronie najgorszej dyktatury świata" - oświadczyli oburzeni działacze Ruchu. I wywiesili nowe plakaty, na których w miejscu twarzy dyktatora widnieje biała plama.
- Trudno uwierzyć w to , że konfiskując plakaty z Kaddafim, władze chciały jedynie przestrzegać prawa - mówi mi jeden z dziennikarzy dziennika "Tribune de la Geneve". Chce pozostać anonimowy. - Nasza redakcja jest także w sporze z Libią. Nie potrzebujemy dodatkowych problemów - tłumaczy.
Chodzi o publikację przez "Tribune" zdjęć młodego Kaddafiego wykonanych na posterunku genewskiej policji. Za ich upublicznienie prawnicy dyktatora zaskarżyły redakcję i władze miasta do sądu. Genewa od razu zapłaciła 100 tys. franków, "Tribune" płacić nie ma zamiaru.