http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pogrzeb za pół ceny

Katarzyna Klukowska, Artur Włodarski
2010-11-06, ostatnia aktualizacja 2010-11-07 12:42

Tak się walczy o klienta. Jedna ze stronic kalendarza wydawanego przez firmę Lindner, producenta trumien
Tak się walczy o klienta. Jedna ze stronic kalendarza wydawanego przez firmę Lindner, producenta trumien
Fot. ASMARTFOTOS

To okradanie zmarłych - zagrzmiała branża funeralna na wieść o planach obniżenia zasiłku pogrzebowego prawie o połowę. Czy rzeczywiście grożą nam tekturowe trumny i zbiorowe mogiły?

Stronica kalendarza wydawanego przez firmę Lindner
Fot. Lindner / smartfotos.pl
Stronica kalendarza wydawanego przez firmę Lindner
Na ul. Podwalnej w Radomiu znajduje się największa liczba zakładów pogrzebowych w mieście
Fot. Marcin Kucewicz / Agencja Gazeta
Na ul. Podwalnej w Radomiu znajduje się największa liczba zakładów pogrzebowych...
Producenci trumien w różny sposób walczą o klienta
Producenci trumien w różny sposób walczą o klienta
Eros i Thanatos na targach branży pogrzebowej NecroExpo w Kielcach, czerwiec 2009 r.
Fot. Bogdan Krezel visavis.pl
Eros i Thanatos na targach branży pogrzebowej NecroExpo w Kielcach, czerwiec...
A może zróbmy stosy nad Wisłą? Może lepiej palić zmarłych i wrzucać prochy do rzeki - ironizuje Zbigniew Skoczek, naczelny "Kultury Pogrzebu".

- Oszczędności kosztem zmarłych? To praktyka godna cmentarnych hien - jątrzyli opozycyjni politycy. Kto bardziej na tym ucierpi, zmarli czy branża? Zdaniem tej ostatniej my wszyscy: "Chore pomysły rządu nie godzą w branżę, godzą w rodziny zmarłych, które będą musiały się zadłużyć, a może nawet wyprzedać, by zorganizować godny pochówek".

Głośniej nad tą trumną

"Brelok" to wisielec, "bojka" - topielec. "Zimna erka" to karawan. "Pogrzeb z pióropuszami", czyli elegancki i wystawny. "Apacz" to klient, który chodzi i patrzy, gdzie najtaniej. Pewnie wielu z nas, słysząc o swoim bliskim, że to "niebol" lub "skóra", a o wyciskającym łzy pogrzebie, że to "pakowanie do dołka", umarłoby ze zgrozy, choć nie są to najbardziej dosadne przykłady branżowego slangu, cytowane notabene przez "Kulturę Pogrzebu", jeden z dwóch branżowych periodyków*. Skandal? Skądże. Raczej klasyczny objaw łagodzenia napięcia związanego z obcowaniem ze śmiercią, czyli tzw. oswajanie tabu.

W tym roku to tabu zostało przełamane. Dwa wydarzenia sprawiły, że branża pogrzebowa wyszła z cienia, w którym tkwiła od 2002 roku, czyli od wybuchu afery "łowców skór": była to kwietniowa katastrofa smoleńska i sierpniowa zapowiedź rządu obcięcia zasiłku pogrzebowego. Z obecnych 6,4 tys. miałby w przyszłym roku stopnieć do około 4 tys. zł. Nagle zaczęło się głośno mówić o pieniądzach za pogrzeb. I liczyć, ile naprawdę kosztuje "godny pochówek". Czy wystarczą 4 tys. złotych?

Nim to sprawdzimy, przyjrzyjmy się samej branży.

Branża dziękuje, nie narzeka

Można rzec, że jest na wskroś polska. Nie tylko dlatego, że dzielnie opiera się obcemu kapitałowi. Jest też podzielona, rozdrobniona i dość niechętna zmianom. Ale po kolei.

Po upadku komuny zakłady pogrzebowe obrodziły jak grzyby po deszczu. Ponieważ założenie zakładu nie wymagało żadnych uprawnień (i tak jest do dziś), mógł to zrobić każdy. W efekcie wiele miało siedzibę w prywatnych mieszkaniach i dokumentację upchniętą w teczce. Nie miały szyldów (wstyd przed sąsiadami), a klientów szukały po szpitalach i urzędach stanu cywilnego. - Dyżurnym karawanem była poczciwa nyska, służąca po godzinach do transportu warzyw czy mebli - wspomina ze zgrozą Sławomir Moch, wiceprezes Polskiej Izby Pogrzebowej.

