Opublikowany w tym tygodniu raport brytyjskiej straży granicznej wywołał gorącą dyskusję w Wielkiej Brytanii, gdzie liczba bezrobotnych doszła właśnie do 2,5 mln.
Według prawa imigracyjnego wprowadzonego w 2008 roku przez rządzącą wówczas Partię Pracy, imigranci z wyższym wykształceniem mogą uzyskać specjalną wizę. Chodziło o przyciągnięcie inżynierów, chirurgów i bogatych inwestorów. Nowe przepisy obejmują również zagranicznych absolwentów brytyjskich uczelni, którzy po zakończeniu edukacji mogą pozostać na Wyspach przez dwa lata. W zeszłym roku takie uprzywilejowane wizy dostało 19 tys. osób.
Z danych zebranych przez straż graniczną wynika jednak, że 29 proc. imigrantów z wyższym wykształceniem wykonuje prace dużo poniżej swoich kwalifikacji - zarabiają w restauracjach typu fast-food lub jako nocni stróże. Prawie połowa z tysiąca przebadanych przez brytyjski urząd obcokrajowców w ogóle nie potrafiła podać aktualnego miejsca pracy i nie sprecyzowała, czy są zatrudnieni. Tylko jedna czwarta wykonuje pracę zgodną z kwalifikacjami.
- Są setki tysięcy Brytyjczyków, którzy mogliby wykonywać te najprostsze prace zamiast imigrantów - komentuje Damian Green, minister ds. imigracji. - Ci, którzy przyjeżdżają do Wielkiej Brytanii ścieżką dla wysoko wykwalifikowanych, powinni móc wykonywać tylko prace wymagające wysokich kwalifikacji. Raport straży granicznej postawił pod znakiem zapytania sens pewnych zapisów prawnych. Wnioski z raportu będą odgrywały kluczową rolę w ustalaniu rocznych limitów dla imigrantów.
Z drugiej strony, według lewicującego think-tanku Institute for Public Policy Research, raport nie jest miarodajny. - Do badań wzięto tylko tych imigrantów, którzy starali się o wizy dla innych członków rodziny. To specyficzna grupa - tłumaczy Tim Finch, szef departamentu migracji z IPPR. - To wszystko wygląda na próbę legitymizacji drastycznych ograniczeń w przyznawaniu wiz dla najwyżej wykwalifikowanych cudzoziemców. To nie pomoże bezrobotnym, a może poważnie zaszkodzić naszej gospodarce.
Źródło: Gazeta Wyborcza