Donald Tusk o Palikocie mówił w sobotę we Włodawie w Lubelskiem, gdzie spotkał się z kandydatami PO do samorządu.
- Największym kosztem będzie to, co przewiduję, i mogę przyjmować zakłady, że
Janusz Palikot zbuduje partię na dwa, może trzy procent i nie wejdzie do parlamentu, ale to my stracimy te dwa-trzy procent - przewiduje Tusk. Powiedział, że prawdziwym powodem odejścia Palikota z PO była niezdolność do pracy w zespole, w którym nie każdy może być pierwszy.
- Nikt Palikota z PO nie wyrzucił - mówił premier. - Zyskał on dużą popularność, którą zbyt szybko chciał wykorzystywać. Okazał się politykiem niecierpliwym, w mojej ocenie też niedojrzałym. Żądał, oczekiwał dla siebie pozycji, która - jak sądzę - nie wynikała ani z jego faktycznej pozycji w Platformie, ani z pozycji w oczach opinii publicznej - podkreślił Tusk.
Premier zaznaczył, że Palikot podjął decyzję o odejściu z PO samodzielnie. - Palikot dopominał się, aby to odejście było jakby za moją akceptacją, nie tylko wiedzą, ale zgodą, że to taki trochę wspólny plan, że on się dusi w PO, ale może coś zrobić dla PO, co w przyszłości może się przydać. Ja takiej akceptacji nikomu nie dawałem - zaznaczył.
Tusk dodał, że przez 20 lat w Polsce widział wielu polityków, którzy odchodzili ze swoich środowisk i zakładali nowe partie, ale to udało się tylko jemu samemu.
- I tylko dla jednego jest usprawiedliwienie z tych ambitnych, co nie wytrzymywali w swoim środowisku - dla mnie. Bo nam się udało, a wszyscy inni, robiąc to, z reguły psuli to, co inni zbudowali. Dlatego jestem tutaj bez kaca, w sposób chłodny i dość bezwzględny oceniam działania Palikota jako błąd - powiedział Tusk.
Na odpowiedź Janusza Palikota nie trzeba było długo czekać. W oświadczeniu przesłanym mediom jeszcze w sobotę napisał: "Donald! Lista osób, które według Ciebie są niezdolne do
gry zespołowej, jest bardzo długa: Gilowska, Olechowski, Rokita, Palikot! Może dla Ciebie zespół to grupa, w której nikt nie może być lepszy od Ciebie!".