Wniosek o odwołanie rektora złożyła w ubiegłym tygodniu minister zdrowia, która równocześnie zawiesiła go w pełnieniu funkcji. To kara za przeciągające się od dwóch lat wyjaśnienie sprawy plagiatu Andrzejaka w pracy habilitacyjnej. Jego popełnienie zarzucili rektorowi w listopadzie 2008 r. związkowcy z uczelnianej Solidarności '80. Twierdzili, że Andrzejak przepisał nawet 90 fragmentów z prac dwóch naukowców.
Podczas wczorajszego tajnego głosowania za odwołaniem rektora było 18 członków senatu, 11 było przeciw, czterech wstrzymało się od głosu. Prof. Marian Klinger, członek senatu: - To bardzo dobra decyzja, otwiera nam drogę do rozwiązania problemów uczelni.
- Teraz przyszłością Ryszarda Andrzejaka zajmie się na nadzwyczajnej sesji kilkudziesięcioosobowe Uczelniane Kolegium Elektorów, które formalnie decyduje o obsadzie stanowiska rektora - informuje prof. Marek Ziętek, pełniący obowiązki rektora Akademii Medycznej we Wrocławiu. - Jesteśmy w sytuacji kryzysowej. Opinia o naszej uczelni środowiska naukowego jest bardzo negatywna nie tylko we Wrocławiu, ale i w całej Polsce. Chciałbym, żeby ostateczne rozstrzygnięcie w sprawie odwołania zapadło jak najszybciej, byśmy mogli zacząć wychodzić z tego kryzysu.
Uczelniane Kolegium Elektorów - reprezentacja profesorów, pracowników akademii i studentów - spotka się w ciągu kilku tygodni. Jeśli zdecyduje za odwołaniem - Andrzejak będzie musiał ustąpić ze stanowiska. Jeśli przeciwko -
Ministerstwo Zdrowia może wprowadzić komisarza. Będzie on pełnił funkcję rektora do wyborów nowych władz uczelni, które odbędą się za dwa lata.
Prof. Marek Ziętek: - Nie wyobrażam sobie, żeby Kolegium zagłosowało wbrew zaleceniu ministra.