O zmroku chłopi z wioski Ilado wypływają drewnianymi czółnami na lagunę i pod osłoną ciemności wydobywają z jej dna piach. Za dziesięć ton mokrego piasku przedsiębiorcy z Lagosu płacą po 200-250 dol. - fortunę w kraju, gdzie większość ludzi zarabia dolara, dwa dziennie.
- Opłaca im się to dużo bardziej niż łowienie ryb czy uprawa ziemi - mówi prof. Francis Adesina, dziekan wydziału socjologii z uniwersytetu Obafemiego Awolowo. - Ale kopią swój grób i za parę lat woda zaleje ich wieś. Tu, gdzie dziś trzeba płynąć łodziami, jeszcze niedawno można było przejść suchą stopą.
Wioska Ilado leży na wąskim na kilkadziesiąt metrów pasie ziemi oddzielającej Atlantyk od lagun, na których leży Lagos. Z wybrzeża laguny przez rzadki zagajnik palm widać pordzewiałe wraki statków wyrzucone przez fale na brzeg oceanu.
Chłopi z Ilado zapewniają, że kopią piach nie z nadmorskich wydm, lecz z lagunowych płycizn. - Uważamy też, by nie przedziurawić zakopanego pod dnem rurociągu naftowego - zapewnia dawny rybak Ugo-ojo Idefon Morrison.
- To szaleństwo. Tam, gdzie kopią piach, dostaje się woda z oceanu, podmywa ląd, który staje się coraz węższy - twierdzi prof. Regina Folorosunkon z Instytutu Oceanograficznego. - Kiedyś woda z oceanu przerwie brzeg i wleje się do laguny. Nic tego nie powstrzyma, jeśli ludzie nie zrozumieją, że sami ściągają sobie nieszczęście na głowę.
Prof. Folorosunkon nie robi sobie wielkich nadziei. Lagos, drugie po Kairze największe miasto Afryki, wciąż rośnie. Choć przed dwudziestu laty odebrano mu status stolicy Nigerii, wciąż pozostaje jej gospodarczą metropolią. Co roku z całego kraju ściąga tu za chlebem ćwierć miliona osób. W latach 50. mieszkało tu ok. 300 tys. ludzi. Według demografów za pięć lat będzie ich ponad 25 mln, a ludność całej bogatej w złoża ropy naftowej Nigerii wyniesie 200 mln.
Miasto dusi się w korkach, brakuje miejsca pod nowe
domy, osiedla, dzielnice. By pomieścić nowych mieszkańców, Lagos potrzebuje przestrzeni. Nędzarze z półmilionowego już dziś slumsu Makoko już dawno zeszli z lądu na wodę i budują chaty na palach. Bogacze przekupują urzędników i stawiają domy na chronionych nadmorskich wydmach albo usypują sztuczne wyspy i półwyspy, by budować na nich oazy luksusu.
Lagos przypomina wielki plac budowy. Szczególnie od 2007 r., gdy jego gubernatorem został młody Babatunde Fashola. Postawił sobie za cel uczynienie zeń afrykańskiej metropolii, dumy kontynentu, nowego, bogatego miasta-państwa - Wenecji i Singapuru. A im więcej się buduje, tym bardziej rośnie zapotrzebowanie na piach wydobywany przez wieśniaków z Ilado...
Usypywana jest z niego Wyspa Bananowa, na której ma stanąć osiedle luksusowych willi. Chińskie statki pogłębiarki ryją dno oceanu i pompują rurociągiem piach na wyspę Victorii, przy której wyrasta sztuczny półwysep - długi na 7 km i szeroki na półtora. Za kilka lat wyrośnie na nim afrykański Manhattan, miasto drapaczy chmur, w których biura i rezydencje będą mieć miejscowi bogacze, a także zagraniczni bankierzy i przemysłowcy, którzy postanowią robić interesy w Nigerii.
