Budowa nowego seminarium San Carlos pod Hawaną dla 100 alumnów - pierwszego od rewolucji w 1959 r. - trwała cztery lata, ale kamień węgielny święcił jeszcze w 1998 r.
papież Jan Paweł II w czasie historycznej pielgrzymki na wyspę.
Pierwotne seminarium San Carlos zostało wywłaszczone przez komunistyczne władze i zamienione na koszary wojskowe w 1966 r., podobnie jak wszystkie inne seminaria katolickie na wyspie. Wyjechało wówczas z Kuby ok. 75 proc. księży, a
Kościół był prześladowany przez reżim Fidela Castro.
W ostatnich latach lepiej zaczął traktować Kościół prezydent Raul Castro, który przejął formalną władzę po chorym bracie Fidelu. To on pozwolił m.in. sprowadzić materiały na budowę San Carlos.
Z drugiej strony Hawana łamie obietnicę daną w czerwcu Kościołowi, że zwolni 52 więźniów politycznych. Kardynał Jaime Ortega, który wynegocjował to porozumienie, zapowiadał, że na wolność wyjdą wszyscy więźniowie - także ci, którzy zechcą pozostać na wyspie.
Reżim odwołał jednak zapowiedziane wcześniej zwolnienie Rafaela Ibarry Roque, bo dysydent nie zgodził się opuścić kraju - stwierdził, że nie zamierza "ulegać szantażowi" i "zamienić więzienia na wygnanie". Ibarra odsiaduje wyrok 20 lat więzienia, na które skazano go w 1993 r. za działalność opozycyjną. Dotychczas wyszło zza krat i wyjechało za granicę 42 więźniów politycznych. Hawana niespodziewanie wypuściła też kilku innych, których nie obejmowało porozumienie kardynała Ortegi i komunistycznych władz.
Dyktatura braci Castro obiecała uwolnienie więźniów po czteromiesięcznej głodówce Guillermo Farinasa, który podjął ją po śmierci głodowej w więzieniu innego dysydenta Orlando Zapaty Tamayo.
Kuba miała nadzieję na przekonanie w ten sposób UE do przywrócenia normalnych stosunków z Hawaną, zawieszonych od czasu masowych represji wobec dysydentów w 2003 r.
Unia podtrzymała jednak swoje stanowisko, podkreślając, że Kuba musi zaprzestać prześladowania dysydentów i przeprowadzić reformy demokratyczne. W dodatku tuż przed tą decyzją UE europarlament przyznał Farinasowi Europejską Nagrodę Praw Człowieka im. Andrieja Sacharowa.
- Unia nie ma moralnego prawa pouczać nas w kwestii praw człowieka. Lepiej niech zajmie się swoją brutalną polityką antyimigracyjną, deportacjami mniejszości i wykluczeniem bezrobotnych - stwierdził szef kubańskiej dyplomacji Bruno Rodriguez. Przyznanie nagrody Farinasowi nazwał "hańbą", a jego samego - "płatnym agentem imperializmu USA".
Damy w Bieli, organizacja żon dysydentów skazanych w 2003 r. na surowe wyroki, zapowiadają, że jeśli do 7 listopada władze nie uwolnią pozostałych więźniów z listy wynegocjowanej przez Kościół, to "nie będą czekać z założonymi rękami".