W siedzibie jego firmy (prowadzi ją z żoną Dorotą) tamte czasy wydają się prehistorią. Wokół stylowe meble, za oknem tuzin lśniących mercedesów. Jednego z nich pokazywały telewizje całego świata, gdy 11 kwietnia wiózł ciała prezydenckiej pary. I to właśnie dobrze widoczny na jego klapie napis "Exitus" zawiódł nas do Otwocka.

Ale tamta bylejakość nie odstraszyła Mocha. Przeciwnie: - W 1992 roku nagle umiera mi teść, a trzy dni później babcia. Tragedia. Ale mimo bólu dostrzegam błędy firmy pogrzebowej. Po miesiącu już wiem, że założę własną.

Słysząc podniesione głosy w holu, przerywa opowieść. Idziemy zobaczyć, co się stało: cały personel wpatrzony w telewizor. Na ekranie transmisja z Okęcia - trumny z ciałami ofiar są wynoszone z samolotu, który właśnie przyleciał ze Smoleńska.

- Mój Boże, wstyd na cały świat - kręci głową pan Sławomir. - Jak można kłaść trumny na kobyłki budowlane?

Słyszymy też, że strona rządowa zignorowała ofertę Izby, która w dniu katastrofy zaproponowała bezpłatną pomoc, łącznie z dostawą hermetycznych trumien. W efekcie ciała ofiar przyleciały w trumnach firmy Ferrari, za które MON zapłacił 250 tys. zł i które w pośpiechu i nie bez przygód wieziono tirem z Włoch. Choć wpadek było więcej (magazyn "Memento" opisał je w artykule "Najbliżsi szli za końskimi zadami"), naród zobaczył, jak może wyglądać porządny pogrzeb. I dziś już nierzadko proszą np. o "prezydencki pochówek".

A jak wyglądają realia?

- Takich firm wciąż jest niewiele - mówi naczelny "Kultury Pogrzebu" (której Mochowie są właścicielami), mając na myśli Exitus, z jego 50 pracownikami, flotą karawanów i ośmioma filiami w różnych miastach Polski. - Większość to małe zakładziki żyjące z zasiłków, a niektóre wciąż wożą zwłoki polonezami.

Ponieważ firmę pogrzebową bardzo łatwo założyć, nikt nie wie, ile ich jest. Zdaniem jednych ponad trzy, zdaniem innych niecałe dwa tysiące (wśród nich istne perełki onomastyki: Adieu, Lamento, Podarek, Products, Rekord, Sleep Time czy Wazonex). Wszystkie pogrążone w legislacyjnym chaosie. Przyczyna? Polskie prawo pogrzebowe to multum rozporządzeń wydanych przez różne resorty do ustawy, której stuknęło właśnie 50 lat. Całość jest dziurawa jak sito, niespójna i anachroniczna. Nie precyzuje podstawowych kwestii, jak zakład pogrzebowy czy kremacja.

Niebawem odkrywamy kolejne kuriozum: brak hurtowni funeralnych. Powoduje to, że producenci muszą się bawić w komiwojażerkę, tracąc czas na odwiedzanie kolejnych zakładów i pieniądze na udział w targach, których jest no właśnie.

Kolejna bolączka to podział na dwa niemal wrogie światy: Polskiej Izby Pogrzebowej i Polskiego Stowarzyszenia Funeralnego. Obie organizacje mają swoje czasopisma, szkolenia i targi. - W efekcie jak nigdzie indziej mamy w kraju aż trzy targi funeralne. A wystarczyłyby jedne i to co dwa lata - zauważa Andrzej Dzierżanowski, wydawca katalogu "Funeralia".

Jedyne, co łączy owe światy, to lęki. Cała branża boi się dwóch rzeczy: zniesienia zasiłku pogrzebowego oraz wejścia dużej zachodniej firmy. Każde takie zdarzenie mogłoby przetrzebić mniejsze zakłady i osłabić większe. O jakich sumach mówimy? Policzmy: 365 tys. zgonów razy 6,4 tys. zł zasiłku daje ponad 2,3 mld zł - tyle wart jest rynek pogrzebowy. Dzieląc to przez liczbę zakładów, czyli 2,5 tys., otrzymujemy ponad 900 tys. zł i taka część zasiłków przypada rocznie na jeden zakład. Nawet licząc, że konsumują najwyżej połowę zasiłku i mają niemałe wydatki (karawany kosztują dwa razy tyle co zwykłe auta, mercedesy zaczynają się od 100 tys. euro, a maserati quattroporte 500, które wiozło trumnę z prezydentem w Krakowie, kosztowało aż 270 tys. euro), to i tak mogą liczyć na godziwy zysk. Może właśnie dlatego nie lubią pytań o liczbę pogrzebów i kremacji.

Źródło: Duży Format
  • 2
  • 100 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    78 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':