http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ciężkie życie najemnika w Afryce

Wojciech Jagielski, Lagos
2010-11-08, ostatnia aktualizacja 2010-11-07 16:24

Simon Mann, sławny na cały świat najemny żołnierz, idzie na służbę do afrykańskiego tyrana, którego próbował obalić, a który po nieudanym zamachu wtrącił go do więzienia

Simon Mann ze swoim prawnikiem podczas procesu, 20 czerwca 2008 r.
Fot. REBECCA BLACKWELL AP
Simon Mann ze swoim prawnikiem podczas procesu, 20 czerwca 2008 r.
ZOBACZ TAKŻE
Chodzi o Teodora Obianga Nguemę Mbasogo - cieszącego się sławą okrutnika prezydenta przebogatej w ropę naftową Gwinei Równikowej. Londyński "Independent" pisze, że brytyjski najemnik został doradcą Mbasogo. Jeszcze sześć lat temu ich relacje wyglądały zupełnie inaczej.

Do jednej z najgłośniejszych, zakończonych kompletną klapą operacji białych najemników w Afryce doszło w marcu 2004 r. Mann na czele 64-osobowego oddziału najemnych żołnierzy z Południowej Afryki wylądował w stolicy Zimbabwe Harare. Zamierzał zabrać tam na pokład kupioną przez pośrednika broń i wraz z nią odlecieć tej samej nocy do Gwinei Równikowej. W tamtejszej stolicy, Malabo, od kilku dni czekał na Manna jego druh, inny najemnik weteran Nick du Toit z kilkunastoosobowym oddziałem. Czekali na znak, by opanować lotnisko w Malabo, by umożliwić lądowanie samolotu z oddziałem Manna.

Najemnicy zostali wynajęci przez grupę brytyjskich przedsiębiorców na czele z bogaczem naftowym Elym Calilem i sir Markiem Thatcherem, synem byłej premier. Mann miał przeprowadzić dla nich zamach stanu, obalić krwawego tyrana, a na jego miejsce do prezydenckiego pałacu wprowadzić przywiezionego z wygnania z Hiszpanii dysydenta Severo Moto. W dowód wdzięczności nowy władca miał podarować organizatorom puczu koncesje na wydobycie ropy naftowej. Za obalenie tyrana Mann i jego najemnicy mieli dodatkowo obiecane 15 mln dol. w gotówce.

Spisek zakończył się klapą. Podstarzali najemnicy (Mann liczył sobie 54 lata) okazali się takimi gadułami, że zanim jeszcze wyruszyli na wojenną wyprawę, wiedziały o niej wszystkie możliwe zachodnie wywiady. Zabiegając o względy bogatego w ropę tyrana, ostrzegły go o niebezpieczeństwie.

Mann z jego oddziałem został aresztowany w Zimbabwe i skazany na cztery lata więzienia za nielegalne przekroczenie granicy (jego żołnierze otrzymali wyroki po kilkanaście miesięcy więzienia). Znacznie gorszy los spotkał najemników pojmanych w Malabo. Jeden z nich umarł na mękach podczas przesłuchania. Pozostali otrzymali wieloletnie wyroki w więzieniu Czarna Plaża, uważanym za najcięższe w całej Afryce i takie, z którego nie wychodzi się żywym.

W 2008 r. do Czarnej Plaży trafił także Mann. Kiedy odsiedział czteroletni wyrok w Harare, tamtejszy prezydent Robert Mugabe kazał go odesłać do Malabo, by podarkiem ucieszyć Nguemę i wytargować od niego dostawy ropy naftowej za półdarmo dla bankrutującego Zimbabwe. Mann został skazany na 34 lata więzienia, co praktycznie oznaczałoby dla niego wyrok śmierci.

- Ktoś, kto chciał odebrać mi władzę, zasługuje, by zostać potraktowany w szczególny sposób - odgrażał się Nguema, który objął rządy w 1979 r., obalając i zabijając stryja Francisco Maciasa, jednego z najokrutniejszych tyranów, jakich wydała Afryka. Bratanek niewiele ustępował mu w okrucieństwie, a panowanie ułatwiło mu dodatkowo odkrycie w Gwinei Równikowej bogatych złóż ropy naftowej. Prezydent, uważając się za właściciela kraju, zagarnął też dla siebie petrodolarowy skarb, który uczynił go jednym z najbogatszych ludzi w Afryce. Ostatnio chciał ofiarować 3 mln dol UNESCO, by ustanowiło nagrodę jego imienia.

Spodziewając się najgorszego, Mann jeszcze z więzienia w Harare słał do Kapsztadu i Londynu rozpaczliwe grepsy, błagając swoich pracodawców Calila i Thatchera, by wyciągnęli go z więzienia. Zleceniodawcy najemniczej wyprawy umywali jednak ręce.

Wtrącony do więzienia, aby ocalić skórę, Mann postanowił sypać. Podczas swojego procesu w Malabo opowiedział wszystko o spisku i obciążył zeznaniami Calila i Thatchera, za którymi Nguema kazał natychmiast rozesłać listy gończe. Gwinejski tyran domaga się głowy przede wszystkim Calila, który zbił ćwierć miliarda dolarów na podejrzanych interesach naftowych i sponsorował wiele awantur i spisków, w których stawką były naftowe interesy.

Wsypawszy w zemście zleceniodawców nieudanego zamachu, Mann wytargował wolność dla siebie i wszystkich pozostałych więzionych w Malabo najemników. Z 34 zasądzonych lat za kratami spędził tylko rok, który przypominał bardziej przymusowe wakacje w dobrym hotelu. Mieszkał w pojedynczej celi, w nowym, czystym skrzydle Czarnej Plaży. Miał tam urządzenia do gimnastyki, bibliotekę z książkami i gazetami, a o jego zdrowie dbał osobisty lekarz prezydenta. Zamiast więziennego wiktu posiłki przywożono mu z drogiego hotelu Paraiso należącego do ministra bezpieczeństwa i więzień Manuela Nguemy Mba. Minister, a także prokurator generalny José Olo Obono wpadali zresztą często do Manna w odwiedziny, przynosili wino. Kiedy po roku odsiadki prezydent Nguema kazał wypuścić Manna na wolność, najemnik narzekał, że za kratkami okropnie przytył.

W dowód wdzięczności łaskawy tyran z Malabo postanowił dać jeszcze najemnikowi zarobić. Ponieważ Mann nie miał nosa do interesów, roztrwonił wszystko, czego dorobił się jako komandos w brytyjskim wojsku na wojnach w Irlandii Północnej i Iraku, a potem jako najemnik na wojennych wyprawach w Angoli i Sierra Leone. Kłopoty finansowe zmusiły go do sprzedaży ukochanej willi w Kapsztadzie, a w końcu popchnęły do zaciągnięcia się na jeszcze jedną, ostatnią wyprawę najemniczą, do Malabo.

Uwolniony przez Nguemę, mając sześćdziesiątkę na karku, myślał, by napisać biografię, sprzedać prawa do jej sfilmowania i w ten sposób choć trochę się odkuć. Posada doradcy u gwinejskiego władcy spadła mu jak z nieba.

- Na służbie u Nguemy nieźle się obłowi - mówi Reuben Abati, redaktor naczelny nigeryjskiej gazety "Guardian". - Zastanawiam się tylko, w czym Mann może doradzać Nguemie. W przeprowadzaniu zamachów prezydent okazał się większym fachowcem od najemnika.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':