Afrykański Manhattan będzie nosić nazwę Eko-Atlantic. Eko - tak miejscowi Jorubowie nazywają swoje miasto, któremu przed wiekami portugalscy żeglarze nadali imię Lagos. W Eko-Atlantic zamieszka pół miliona ludzi. Będą mieli własną elektrownię, wodociągi i kanalizację, autostradę, podziemne parkingi, szkoły, szpitale, restauracje i sklepy, tramwaje, a nawet taksówki wodne.
Ale w Eko ma przede wszystkim znaleźć się wszystko to, czego dziś brakuje Lagosowi - przestrzeń, cień, zieleń ogrodów i parków, spokój, cisza. - To będzie prawdziwe miasto XXI w. - zapewnia książę Adesegun Oniro, minister w stanowym rządzie odpowiadający za sprawy infrastruktury wybrzeża. - Takiego miasta nie było i nie ma w całej Afryce.
Eko-Atlantic stało się oczkiem w głowie gubernatora Fasholi, o którym mówi się, że jego ambicje sięgają prezydenckiego fotela. Jeśli wykaże się jako zarządca Lagosu, poradzi sobie z rządzeniem całą Nigerią. Przemiana Lagosu z miejskiej dżungli w nowoczesną metropolię, której symbolem stałoby się Eko, byłaby najlepszym dowodem przywódczych talentów Fasholi.
Obrońcy środowiska załamują ręce. Lamentują, że w kraju, gdzie większość ludzi klepie biedę i nie potrafi czytać, rząd trwoni pieniądze na megalomańskie projekty, które przyniosą korzyść bogaczom. Tylko ich będzie stać na kupno wspaniałych willi, apartamentów i biur (od tysiąca do półtora tysiąca dolara za metr kwadratowy) w drapaczach chmur na półwyspie, który zostanie ogrodzony siedmiometrowym murem.
- Rząd nie wydaje na Eko ani grosza - zapewnia książę Oniro. - Cały koszt budowy wzięły na siebie cztery miejscowe banki, a przede wszystkim rodzina przedsiębiorców budowlanych Chagoury, od ponad ćwierć wieku robiąca interesy w Nigerii i całej zachodniej Afryce. Dodatkowo przy budowie znajdzie zatrudnienie ponad 50 tys. ludzi.
- Eko-Atlantic będzie katastrofą ekologiczną - wieszczy prof. Folorosunkon. - Każdy port, falochron czy choćby rozbity na plaży wrak statku zakłócają naturalny ruch prądów morskich, przepływ fal i niesionego przez nie piasku. To powoduje erozję wydm i sprawia, że ocean coraz głębiej wdziera się w ląd. Tym łatwiej, że wody z roku na rok się podnoszą, a Lagos i okolice leżą na równinie niemal na poziomie oceanu. Może się okazać, że Eko-Atlantic z półwyspu stanie się odciętą od lądu wyspą.
- Eko nie będzie dla Lagosu zagrożeniem, lecz ratunkiem - odpowiada Muiz Banire, minister ds. środowiska w stanowym rządzie. - Usypując półwysep z piachu z atlantyckiego dna, odbieramy oceanowi to, co zabrał w ciągu ostatnich stu lat. Wzmocniony głazami i murem półwysep zabezpieczy też Lagos przed falami i powodziami, które zalewają miasto w porze deszczowej.
- Ci sami ludzie, którzy krytykują rząd za budowę Eko, równie wściekle przeklinaliby nas, że nie robimy nic dla rozwoju miasta. Bez zagranicznego kapitału nasza gospodarka nie będzie się rozwijała szybszym tempie niż to, w którym rośnie ludność Nigerii. A żeby przyciągnąć zagranicznych inwestorów, musimy im stworzyć warunki. Inaczej wyniosą się do Akry czy Abidżanu - uważa książę Oniro. - Za parę lat Eko stanie się nową twarzą Lagosu i Nigerii. Zmienimy oblicze nie tylko naszego kraju, ale też całej Afryki.