To dostęp do mediów, możliwość działalności partii i stowarzyszeń, prawo do organizacji wieców wyborczych.
A na Białorusi panuje od 15 lat monopol Łukaszenki, niezależna prasa jest niemal w podziemiu, politycy opozycji poza parlamentem. Oficjalne media są tubą prezydenta, a aparat państwa pracuje dla władzy, nie dla demokracji. Zmiana systemu oznaczałaby koniec władzy Łukaszenki. Chce on tylko retuszu fasady, a nie rzeczywistej demokratyzacji. Dlatego wybory na Białorusi, nawet jeśli władze trochę się postarają, nie będą w pełni demokratyczne, ale mogą być lepsze niż poprzednie. Warto i o to zabiegać.
Niezależnie od rozwoju wydarzeń wspólna polsko-niemiecka misja w Mińsku ma pozytywne znaczenie. To demonstracja, że Warszawa i Berlin robią coś razem na rzecz europejskiej polityki wschodniej. Taka inicjatywa jest potrzebna, bo
Niemcy jak żadne inne państwo UE ma interesy na Wschodzie. I choć inaczej je rozumiemy, to wraz z Berlinem możemy zdziałać znacznie więcej za Bugiem niż w pojedynkę. Warto, by wspólna misja szefów dyplomacji do Mińska była początkiem europejskiej i polsko-niemieckiej polityki wschodniej.