http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Matka Yoani od wolności

Maciej Stasiński
2010-10-31, ostatnia aktualizacja 2010-11-04 11:56

Sanchez: - Przez trzy ostatnie lata wystąpiłam o paszport osiem razy i osiem razy mi odmówiono
Sanchez: - Przez trzy ostatnie lata wystąpiłam o paszport osiem razy i osiem razy mi odmówiono
Fot. Alessandro Scotti Agentur Focus

"Wszechobecność aparatu bezpieczeństwa, paranoja, z jaką popatrujemy na sąsiadów, czy na nas nie donoszą... Bardzo dobrze zaprojektowana i zbudowana ta nasza kubańska klatka". Rozmowa z Yoani Sánchez, autorką najsłynniejszego kubańskiego blogu, której książka "Cuba libre" właśnie ukazuje się po polsku

Sanchez z peruką, dzięki której zgubiła tajniaka i dostała się na konferencję w redakcji pisma w Hawanie
YouTube
Sanchez z peruką, dzięki której zgubiła tajniaka i dostała się na konferencję w...

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Twoja książka to zapis blogu Generación Y. Reżim od trzech lat nie wypuszcza cię z kraju, ale twoje słowa czytają bez przesady ludzie na całym świecie.

- Przez te lata wystąpiłam o paszport osiem razy i osiem razy mi odmówiono. To uwięzienie i osaczenie robi się ciekawe, bo im bardziej fizycznie jestem tu uwięziona, tym silniej mój głos jest słyszalny. To są paradoksy, które wytworzyła technologia. Blogi stały się narzędziami, dzięki którym możemy przeskoczyć przez mur cenzury, kontroli i represji.

Ale narzędzie to nie wszystko. To dzięki temu, co i jak piszesz, stałaś się sławna.

- Ta popularność ma związek z obiecanymi przemianami, które miał na Kubie wprowadzić Ra l Castro, kiedy został prezydentem trzy lata temu. Mój blog pojawił się w sieci właśnie wtedy.

Jest od początku pisany tonem powściągliwym, bez napaści personalnych, bez zaciekłości ideologicznej. Poza tym wyraża głos i jest skierowany do pokolenia Kubańczyków mających od 25 do 40 lat, którzy do tej pory albo milczeli, albo starali się za wszelką cenę wyjechać na emigrację. Dodajmy jeszcze do tego, że jestem kobietą żyjącą w otoczeniu politycznym, w którym rządzą wyłącznie mężczyźni, w dodatku wszyscy znacznie powyżej pięćdziesiątki. No i jeszcze to, że mam wykształcenie filologiczne, czyli że umiem składać słowa.

Czuję, że ludzie utożsamiają się z tym, co ja piszę, czują, że to jest szczery głos. I że to jest rodzaj codziennej kroniki, którą oni sami mogliby pisać. Ta sympatia i to utożsamienie są zupełnie kluczowe dla zrozumienia zasięgu, jaki zyskał ten blog.

Czemu to, co piszesz, tak bardzo trafia do każdego Kubańczyka? I jednocześnie jest tak celne i zrozumiałe za granicą?

- Wszystko, co piszę, w gruncie rzeczy sprowadza się do zadawania jednego pytania, które chodzi po głowie wszystkim na Kubie. Jak się ma to, co nas na tej wyspie otacza, do tego, co nam kiedyś obiecywali? Co się stało? Co ma wspólnego ten kraj, który znamy, z tamtym idealnym, który zapowiadano? Gdzie jest ta powszechna równość, szanse rozwoju dla każdego, godna płaca dla wszystkich itd.? Rozczarowanie jest na Kubie powszechne, frustracja pokolenia moich rodziców, mojego, a teraz jeszcze następnego, moich dzieci. I to jest źródło solidarności czytelników ze mną, ten sposób pisania z empatią dla zbiorowego zawodu całego narodu wsadzonego na statek płynący do utopii, który się rozbił po drodze.

