Co stoi u ciebie na balkonie?
- To koło szlifierskie zrobione z żydowskiego nagrobka. Widać hebrajskie inskrypcje.
Skąd się tu wzięło?
- Osiem lat temu szukaliśmy z przyjaciółmi żydowskich cmentarzy. W Kazimierzu Dolnym na targu obok synagogi facet sprzedawał żydowskie pamiątki. Opowiedział nam, że w czasie wojny i po niej kamienie nagrobne - macewy - były wykorzystywane jako przedmioty codziennego użytku. W okolicach Kazimierza chłopi najczęściej kładli je przy studniach, by mieć gdzie odstawiać wiadra. Zaprosił nas do siebie i pokazał okrągły kamień, który służył za ostrzałkę do noży, kos.
Trzy godziny później, gdy wyjeżdżaliśmy z Kazimierza, zobaczyliśmy leżący pod płotem bardzo podobny kamień. Już wiedzieliśmy, co to jest. Kolega mówi: "Bierzemy i wiejemy". Ja na to: "Nie, trzeba zapytać, kupić". W domu zastaliśmy 18-latkę. Zapytaliśmy, czy potrzebne jej to koło, bo zakładamy knajpę, która się Młyn nazywa, i szukamy dekoracji. Nie wiedziała, co nam daje. Wrzuciliśmy ten ważący 40-50 kg toczak do bagażnika i chodu. Tak to się zaczęło.
Po co zabraliście ten kamień?
- To był odruch, chcieliśmy go uratować. Ale nie mieliśmy pomysłu, co z nim zrobić. W Kazimierzu oprzeć o ścianę lapidarium zrobionego z macew? A co, gdy go ktoś znowu ukradnie albo zniszczy? Może postawić na żydowskim cmentarzu? Ale na którym? I tak wylądował u mnie na warszawskim balkonie. Codziennie, patrząc na niego, zastanawiałem się, co dalej. Stąd wziął się pomysł fotograficznego projektu. Z tej niewygody, że mam kawałek żydowskiego nagrobka w domu.
Jesteś zawodowym fotografem?
- Nie, prowadzę firmę konsultingową. Nie nazywam siebie fotografem. Po prostu robię zdjęcia.
A skąd zainteresowanie tematyką żydowską?
- Z muzyki. Wpadła mi w ręce płyta - Zorn z projektem Masada. Zacząłem się dowiadywać, co to jest ta Masada, pochłaniać książki na ten temat. U Hrabala znalazłem takie zdanie, że dopiero na cmentarzach żydowskich zrozumiał, co się stało z wszystkimi Żydami Europy. Zacząłem fotografować cmentarze. I zastanawiać się, co stało się z tymi nagrobkami, które z nich zniknęły. W Pszczynie, skąd pochodzę, jest cmentarz żydowski. Włóczyliśmy się tam z bratem i już wtedy zauważyłem, że giną nagrobki. A były to lata 90.!
Jak szukałeś macew?
- Skontaktowałem się z Fundacją Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego i oni wskazali mi kilka lokalizacji. Pomógł również Krzysztof Bielawski, który prowadzi stronę internetową dokumentującą cmentarze. Dużo tropów można znaleźć na forach internetowych. Często robię tak: znajduję cmentarz, sprawdzam, ile osób liczyła tam przed wojną gmina żydowska. I już wiem, że powinno być kilka tysięcy nagrobków, a nie ma ani jednego. Co się z nimi stało? Nie zapadły się pod ziemię, one gdzieś są.
I co robisz? Wypytujesz ludzi?
- Tak. Na wsi jest łatwiej. Nawet jak ludzie zapierają się, że nie wiedzą, to jakiś podchmielony gość pod sklepem coś powie. W mieście nikt nic nie wie, nawet gdzie jest cmentarz.
Jak ludzie reagują, gdy pytasz o żydowskie nagrobki?
- Na ogół nieufnie. Ale zwykle udaje mi się ich przekonać, żeby zgodzili się na zrobienie zdjęć. W wiosce na Zamojszczyźnie wiedziałem, że gość ma schody do domu zrobione z macew. Przez dwie godziny pertraktowałem, żeby zrobić zdjęcia. Ale się udało.
Fotografuję tylko kamienie z inskrypcjami. Staram się też, by zdjęcia były jak najbardziej wymowne. Zarośnięty chodnik mniej mnie pociąga niż ten w liceum, po którym biegają uczniowie.
Są takie?
- W Inowrocławiu przed liceum trafiłem na bruk wykonany z fragmentów granitowych macew. Niektóre z widocznymi inskrypcjami.
Źródło: Duży Format