http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nasze billingi i internet pod lupą służb

Ewa Siedlecka
2010-11-09, ostatnia aktualizacja 2010-11-09 08:42

Telefony komórkowe
Telefony komórkowe
Fot. Sebastian Rzepiel / AG

Polskie służby są europejskimi liderami w inwigilacji obywateli. W zeszłym roku ponad milion razy sięgnęły po nasze billingi!

ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy akceptujesz łatwość z jaką służby w Polsce mogą kontrolować nasze billingi?

Nie. W naszym kraju nie powinno być jak u Orwella, koniecznie trzeba to ukrócić
Tak. Państwo powinno wiedzieć co robimy, by lepiej nas chronić
Wcale mnie to nie interesuje
Nie odpowiem. Boję się, że ktoś się dowie, co o tym sądzę

Polska w ilości danych pobieranych od teleoperatorów zdecydowanie wyprzedza wszystkie kraje UE. W 2009 r. operatorzy w Polsce odnotowali 1,06 mln zapytań od służb, prokuratury i sądów dotyczących danych z billingów i internetu. Większość kierują służby (w tym policja).

To 27,5 zapytania na tysiąc dorosłych mieszkańców! Dla porównania drugi kraj w tej klasyfikacji - Czechy - odnotował 10 zapytań na tysiąc mieszkańców. Wielka Brytania i Francja - ok. 8,5. W Niemczech takich zapytań było tylko 0,2 na tysiąc mieszkańców, czyli 35 razy mniej niż w Polsce.

Dlaczego? Bo w Niemczech i wielu innych krajach służby mają różnego rodzaju ograniczenia. A w Polsce w majestacie prawa sa po prostu podłączone do baz danych operatorów telekomunikacyjnych. I - na ich koszt - mogą pobierać informacje bez podania jakiegokolwiek powodu.

Dane na temat zapytań polskich służb zebrał od operatorów Urząd Komitetu Integracji Europejskiej na potrzeby pierwszego raportu dla Komisji Europejskiej o wykonywaniu tzw. dyrektywy o retencji danych. Ta kontrowersyjna dyrektywa została przyjęta w 2006 r. w ramach ułatwienia walki z terroryzmem. Nakazuje operatorom przechowywanie danych o połączeniach abonentów przez 6-24 miesiące.

Szokujące dane o skali sięgania przez polskie służby po billingi zdobyła z UKIE fundacja Panoptykon, która wraz z ponad 100 innymi organizacjami z całej Europy walczy z dyrektywą retencyjną, żądając jej zniesienia lub maksymalnego skrócenia okresu przechowywania danych.

Z badań wynika, że to brak jakichkolwiek ograniczeń korzystania z billingów sprawił, że Polska stała się europejskim liderem w inwigilacji obywateli.

- W innych krajach są ograniczenia - mówi Katarzyna Szymielewicz, szefowa fundacji Panoptykon. - Np. we Włoszech służby muszą prosić o dane od teleoperatorów za pośrednictwem sądu. W Czechach policja musi prosić o zgodę sąd i wykazać, że podejrzewa "poważne przestępstwo". Tylko w sprawach o terroryzm może sama pytać operatorów. W Wielkiej Brytanii służby muszą płacić operatorom za każde zapytanie. Jeśli chodzi o dostęp do danych internetowych, to np. wywiad MI5 potrzebuje zgody ministerstwa spraw wewnętrznych. A policja musi mieć każdorazowo zgodę specjalnego komisarza ds. nadzoru.

Polskie służby pobierają, co chcą, kiedy chcą i nikogo nie muszą pytać o zgodę. Jak informowaliśmy niedawno ("Parszywa dziesiątka", 8 października), na dużą skalę robią to w stosunku do dziennikarzy, by ustalić ich kontakty. W ten sposób obchodzą tajemnicę dziennikarskich źródeł informacji - zagwarantowaną w kodeksie postępowania karnego i w prawie prasowym.

W Polsce nadzór obejmuje jedynie podsłuchy i kontrolę korespondencji. Większość metod inwigilacji jest poza jakąkolwiek zewnętrzną kontrolą.

Przeczytaj też
Jak służby zaglądają nam w telefon
i
komentarz Ewy Siedleckiej



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 62 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    59 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':