Terroryści ubrani w wypełnione materiałami wybuchowymi kamizelki, granaty ręczne i karabiny próbowali zaatakować w niedzielę o świcie giełdę papierów wartościowych w Bagdadzie. Zabili dwóch ochroniarzy, ranili czterech.
Być może była to tylko próba zmylenia sił bezpieczeństwa, bo napastnicy nagle zmienili zdanie i wdarli się do pobliskiej świątyni Matki Bożej Wybawicielki - jednej z najważniejszych dla bagdadzkich chrześcijan.
- Byli ubrani w mundury wojskowe. Od razu zastrzelili księdza - mówił jeden ze 120 wiernych, którzy brali udział w porannej mszy. Napastnicy zepchnęli przestraszonych ludzi do głównej nawy i zabarykadowali świątynię. Zażądali uwolnienia towarzyszy broni z Iraku i Egiptu.
Po czterech godzinach negocjacji irackie siły bezpieczeństwa wspomagane przez niewielki oddział Amerykanów oraz amerykańskie samoloty bezzałogowe przypuściły szturm. Świadkowie mówią o gigantycznym chaosie, jaki zapanował podczas wymiany ognia pomiędzy terrorystami a oddziałami próbującymi uwolnić zakładników.
- Nie jest jeszcze jasne, ile osób zostało zabitych przez napastników, a ilu przez siły bezpieczeństwa. Ale wiemy, że większość ofiar zginęła, gdy rozpoczął się szturm - mówił Junadem Kana, poseł reprezentujący partię chrześcijan.
Władze podały, że tuż po rozpoczęciu ataku jeden z 13 terrorystów wysadził się w powietrze. Zginęło też czterech innych napastników, reszta została pojmana. Zabitych zostało również 10 policjantów.
Odpowiedzialność za atak wzięła na siebie powiązana z Al-Kaidą organizacja Islamistyczne Państwo Iraku, która ogłosiła w internecie, że atak był odwetem za rzekome uwięzienie w Egipcie żon dwóch koptyjskich księży, które chciały przejść na islam i rozwieść się z mężami. Wiara chrześcijańskich Koptów zabrania rozwodów i według pogłosek szerzących się w państwach islamskich obie kobiety zostały uwięzione przez mężów.
Zdaniem przedstawicieli Kościoła koptyjskiego obie kobiety zostały porwane przez dżihadystów, jednak mimo ich namów nie zgodziły się przejść na islam i po oswobodzeniu przez policję zdecydowały się na życie w klasztorze.
- To był nieludzki czyn - mówił chaldejski biskup Bagdadu Shlimoune Wardouni. W liczącym 28 mln ludzi Iraku mieszka ok. 550 tys. chrześcijan skupionych głównie w kościołach syryjskim i chaldejskim. W 2003 r. było ich ponad 800 tys., ale wielu uciekło z kraju, bo chrześcijanie są częstym celem ataków terrorystów.
-
Francja jest gotowa udzielić azylu 150 irackim chrześcijanom poszkodowanym w niedzielnym ataku, a także ich rodzinom - poinformował w poniedziałek francuski minister ds. imigracji Eric Besson. Przypomniał, że od 2007 r. Francja udziela azylu Irakijczykom z prześladowanych mniejszości religijnych.
- Spodziewamy się, że następne ataki będą jeszcze gorsze. Rząd nie robi nic, by nas chronić - mówił dziennikarzom Abu Sami, którego żona przeżyła atak w kościele.