Ludzi poza Kubą nie przestaje zastanawiać, dlaczego Kubańczykom tyle czasu zabrało rozczarowanie się do tego ustroju. W końcu komunizm skończył się jako zjawisko światowe 20 lat temu.

- W przypadku Kuby ten ustrój trwa dłużej, bo wspiera się na ważnym składniku: nacjonalizmie. W odróżnieniu od Europy Wschodniej socjalizm - czy jak nazwać ten przedziwny twór - nie został narzucony przez sowieckie czołgi. Przeciwnie, pojawił się jako odpowiedź na dominację Ameryki.

Po rewolucji otaczał go nimb Dawida stawiającego czoła Goliatowi, kraju żyjącego pod stałą groźbą aneksji przez potężnego sąsiada, kraju, który na początku XX wieku przeżył interwencję zbrojną USA, żył w cieniu poprawki Platta do konstytucji USA, która umożliwiała USA interwencję zbrojną. Ten straszak długo paraliżował Kubańczyków. Ciągłe powtarzanie, że musimy się bronić przed imperializmem i neokolonializmem, wymusza na ludziach zwieranie szeregów i odruchy samoobrony.

W ten sposób kubański socjalizm przebrał się za fałszywy patriotyzm. A to zwykły totalitaryzm.

Ale jest inna przyczyna. Społeczeństwo obywatelskie zostało na Kubie rozebrane do fundamentów. Wszelkie informacje i opinie kwestionujące system i mogące pozwolić spojrzeć na rzeczywistość inaczej i przekonać się, jak wielu ludzi myśli nie tak, jak każe rząd, były całkowicie zdławione lub ograniczone do wąskich kręgów. Nasza klatka została bardzo dobrze zaprojektowana i zbudowana.

Nie wierzę w to, że istnieją narody odważne i narody tchórzliwe. Są tylko takie, które są poddane mechanizmom przemocy bardziej lub mniej skutecznym. Na Kubie militaryzacja społeczeństwa, wszechobecność aparatu bezpieczeństwa, paranoja, z jaką popatrujemy na sąsiadów, czy na nas nie donoszą - to nas obezwładnia. Poza tym Kuba jest osobistą dyktaturą jednego człowieka, nie ulegała żadnym zmianom od 50 lat. To jest wciąż głos jednego człowieka, zatwardziałego i upartego, chociaż robiącego z siebie błazna. On przecież rządzi krajem tak samo, jak jego ojciec rządził rodzinnym majątkiem ziemskim w Biran w prowincji Holguin.

No i wreszcie - jak mawiał nasz poeta Virgilio Pienra - nasze przekleństwo: otacza nas woda. Jesteśmy małym krajem, który nikomu nie zagraża po sąsiedzku i który dla nikogo nie jest ważny.

W ostatnich latach reżim zrzuca maskę. Dotąd uchodził za głos ludu - z woli zwykłych, skromnych ludzi dla dobra skromnych ludzi. Teraz przestaje mu zależeć, by zamaskować swoje wulgarne, tyrańskie oblicze w stylu Trujillo w Dominikanie czy Franco w Hiszpanii. Utracił już swoją magię i nimb, który kazał lewicy na świecie popierać rewolucję. Popieranie Kuby długo było w dobrym tonie. Już tak nie jest.

Twój głos to nie jest lament czy skarga. Opisujesz światu rzeczywistość za swoim oknem w wysokim mrówkowcu.

- Używam humoru i ironii, rzeczywiście nie jest to głos ofiary. Bo ja się czuję odpowiedzialna za własne milczenie, za akceptowanie tego, co jest.

Staram się jednak nie tracić ludycznego sensu życia, jaki mamy my, Kubańczycy. Tej zdolności do śmiechu i kpiny ze wszystkiego. To jest zapis tego, jak Kubańczykom się udaje wygrać pomimo wszystkich ograniczeń, brudu, kontroli wciskającej się wszędzie. My szepczemy przeciw rządowi - tylko szepczemy, ale jednak przeciw.

Źródło: Duży Format
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':