http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Suu Kyi na wolności

Grzegorz Stern, Rangun, rim
2010-11-15, ostatnia aktualizacja 2010-11-15 09:57

Aung San Suu Kyi ze swoimi zwolennikami
Aung San Suu Kyi ze swoimi zwolennikami
Fot. Soe Zeya Tun REUTERS

- Nie będę prawdziwie wolna, dopóki mój naród pozostanie zniewolony - mówiła do kilku tysięcy swoich zwolenników Aung San Suu Kyi. W sobotę rządząca Birmą junta wypuściła ją na wolność po siedmiu latach aresztu domowego

Aung San Suu Kyi tuż po uwolnieniu
Fot. Soe Zeya Tun REUTERS
Aung San Suu Kyi tuż po uwolnieniu
Aung San Suu Kyi otrzymała od zwolenników kwiaty
Fot. Khin Maung Win AP
Aung San Suu Kyi otrzymała od zwolenników kwiaty
- Kochamy cię, Suu! - krzyczał wczoraj tłum w centrum Rangunu, gdy pani Suu Kyi przyszła do siedziby swej zdelegalizowanej partii Narodowej Ligi na rzecz Demokracji (NLD). - Pójdę za nią w ogień! - wykrzyczał mi do ucha chłopak w koszulce ze zdjęciem laureatki Pokojowej Nagrody Nobla, którą dostała w 1991 r. za walkę o demokratyzację kraju rządzonego twardą ręką przez wojskowych.

W wielokrotnie przerywanym oklaskami przemówieniu Suu Kyi apelowała do zwolenników, by się nie poddawali. - Nie ma powodu, by tracić nadzieję. Wierzę w prawa człowieka i państwo prawa. Zawsze będę o to walczyć - mówiła. - Chcę pracować ze wszystkimi demokratycznymi siłami w kraju i potrzebuję wsparcia zwykłych ludzi. Tylko zjednoczeni osiągniemy cel.

W godzinnym przemówieniu Suu Kyi jedenaście razy powtórzyła słowo "demokracja". - Jej podstawą jest wolność słowa - podkreślała. W pewnym momencie ktoś z tłumu podał jej wieniec kwiatów. - Jeśli nie ufacie państwowej poczcie, zawsze możecie wręczyć mi prezent osobiście - stwierdziła Suu Kyi i dostała gromkie brawa.

Chwilę później w dusznej salce NLD odpowiadała na pytania dziennikarzy. - Założyliśmy Ligę, by wywalczyć w Birmie demokrację. Będziemy pracować tak długo, aż osiągniemy swój cel - opowiadała. Potwierdziła, że armia w żaden sposób nie ograniczyła jej wolności. - Nie będę prawdziwie wolna, dopóki mój naród pozostanie zniewolony - stwierdziła. Wezwała szefa junty gen. Than Shwe, by razem usiedli przy stole negocjacyjnym i doprowadzili do pojednania narodowego.

Wojskowi nie chcą jednak oddać ani kawałka władzy. Stworzona przez nich Partia Solidarności i Rozwoju Związku (USDP) właśnie wygrała pierwsze od 20 lat wybory parlamentarne, zdobywając 82 proc. głosów. Nikt nie ma wątpliwości, że głosowanie było sfałszowane, a pod pozorem demokratyzacji kraju junta chce zrzucić mundur i rządzić Birmą po cywilnemu.

Poprzednie wybory w 1990 r. z ogromną przewagą wygrała NLD Suu Kyi, ale wojskowi nie oddali jej władzy, topiąc we krwi masowe demonstracje. Samą Suu Kyi zamknęli w areszcie domowym, w którym spędziła w sumie 15 z ostatnich 20 lat.

Junta boi się jej charyzmy i popularności. Gdy w 1988 r. wróciła do kraju, którym wstrząsały protesty przeciwko rządzącym od 25 lat wojskowym, szybko stała się liderką prodemokratycznego ruchu. Pomogła jej w tym sława ojca gen. Aung Sana, który był przywódcą ruchu niepodległościowego w czasach, gdy Birma była brytyjską kolonią. Generał został zamordowany przez rywali politycznych w 1947 r. - tuż przed odzyskaniem niepodległości, którą wynegocjował z Londynem.

65-letnia dziś Suu Kyi szybko stała się światową ikoną bezkrwawej walki z dyktaturą - zwłaszcza od czasu, gdy w 1991 r. została laureatką Nobla. Gdy junta kilka razy wypuszczała ją na wolność, nie opuszczała kraju, bojąc się, że nie będzie mogła wrócić. Ze swoim mężem Brytyjczykiem Michaelem Arisem ostatni raz widziała się w 1995 r., potem wojskowi nie zgadzali się na jego przyjazdy. Nie ugięli się nawet wtedy, gdy Aris był już ciężko chory na raka. Zmarł w 1999 r. Suu Kyi od lat nie widziała się również ze swoimi dwoma synami.

Wiele osób nie wierzyło, że po upływie kolejnego terminu aresztu domowego junta wypuści ją na wolność, bo wcześniej wielokrotnie wojskowi znajdowali nowe powody, by przedłużyć jej uwięzienie. Niedawno zdelegalizowali NLD, bo partia odmówiła udziału w wyborach 7 listopada, nie chcąc brać udziału w farsie.

Plotki o rychłym uwolnieniu Suu Kyi pojawiły się w Rangunie w piątek rano. Dwa dni spędziłem przed jej domem-więzieniem przy ul. Uniwersyteckiej 54, gdzie zebrało się kilkuset sympatyków NLD.

Kiedy w sobotę o 17.03 usunięto zasieki blokujące ulicę, wiwatujący tłum ruszył przed siebie. Suu Kyi na krótko pojawiła się w bramie swego domu. - Tak długo się nie widzieliśmy. Mam wam tyle do powiedzenia - stwierdziła i zaprosiła wszystkich na niedzielny wiec.

Kiedy wczoraj spytałem ją, co będzie robić jutro, powiedziała, że ma tak wiele zaległych spotkań, że nie wie, od którego zacząć. Dodała tylko, że chce wreszcie spotkać się z dwójką mieszkających w Wielkiej Brytanii synów.

Dla Gazety

Daw Tin Yinn

członkini zdelegalizowanej Narodowej Ligi na rzecz Demokracji

Po rozwiązaniu Ligi staramy się normalnie pracować. Wzywamy do bezwarunkowego uwolnienia wszystkich 2 tys. więźniów politycznych, wśród nich kilkuset członków NLD.

Nasza siedziba w Rangunie została zamknięta, dlatego zbieramy się w prywatnych domach. Bezpieka zna nie tylko nasze imiona, ale też adresy i numery telefonów. Jesteśmy śledzeni. Boję się, ale wierzę, że nie możemy się poddać. Większość z nas dawno straciła pracę. Utrzymują nas rodziny i zagraniczni darczyńcy.

W weekend wyjątkowo pozwolono nam się zebrać w starej siedzibie partii. Do Rangunu zjechało kilkuset sympatyków NLD z całego kraju. Nie wiem, jak będzie wyglądać przyszłość Ligi. O wszystkim zadecyduje pani Suu Kyi.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':