http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Komisarz Reding - Żelazna Dama Unii Europejskiej

Tomasz Bielecki, Bruksela
2010-10-28, ostatnia aktualizacja 2010-10-28 09:11

Viviane Reding w liście do UEFA wyraziła zaniepokojenie co do przestrzegania praw człowieka na Ukrainie
Viviane Reding w liście do UEFA wyraziła zaniepokojenie co do przestrzegania praw człowieka na Ukrainie
Fot. THIERRY ROGE REUTERS

- Dyktat Francji oraz Niemiec w Unii Europejskiej nie prowadzi do niczego dobrego. Bardzo mi się to nie podoba - komisarz UE Viviane Reding idzie na wojnę z największymi graczami w Europie

ZOBACZ TAKŻE
Luksemburska komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding zapewnia, że nigdy publicznie nie kłamie. - Oczywiście na moim stanowisku nie zawsze mogę powiedzieć wszystko i nie na każdy temat. Dlatego albo milczę albo - jeśli już mówię - to głoszę rzeczy, pod którymi zawsze będę gotowa podpisać się z czystym sumieniem - tłumaczy była prezes stowarzyszenia dziennikarzy Luksemburga.

Czy można zacytować słowa o dyktacie Berlina i Francji w Unii Europejskiej?

- Tak. Przecież taka jest prawda. To nie tajemnica. Trzeba przed tym ostrzegać - mówi Reding.

Reding już wiosną wywołała sensację publicznym apelem do Angeli Merkel, aby zgodziła się na pomoc finansową dla Grecji, która coraz szybciej obsuwała się w gospodarczą przepaść. - Miej trochę odwagi, Angelo! Masz problem w swoim kraju, bo większość ludzi jest przeciw solidarnej pomocy. Powiedz im, że jesteśmy jedną rodziną. My byliśmy solidarni, kiedy jednoczyły się Niemcy. Wszyscy płaciliśmy i nie żałujemy! - głośno apelowała Reding w marcu 2010 r., kiedy szef Komisji José Manuel Barroso próbował uzyskać to samo poufnymi telefonami Berlina.

Merkel uległa dopiero w maju - i to przede wszystkim pod naciskiem rynków finansowych oraz Waszyngtonu - ale Reding już wtedy zapisała się w historii obecnej Komisji Europejskiej jako Żelazna Dama, która ma odwagę rzucić rękawicę Żelaznej Kanclerz.

Trwający kryzys niesie ryzyko mocnych zmian w rozwoju Unii, bo największe i najbogatsze kraje Europy nie wierzą w kompetencje i recepty gospodarcze Komisji Europejskiej i innych unijnych instytucji. Najwięksi gracze boją się utraty ścisłej kontroli nad polityką antykryzysową w Unii, chcą zaostrzenia dyscypliny budżetowej w całej UE, lecz jednocześnie nie chcą pozwolić, by brukselscy urzędnicy nazbyt panoszyli się w ich księgowości.

- Pakiet reform Komisji Europejskiej zmieniają Francja oraz Niemcy, czyli te same dwa kraje, które złamały zasady budżetowe już w 2003 r. i wymusiły na Unii takie rozwodnienie prawa UE, by wymknąć się procedurze karnej. Nie uczą się na błędach - mówi Reding.

Przyczyną najnowszej potyczki jest niedawne spotkanie Merkel i Sarkozy'ego w normandzkim Deauville w tym samym czasie, gdy unijni ministrowie finansów rozmawiali o projekcie sankcji dla krajów psujących budżet. Kiedy Holendrzy czy Szwedzi bronili twardego projektu firmowanego m.in. przez Berlin, z Deauville nadszedł komunikat, że Niemcy i Francja zmieniły stanowisko i nie chcą już automatycznych sankcji, lecz w zamian za to apelują o zmiany w traktacie. Stronnicy Berlina do dziś nie potrafią otrząsnąć się po tak niespodziewanej zmianie stanowiska Merkel, za plecami reszty Unii. - Ministrom pozostał wielki niesmak - przyznał luksemburski minister Jean Asselborn.

Zmiana traktatu lizbońskiego (m.in. wprowadzenie karnego odbierania głosu krajom strefy euro łamiącym zasady budżetowe) będzie tematem rozpoczynającego się dziś szczytu UE. - To nierozsądne zajmować Unię iluzjami w sprawie traktatu. Jego zmiana zajęłaby pięć-dziesięć lat, a "druga Grecja" może wydarzyć się znacznie wcześniej. Czy nie lepiej zająć się pakietem reform Komisji? - mówi Reding.

Jednak wykształcona na Sorbonie komisarz nie wojuje tylko w sprawach gospodarczych. Po wakacjach wywołała kryzys dyplomatyczny między Komisją i Paryżem, kiedy wytknęła Francuzom, że łamią prawo podczas kontrowersyjnych wysiedleń Romów. - To hańba. Nie spodziewałam się, że zobaczymy coś takiego w Europie po II wojnie światowej - ogłosiła Reding, choć potem przeprosiła za sformułowania, które mogły być zrozumiane jako porównanie wysiedleń do Holocaustu.

Obrażony Paryż nie przebierał w słowach. - Szkoda, że Napoleon III i Bismarck zdecydowali w 1867 r., by dać niepodległość Luksemburgowi - ubolewał deputowany Phipppe Marion z partii Nicolasa Sarkozy'ego. Paryż doradzał, by to Wielkie Księstwo przyjęło u siebie niechcianych Romów.

- Jak kraj liczący 350 tysięcy ludzi śmie pouczać Francję? - mówili doradcy Sarkozy'ego w Brukseli, złośliwie zmniejszając populację Luksemburga o 150 tys. ludzi. Atak tylko przysporzył Reding popularności w ojczyźnie, a - choć jej stosunki z premierem Jean-Claudem Junckerem nie są łatwe - cały rząd solidarnie bronił jej wobec Sarkozy'ego. - Tematu Romów nie odpuszczę. Pilnie obserwuję Francję - zapewniała niedawno pani komisarz.

Reding, która jest mężatką i matką trojga dzieci, nie cofa się także przed trudnymi tematami w Polsce. Opowiedziała się wczoraj przeciw pełnomocniczce ds. równego traktowania Elżbiecie Radziszewskiej w głośnym sporze o zatrudnianie lesbijki w katolickiej szkole.

Przeczytaj też komentarz Jacka Pawlickiego - "Dzielna Viviane"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 39 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    44 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':