Oskarżeni proponowali biedakom ze Stambułu i Moskwy oraz z Mołdawii i Kazachstanu 20 tys. dolarów za oddanie organu, np. nerki. Ludzie ci byli wówczas przewożeni do niewielkiej, prywatnej kliniki w kosowskiej stolicy Prisztinie, gdzie zamówiony organ im usuwano.
Większość z tych osób nigdy nie zobaczyła umówionej kwoty pieniędzy. Na siatkę handlarzy wpadła misja policyjna UE, gdy na lotnisku w Prisztinie zatrzymany został w 2008 r. młody Turek. Mężczyzna był bardzo słaby, nie miał siły wsiąść do samolotu, a policjantom powiedział, że właśnie padł ofiarą kradzieży nerki.
Policjanci z UE przeszukali klinikę, w której przebywał Turek. Znajdował się tam starszy Izraelczyk, któremu właśnie przeszczepiono nerkę młodego Turka. Według misji UE tylko w 2008 r. w znajdującej się na przedmieściach Prisztiny klinice usunięto organy 20 osobom.
Według "New York Timesa", który opisał dziś śledztwo w sprawie kliniki Medicus w Prisztinie, UE poprosiła o współpracę policję m.in. w Turcji i Izraelu. Dziś wiadomo już, że na czele siatki stało dwóch lekarzy z Turcji i Izraela, którzy poznali się na konferencji medycznej w Stambule w 2006 r. oraz dwóch biznesmenów, także z Turcji i Izraela.
Wśród oskarżonych jest także doktor Lutfi Dervishi, znany i poważany kosowski chirurg oraz profesor szpitala uniwersyteckiego w Prisztinie. To on, wraz z lekarzem z Turcji, dokonywał zabiegów usuwania organów w klinice Medicus. Dyrektorem kliniki był syn Dervishiego. Z siatką współpracował wysokiej rangi urzędnik kosowskiego ministerstwa zdrowia, który załatwiał niezbędne dokumenty.
Policja w kilku krajach - od Rosji po Kanadę - nadal szuka klientów kliniki Medicus. Znalezienie ich nie stanowi większego problemu, bo wszyscy płacili za usługę przelewami bankowymi.
"New York Times" twierdzi, że siatka w Kosowie to największe do tej pory przedsięwzięcie handlarzy organami rozbite w Europie. Wcześniej już jednak policje z kilku krajów aresztowały członków dużej siatki handlarzy organów z Izraela i Brazylii.
Źródło: Gazeta Wyborcza