W poniedziałek wchodzi w życie znowelizowana ustawa o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Najbardziej kojarzy się z wprowadzeniem zakazu palenia do klubów, kawiarni i restauracji. Nie będzie już tam można palić, chyba że w wydzielonym szczelnie zamkniętym pomieszczeniu (tak żeby dym się nie przedostawał) albo w odrębnej palarni.
Menedżerka jednego z popularnych klubów w Warszawie (chce być anonimowa):- Przygotowaliśmy się wcześniej, wprowadziliśmy zakaz z miesięcznym wyprzedzeniem. Palacze przestali przychodzić, a my uchodzimy za dziwolągów.
Liczy na to, że jak zakaz będzie powszechny, to klienci wrócą.
Kelnerka, popularny warszawski klub Plan B: - Mamy wydzielone pomieszczenie, ale bez wentylacji. Trudno, będzie się palić na zewnątrz. Można też i w kiblu, tylko że to ryzyko.
Mandat dla palacza za złamanie zakazu wynosi do 500 zł. Mandat dla właściciela instytucji albo środka transportu (bo zakaz będzie też w autobusach, tramwajach, pociągach i samochodach służbowych), który nie umieści informacji o zakazie palenia - do 2 tys. zł. Kto go może wręczyć?
Według ustawy - inspektor sanitarny, strażnik miejski, policjant. W praktyce palaczy karać może na razie tylko policjant, bo inspektorów sanepidu i strażników miejskich blokują niedostosowane do nowej ustawy resortowe rozporządzenia.
Mandaty mogą więc wypisywać na razie tylko instytucjom - za brak oznakowania, ale inspektorom i strażnikom palaczy wolno tylko pouczyć, albo kierować sprawę wprost do sądu, a tam postępowanie jest bardzo czasochłonne.
- Znowelizujmy rozporządzenie w tempie błyskawicznym - zapowiada jednak rzeczniczka
MSWiA Małgorzata Woźniak.
Jaka będzie strategia głównego inspektora sanitarnego? W przeciwieństwie do akcji antydopalaczowej - nie ma polegać na karaniu, tylko głównie na wychowaniu.
GiS kupiło spot reklamowy do telewizji. Pierwsze emisje już w poniedziałek. Na ekranie: kawiarnia - bez dymu oczywiście - a płuca i serca wszystkich jej klientów i kelnerów widać, jak na prześwietleniu. Na koniec hasło: "Dbaj o Polskę wolną od dymu tytoniowego i prawo do oddychania czystym i zdrowym powietrzem".
Swoich klientów o zakazie uprzedziła też spółka
PKP InterCity - rozdała 20 tys. ulotek , w których "uprzejmie prosi" pasażerów o dostosowanie się do zakazu. Czy można na to liczyć?
- Jeszcze pięć lat temu, spodziewalibyśmy się oporu, ale do teraz wielu pasażerów spotkało się z podobnym zakazem na Zachodzie - mówi spokojnie Beata Czemerajda z biura prasowego PKP InterCity.
Co firma zaleca konduktorom w razie napotkania pasażerów, którzy się przy paleniu uprą? - Stanowczą perswazję i wyrozumiałość - mówi Czemerajda.
Wbrew pozorom największy problem może być w szpitalach.
- Co zrobię, jeśli pacjent ruchomy, bo np. tylko z nogą w gipsie, uprze się palić na przykład na korytarzu. Mam zawiadomić policję? - zastanawia się Jacek Bierca, dyrektor szpitala na warszawskim Solcu. Szpital rozważa, czy nie podsuwać pacjentom przed przyjęciem do podpisania informacji o zakazie palenia.
Tytoń pali blisko 10 mln Polaków. Ponad 40 tys. rocznie umiera z tego powodu przedwcześnie (35-69 lat). Prawie 2 tys. niepalących umiera co roku z powodu biernego palenia.
Rozmowa z Janem Orgelbrandem zastępcą głównego inspektora sanitarnego Aleksandra Pezda: Będą specjalne kontrole po wprowadzeniu zakazu palenia? Tak jak przy dopalaczach? Jan Orgelbrand: Nie mamy planów specjalnych inspekcji, nie chcemy nakładać mandatów, nie będzie żadnych nalotów, tak jak z dopalaczami. Wolimy raczej uświadamiać społeczeństwo.
Bo nadal chyba nie wszyscy wiedzą, co zmieni ustawa - że zakaże palić na przystankach, placach zabaw, na plaży, a w szpitalach nie będzie już nawet palarni. Wszyscy skupiali się dotąd na zakazie w klubach i restauracjach.