To najbardziej widoczny element oprawy pogrzebu. Może dlatego rodziny niechętnie na nim oszczędzają. Po serii pogrzebów smoleńskich ich oczekiwania znacznie wzrosły. O tym, na co mogą liczyć, mówi Zbigniew Pytel, przedstawiciel włoskiej firmy Intercar Modena SpA od czterech lat obecnej na polskim rynku.
Wasze karawany wiozły parę prezydencka w Krakowie. Pierwszy raz widziałem karawan na bazie Maserati, auta które wyciąga 270 km/h a setkę osiąga w niecałe 6 sekund.
Zbigniew Pytel, Intercar Modena SpA: To obecnie najbardziej ekskluzywny pojazd tego typu. Wtedy, 18 kwietnia pana prezydenta wiozłem ja, a panią prezydentową wiózł Chryslerem prezes firmy Intercar.
Ile kosztują takie pojazdy?
- O ile zwykły Mercedes kombi mniej więcej 50 tys euro, to jako karawan - 110-140 tys euro w zależności od wyposażenia. Przy Maserati możemy dojść nawet do 270 tys euro. Wszystkie robimy w Modenie we Włoszech.
To są ceny...
- ...netto. Do tego dochodzi akcyza i VAT.
I wychodzi, że np. za karawan Maserati trzeba dać okrągły milion złotych. Dlaczego aż tyle?
- Bo nie tyle przerabiamy, co konstruujemy te auta w dużej mierze od podstaw. W efekcie są o 1,5 metra dłuższe i 500-700 kg cięższe. Mają zwiększony rozstaw osi, całkiem zmieniony tył i wiele unikatowych rozwiązań. Np. mechanizm załadunku trumny. Gdy trumna jest na swoim miejscu, po zamknięciu drzwi wysuwają się zaciski boczne, które ją chwytają i unieruchamiają. Jest też specjalny pas bezpieczeństwa, dzięki któremu trumna nie uderzy w ścianę działową podczas wypadku. To wszystko są nasze patenty. Jest też rozbudowany układ chłodzenia, wyłącznik świateł stop, by nie oślepiać osób idących z tyłu i kamera pozwalająca kierowcy sprawdzić, czy kondukt nadąża za autem.
Czyli nie przerabiacie ich, ale...
- Konstruujemy łącznie z płyta podłogową. Tym różnimy się od firm przebudowujących gotowe auta. Ponieważ robimy karawany niejako od podstaw możemy je wyposażyć w bardzo indywidualny sposób. Maserati Quattroporte 500, które wiozło trumnę z panem prezydentem miało np. karbonowy dach. Ale na życzenie możemy też pokryć dach czymś, co wygląda jak skóra, choć jest dużo bardziej trwała. Jeden z klientów niedowierzał, więc dostał 10-letnią gwarancję na piśmie.
Czy jako firma konstruktorska musimy robić testy zderzeniowe?
- Tak, wprowadzając nowy model na rynek musimy wpierw rozbić całkiem nowy egzemplarz. To bolesne przeżycie. Zwłaszcza widok rozbijanego Maserati był trudny do zniesienia.
Oglądałem waszego Chryslera CR400 na targach Necro Expo - robi dużo większe wrażenie niż na zdjęciach. Może przez ten wlot powietrza - już w zwykłym Chryslerze jest ogromny, a wy jeszcze go powiększyliście.
- Niedawno pewne małżeństwo rozglądało się za karawanem do swojej firmy. Z początku chcieli RX300, czyli auto na bazie SsangYonga, ale pani zobaczyła Chryslera i było po sprawie. Położyła rękę na masce i powiedziała, że nie odejdzie dopóty, dopóki go kupią. Miłość od pierwszego wejrzenia. W Hiszpanii, Francji, Włoszech i Niemczech jeżdżą cywilne Chryslery 300C z naszym przodem, które ich właściciele podpatrzyli w CR400 i zamówili u nas przeróbkę. A ta kosztuje niemało, bo 8-10 tys. euro.
Jakie karawany są najbardziej poszukiwane?
- Mercedesy i Chryslery właśnie. Mniej więcej po połowie. Na Chryslera CR400 trzeba czekać 4-5 miesięcy, choć nie jest tani - kosztuje niewiele mniej od Mercedesa.
Myślałem, że największe wzięcie mają Mercedesy.
- Tak jest na Śląsku. Jak się okazuje powiedzenie "bez gwiazdy nie ma jazdy" dotyczy tam także karawanów. Na 10 sprzedanych tam Mercedesów przypadnie góra jeden Chrysler. Ale jeśli chodzi o wrażenie, bezkonkurencyjne jest Maserati. I gdyby miało na metce o jedno zero mniej, byłoby rynkowym przebojem.
A propos, co się stało z "prezydenckim" Maserati?
- Kupiła je firma we Włoszech, wyspecjalizowana w pochówkach VIP-ów, np. Pavarottiego.
Słyszałem, że macie też coś dla motocyklistów
- A tak, LT 100, czyli specjalny motocyklowy karawan zbudowany na bazie BMW K1200. Zamiast zwykłego pasażerskiego kosza ma specjalny wózek mieszczący pełnowymiarową trumnę. Ma też głośniki zewnętrzne oraz odtwarzacz CD. No i zadaszenie na wypadek deszczu. Kupują je firmy pogrzebowe w pobliżu torów wyścigowych. Albo tam, gdzie są górskie drogi, na przemian szybkie i kręte. Ostatnio sprzedaliśmy jedną sztukę do Sarajewa.
Czy w Polsce jeździ choć jedna taka maszyna?
- Na razie nie. Pewna firma się przymierza, ale przeszkodą jest cena - 65 tys. euro.
Skoro o pieniądzach mówimy, ile zarobiliście na prezydenckim pogrzebie?
- No właśnie Widziałem wpisy w Internecie, "czy Polskę stać na tak drogie karawany? Przecież to musiało kosztować majątek". I że "nawet pogrzeb głowy państwa to nie powód, by napychać kieszenie prywatnym firmom". Oświadczam więc, że za 13 pogrzebów, do których Intercar Modena SpA udostępnił pojazdy, nie wzięliśmy złotówki. Nawet za benzynę, bo sześć tych aut przyjechało z Włoch. A więc nie mieliśmy z tego żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie, jedynie posądzenia o żerowaniu na tragedii. Bolesne i krzywdzące w obliczu faktów.
Źródło: Duży Format