Chodzi o Teodora Obianga Nguemę Mbasogo - cieszącego się sławą okrutnika prezydenta przebogatej w ropę naftową Gwinei Równikowej. Londyński "Independent" pisze, że brytyjski najemnik został doradcą Mbasogo. Jeszcze sześć lat temu ich relacje wyglądały zupełnie inaczej.
Do jednej z najgłośniejszych, zakończonych kompletną klapą operacji białych najemników w Afryce doszło w marcu 2004 r. Mann na czele 64-osobowego oddziału najemnych żołnierzy z Południowej Afryki wylądował w stolicy
Zimbabwe Harare. Zamierzał zabrać tam na pokład kupioną przez pośrednika broń i wraz z nią odlecieć tej samej nocy do Gwinei Równikowej. W tamtejszej stolicy, Malabo, od kilku dni czekał na Manna jego druh, inny najemnik weteran Nick du Toit z kilkunastoosobowym oddziałem. Czekali na znak, by opanować lotnisko w Malabo, by umożliwić lądowanie samolotu z oddziałem Manna.
Najemnicy zostali wynajęci przez grupę brytyjskich przedsiębiorców na czele z bogaczem naftowym Elym Calilem i sir Markiem Thatcherem, synem byłej premier. Mann miał przeprowadzić dla nich zamach stanu, obalić krwawego tyrana, a na jego miejsce do prezydenckiego pałacu wprowadzić przywiezionego z wygnania z Hiszpanii dysydenta Severo Moto. W dowód wdzięczności nowy władca miał podarować organizatorom puczu koncesje na wydobycie ropy naftowej. Za obalenie tyrana Mann i jego najemnicy mieli dodatkowo obiecane 15 mln dol. w gotówce.
Spisek zakończył się klapą. Podstarzali najemnicy (Mann liczył sobie 54 lata) okazali się takimi gadułami, że zanim jeszcze wyruszyli na wojenną wyprawę, wiedziały o niej wszystkie możliwe zachodnie wywiady. Zabiegając o względy bogatego w ropę tyrana, ostrzegły go o niebezpieczeństwie.
Mann z jego oddziałem został aresztowany w Zimbabwe i skazany na cztery lata więzienia za nielegalne przekroczenie granicy (jego żołnierze otrzymali wyroki po kilkanaście miesięcy więzienia). Znacznie gorszy los spotkał najemników pojmanych w Malabo. Jeden z nich umarł na mękach podczas przesłuchania. Pozostali otrzymali wieloletnie wyroki w więzieniu Czarna Plaża, uważanym za najcięższe w całej Afryce i takie, z którego nie wychodzi się żywym.
W 2008 r. do Czarnej Plaży trafił także Mann. Kiedy odsiedział czteroletni wyrok w Harare, tamtejszy prezydent
Robert Mugabe kazał go odesłać do Malabo, by podarkiem ucieszyć Nguemę i wytargować od niego dostawy ropy naftowej za półdarmo dla bankrutującego Zimbabwe. Mann został skazany na 34 lata więzienia, co praktycznie oznaczałoby dla niego wyrok śmierci.
- Ktoś, kto chciał odebrać mi władzę, zasługuje, by zostać potraktowany w szczególny sposób - odgrażał się Nguema, który objął rządy w 1979 r., obalając i zabijając stryja Francisco Maciasa, jednego z najokrutniejszych tyranów, jakich wydała Afryka. Bratanek niewiele ustępował mu w okrucieństwie, a panowanie ułatwiło mu dodatkowo odkrycie w Gwinei Równikowej bogatych złóż ropy naftowej. Prezydent, uważając się za właściciela kraju, zagarnął też dla siebie petrodolarowy skarb, który uczynił go jednym z najbogatszych ludzi w Afryce. Ostatnio chciał ofiarować 3 mln dol UNESCO, by ustanowiło nagrodę jego imienia.
Spodziewając się najgorszego, Mann jeszcze z więzienia w Harare słał do Kapsztadu i Londynu rozpaczliwe grepsy, błagając swoich pracodawców Calila i Thatchera, by wyciągnęli go z więzienia. Zleceniodawcy najemniczej wyprawy umywali jednak ręce.
Wtrącony do więzienia, aby ocalić skórę, Mann postanowił sypać. Podczas swojego procesu w Malabo opowiedział wszystko o spisku i obciążył zeznaniami Calila i Thatchera, za którymi Nguema kazał natychmiast rozesłać listy gończe. Gwinejski tyran domaga się głowy przede wszystkim Calila, który zbił ćwierć miliarda dolarów na podejrzanych interesach naftowych i sponsorował wiele awantur i spisków, w których stawką były naftowe interesy.
Wsypawszy w zemście zleceniodawców nieudanego zamachu, Mann wytargował wolność dla siebie i wszystkich pozostałych więzionych w Malabo najemników. Z 34 zasądzonych lat za kratami spędził tylko rok, który przypominał bardziej przymusowe wakacje w dobrym hotelu. Mieszkał w pojedynczej celi, w nowym, czystym skrzydle Czarnej Plaży. Miał tam urządzenia do gimnastyki, bibliotekę z książkami i gazetami, a o jego zdrowie dbał osobisty lekarz prezydenta. Zamiast więziennego wiktu posiłki przywożono mu z drogiego hotelu Paraiso należącego do ministra bezpieczeństwa i więzień Manuela Nguemy Mba. Minister, a także prokurator generalny José Olo Obono wpadali zresztą często do Manna w odwiedziny, przynosili
wino. Kiedy po roku odsiadki prezydent Nguema kazał wypuścić Manna na wolność, najemnik narzekał, że za kratkami okropnie przytył.
W dowód wdzięczności łaskawy tyran z Malabo postanowił dać jeszcze najemnikowi zarobić. Ponieważ Mann nie miał nosa do interesów, roztrwonił wszystko, czego dorobił się jako komandos w brytyjskim wojsku na wojnach w Irlandii Północnej i Iraku, a potem jako najemnik na wojennych wyprawach w Angoli i Sierra Leone. Kłopoty finansowe zmusiły go do sprzedaży ukochanej willi w Kapsztadzie, a w końcu popchnęły do zaciągnięcia się na jeszcze jedną, ostatnią wyprawę najemniczą, do Malabo.
Uwolniony przez Nguemę, mając sześćdziesiątkę na karku, myślał, by napisać biografię, sprzedać prawa do jej sfilmowania i w ten sposób choć trochę się odkuć. Posada doradcy u gwinejskiego władcy spadła mu jak z nieba.
- Na służbie u Nguemy nieźle się obłowi - mówi Reuben Abati, redaktor naczelny nigeryjskiej gazety "Guardian". - Zastanawiam się tylko, w czym Mann może doradzać Nguemie. W przeprowadzaniu zamachów prezydent okazał się większym fachowcem od najemnika.