Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Gdyby w środku nocy zapytano księdza, ile ma lat, to co by ksiądz odpowiedział?- Odpowiedziałbym poprawnie, mimo że człowiek z czasem przestaje zauważać, że się starzeje. Ja na przykład, kiedy skończyłem 70 lat, czułem się dokładnie tak samo jak wtedy, gdy minęła mi sześćdziesiątka. A kończąc 75 lat, też właściwie nie widziałem większej różnicy. Człowiek myśli, że jest ciągle taki sam, jak był. Wszyscy naokoło widzą, że już jest stary, a on wciąż sądzi, że nie jest. Żyje w takiej ułudzie.
To znaczy, że nie ma w człowieku zgody na starość?- Nie ma zgody na przemijanie, na odejście z tego świata. Mnie starość specjalnie nie deprymuje ani nie przygnębia, ale wiem, że trzeba się z nią oswajać.
Jak?- Gdy mówią, że jakaś droga będzie skończona za ileś lat, to myślę sobie, że według wszelkich statystycznych danych mnie już nie będzie na tym świecie. Chrzczę dzieci przyjaciół i wiem, że nie będę już błogosławił ich ślubu. A na razie zdarza mi się dość często błogosławić śluby dzieci, które chrzciłem. Te, które teraz chrzczę, nie będą mogły w żaden sposób na to liczyć. I tu mówię o takim realistycznym spojrzeniu na siebie, na świat. Kiedyś oglądałem wywiad z Davidem Marią Turoldo, włoskim księdzem, poetą, chorym już wtedy - o czym, oglądając tę audycję, nie wiedziałem - na raka. Mówił, że ze śmiercią trzeba się spokojnie zaprzyjaźniać. Bardzo mi to utkwiło w pamięci: "zaprzyjaźniać".
A kiedy trzeba zacząć?- Nie wiem, ale lepiej późno niż wcale.
Bo z wiekiem jesteśmy mądrzejsi?- Mam wrażenie, że tak. Patrząc na różne epizody z mojego życia, wydarzenia i wypowiedzi z dawnych lat, myślę sobie: Boże, jakież to było głupie. Kiedy zostałem wybrany na generała zakonu marianów na sześcioletnią kadencję, zaprzyjaźniony biskup, dziś ważny arcybiskup w Watykanie Francesco Coccopalmerio dał mi mądrą, bardzo po dziś dzień pożyteczną dla mnie radę. Powiedział: "Patrz na wszystko tak, jak będziesz na to patrzył za sześć lat". Staram się teraz patrzeć na wszystkie sprawy tak, jak będę na nie patrzył w godzinie śmierci.
I wtedy można być spokojniejszym? - Ja tak. Jestem spokojniejszy. Nie mam poczucia, że straciłem czas. Moje życie jest pełne różnych wspaniałych darów, pięknych przeżyć, więc stąd chyba ten podstawowy spokój. Ludzie często są udręczeni swoimi życiowymi wyborami. Wybuchają w starości pretensjami, rozpamiętują przeszłość i brak im tego spokoju, wyciszenia. Ważne, by akceptować rzeczywistość. Przyznać się do klęsk, błędów i grzechów, powiedzieć sobie ze smutkiem: "Tak, to było zło, zachowałem się jak podły człowiek, ale nie cofnę czasu, już się nie da tego odkręcić". Nie warto kombinować: co by było, gdybym zrobił coś innego, niż zrobiłem. Godzenie się na rzeczywistość to jest ćwiczenie, które bym zalecał młodszym, bo na starość im się przyda.
Co jeszcze trzeba robić w młodości, żeby na starość z tego czerpać? A może czego nie robić za młodu?- Czego nie robić, nie wiem, na pewno nie trzeba tracić czasu. A co do mądrości, to mam tu na ścianie taki wspaniały tekścik przypisywany św. Tomaszowi z Akwinu. Chwileczkę, zdejmę i przeczytam: "Panie, Ty wiesz lepiej aniżeli ja sam, że się starzeję i pewnego dnia będę stary. Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale Ty, Panie, wiesz, że chciałbym zachować do końca paru przyjaciół. Wyzwól mój umysł od niekończącego brnięcia w szczegóły i daj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy. Użycz mi chwalebnego uczucia, że czasem mogę się mylić. Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać. Nie chcę być świętym, ale zgryźliwi starcy to jedno ze szczytowych osiągnięć szatana".
Oprawił ksiądz te słowa w ramkę i powiesił przy drzwiach. Ale księdzu raczej nie grozi los zgryźliwego starca.- Nie grozi właśnie dlatego, że na tę ramkę zerkam. Trafne myśli. Na przykład przechodzenie natychmiast do rzeczy, gdy pojawia się skłonność do dygresji, skojarzeń, historyjek, które starym ludziom, kiedy zaczynają o czymś mówić, cisną się do głowy i na język. To jest dla rozmówcy czy słuchaczy nieznośne.
I księdzu też się czasem cisną?- Tak, oczywiście.