Przeczytaj też komentarz Bartosza Węglarczyka
Opozycja alarmuje, że wybory zostaną najpewniej sfałszowane, by Łukaszenka efektownie wygrał je już w pierwszej turze. Białoruski dyktator pewnie i tak wygrałby w cuglach w drugiej turze, ale ego nie pozwoli mu, by do niej doszło. Jego zwycięstwo musi być spektakularne, nawet za cenę fałszerstw.
Ministrowie
Radosław Sikorski i Guido Westerwelle złożą Łukaszence propozycję: uczciwe wybory to szansa na pogłębienie współpracy z UE. Fałszerstwa i ewentualne brutalne stłumienie protestów opozycji tę szansę przekreślą.
Propozycja brzmi racjonalnie. Łukaszenka ma najgorsze w historii stosunki z Rosją, dostaje z Moskwy zbyt małą pomoc gospodarczą, jest w pewnym sensie skazany na otwarcie się na Zachód.
Ale racjonalna rozmowa z dyktatorem to jak dyskusja z daltonistą o kolorach. Nawet polscy eksperci rządowi przyznają nieoficjalnie, że szanse na powodzenie polsko-niemieckiej misji są niewielkie. Łukaszenka może ją za to instrumentalnie wykorzystać przed wyborami, by udowodnić Białorusinom, że wcale nie jest przez Zachód izolowany.
Ewentualne zyski z tej misji też są mocno niepewne. Jednak nic nie robić wobec Białorusi też nie można. Wieloletnia strategia izolacji reżimu w Mińsku i sankcji nie przyniosła żadnych skutków. Sikorski i Westerwelle pojadą we wtorek do Mińska bez nadmiernych nadziei na sukces.