Roman Pawłowski: Dlaczego namalował pan cykl obrazów na temat pedofilii księży katolickich?
Krzysztof Kuszej: Chciałem zwrócić uwagę na problem pedofilii w Kościele katolickim, który w Polsce jest spychany na margines. Nie mogę pogodzić się z faktem, że osoby, których zadaniem jest kształtowanie postaw moralnych dzieci, krzywdzą je w straszny sposób, nadużywając ich zaufania.
Co pan chciał osiągnąć?
- Jeżeli mogłem przyczynić się do tego, że choć jedno dziecko nie zostanie zgwałcone przez księży, to uważam, że warto było namalować te obrazy.
Spodziewał się pan wizyty policji?
- Nie. Policjanci przyszli do mnie do pracy. Pokazali nakaz zatrzymania. Razem pojechaliśmy do pracowni. Skonfiskowali w sumie 20 płócien, zabrali także komputer. Zostałem zatrzymany na 24 godziny w areszcie. Pierwszy raz w życiu.
Policjanci zabrali wszystkie obrazy z tego cyklu?
- Nie, nie wszystkie. Szacowali, który według nich jest pedofilski, a który nie.
Czym się kierowali?
- Wybierali obrazy, na których widniała twarz dziecka i genitalia.
Już wcześniej prokuratura interesowała się pańskimi pracami. W 1995 roku wszczęła dochodzenie w sprawie planowanej wystawy pańskich prac w Muzeum Kinematografii. Dlaczego?
- Prezydent miasta i wojewoda łódzki złożyli doniesienie, że moje prace obrażają uczucia religijne i propagują pornografię. Ale po dziewięciu miesiącach sprawę umorzono z powodu niewykrycia cech przestępstwa. Wtedy również miałem rewizję w pracowni.
Co było na obrazach?
- Chyba najbardziej nie podobał się prokuraturze obraz przedstawiający Matkę Boską w pozycji seksualnej. Wystawa w końcu się nie odbyła.
Jak pan zareagował teraz, kiedy prokurator odczytał panu zarzuty o pochwalanie i rozpowszechnianie treści pedofilskich oraz pornografii z udziałem dzieci?
- Mógłbym to porównać do sytuacji, w której mężczyźnie odbierającemu bandycie pistolet prokuratura stawia zarzut kradzieży. To jest takie samo nieporozumienie, jak oskarżenie mnie o pochwalanie pedofilii czy rozpowszechnianie dziecięcej pornografii.
Sięga pan w swojej twórczości po drastyczne tematy i pokazuje je w drastyczny sposób. Namalował pan serię obrazów poświęconą głośnej sprawie "łowców skór" - pracowników łódzkiego pogotowia, którzy uśmiercali pacjentów. Inny pana cykl łączy wizerunki świętych katolickich ze scenami seksualnymi. Jest tam między innymi praca przedstawiająca obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, przed którym onanizuje się mężczyzna. Po pokazie pańskich prac w szwedzkiej telewizji publicznej tamtejsza Polonia złożyła doniesienie o obrazę uczuć religijnych. Czy skandal to pana strategia artystyczna?
- Używam środków adekwatnych do dzisiejszej wrażliwości. Mógłbym namalować obraz zatytułowany "Zły dotyk", na którym w kącie stałoby dziecko ze spuszczoną głową. Ale w dzisiejszych czasach taki wizerunek na nikim nie zrobiłby wrażenia. Aby zainteresować widza, ekspresja musi iść dalej.
Czy trzeba pokazywać ze szczegółami seks księdza z dzieckiem, żeby zwrócić uwagę na problem?
- Kiedy czytamy w gazecie o księdzu Michale M. z Tylawy, który molestował dzieci, nikt się nie przejmuje. Inaczej jest, jeśli pokażemy, jak to mogło wyglądać. Obraz wywołuje wstrząs.
Źródło: Gazeta Wyborcza