http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy KE nauczy Facebooka "zapominać" informacje użytkowników?

Konrad Niklewicz
2010-11-06, ostatnia aktualizacja 2010-11-06 12:48

Nieprzemyślane zdjęcia na Facebooku niejednemu już złamały karierę
Nieprzemyślane zdjęcia na Facebooku niejednemu już złamały karierę
Fot. za Facebook.com

Wszystkie informacje, które wrzucasz do serwisów społecznościowych, zostaną tam na wieczność. Chyba że Unii uda się wprowadzić "Prawo do zapomnienia" - regulacje, które zmuszą serwisy do usuwania z sieci treści, których sobie tam nie życzysz

Użytkownicy serwisów społecznościowych od dawna się skarżą na niejasne zasady przechowywania treści wrzuconych przez nich np. na własny profil na Facebooku lub NK, bo nikt nie ma pewności, jak te informacje (np. własne teksty i zdjęcia) są przechowywane. I co się z nimi dzieje, gdy ktoś zrezygnuje z usług serwisu. Czy naprawdę są kasowane? I jak to sprawdzić?

O tym, jak bardzo niebezpieczny może się okazać Facebook, przekonała się 23-letnia Maja Rostowska, córka ministra finansów Jacka Rostowskiego. Gdy przed kilkoma tygodniami "Dziennik Gazeta Prawna" opisał zatrudnienie panny Rostowskiej w gabinecie politycznym ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, tekst zilustrował zdjęciem znalezionym na jej facebookowym profilu. Zdjęcie pokazywało ją na tle wulgarnych napisów. Zapewne po protestach panny Rostowskiej redakcja "DGP" usunęła zdjęcie z własnego serwisu internetowego. Jednak mleko się już rozlało, wiele osób zdjęcie obejrzało i/lub zapisało je w swoich kolekcjach internetowych "ciekawostek". I najprawdopodobniej będzie po wsze czasy obecne w sieci.

Każdy dzień przynosi podobne historie, choć nie zawsze poszkodowanymi są znane osoby.

Wątpliwości budzą też praktyki innych wielkich koncernów działających na rynku elektronicznym. Najgłośniejsza jest sprawa serwisu Google Street View. W uproszczeniu usługa ta pozwalała obejrzeć z bliska w komputerze np. ulicę jakiegoś miasta, bo uprzednio została "obfotografowana" przez ekipę Google'a. Tyle tylko, że przy okazji fotografowano osoby, zaglądano przez okna do prywatnych mieszkań, na podwórka, do garaży itp. Jak informuje portal EUobserver, w samych tylko Niemczech zarejestrowano aż 244 tys. skarg obywateli na umieszczenie w Google Street View zdjęć ich własności.

Władze niektórych krajów, np. Czech i Grecji, zakazały koncernowi Google fotografowania czegokolwiek na ich terytorium, ale nie mogą mu zakazać zbierania danych w inny sposób. Zwłaszcza że Google jest firmą amerykańską i dane są przechowywane na serwerach w USA.

Podobny kłopot jest z Facebookiem. - Osoba wchodząca na Facebook i zakładająca tam swój profil zgadza się, że ewentualne spory prawne będzie rozstrzygać przed sądami amerykańskim - ostrzega Wojciech Wiewiórowski, główny inspektor ochrony danych osobowych.

Sprawą braku ochrony danych osobowych w sieci zajęła się Komisja Europejska. Chce ona znowelizować unijną dyrektywę o ochronie tego typu informacji. Ta obecna ma 15 lat i - jak przyznają sami unijni eksperci - nie przystaje do potrzeb.

Jedną z kluczowych propozycji Komisji jest wprowadzenie przepisu, na którego podstawie mieszkańcy Unii będą mogli żądać, by wszelkie informacje wrzucone przez nich do sieci mogły być na ich życzenie definitywnie usuwane. Komisji nie podoba się także to, że amerykańskie spółki chcą rozstrzygać ewentualne spory przed swoimi sądami, nawet gdy poszkodowanymi są Europejczycy. - Zgodnie z europejskim prawem konsumenckim takie klauzule są z góry nieważne - przypomina GIODO. - Komisja Europejska idzie w dobrą stronę. Przepis, który chce przeforsować, ma nawet już swoją nazwę: "Prawo do zapomnienia".

Bruksela zrobiła już pierwszy krok, żeby prawo zmienić - urzędnicy komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding przygotowali oficjalny dokument (tzw. komunikat) dla rządów i Parlamentu Europejskiego. Propozycje zmian prawnych są tak skonstruowane, by w największym stopniu chroniły przeciętnego Kowalskiego. Tzw. celebryci nie muszą się bać - nadal będą mogli gościć na plotkarskich portalach. No, chyba że zmienią zdanie.

Pilotażowy projekt "Prawa do zapomnienia" jest już realizowany poza UE, w Norwegii. Jej obywatele mogą zwracać się do rzecznika ochrony danych osobowych z prośbą o pomoc w wymazywaniu z sieci nieopatrznie wrzuconych informacji. - Już w pierwszym roku dostał 1700 skarg - mówi Wiewiórowski. - I dlatego zastanawiamy się, czy podobną "usługę publiczną" wprowadzić u nas. Dokładnie takiej samej pewnie nie wprowadzimy. Nie wiem, czy nie zostaniemy zalani tysiącami próśb o wymazanie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 19 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    40 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':