- Człowieka zwykle nie kojarzy się tylko z imieniem, ale z tym, czego dokonał, z jego myślą, z czymś więcej - mówił o sobie mec. de Virion, gdy 11 lat temu w warszawskim Klubie Księgarza zorganizowano imprezę poświęconą znanym Tadeuszom.
Dziś w internecie - z okazji śmierci mecenasa - wróciła dyskusja o tym, czy zasługuje na wdzięczną pamięć, skoro bronił najgorszych bandytów: "Baraninę", "Pershinga" z gangu pruszkowskiego i wielu innych. Mecenas de Virion miał na to prostą jak cep odpowiedź: - Adwokat jest jak lekarz, nikomu nie może odmówić pomocy.
Nie tłumaczył, że - stojąc na straży prawa do obrony - nie jest tylko przeciwnikiem oskarżyciela, jest przede wszystkim pomocnikiem sądu. To dzięki niemu na sali sądowej dzieje się sprawiedliwość. Nie dla wszystkich jest to oczywiste.
Przeczytaj rozmowę Krystyny Klukowskiej z Tadeuszem de Virion.
De Virion nie odmawiał pomocy nie tylko gangsterom. W latach PRL-u bronił w głośnych - a sterowanych przez władzę - procesach gospodarczych, np. aferze mięsnej. Przede wszystkim był jednym z najbardziej znanych obrońców politycznych.
Karol Modzelewski,
Jacek Kuroń,
Adam Michnik to tylko niektórzy jego klienci z tamtych czasów. Dopisać do tej listy można robotników Ursusa sądzonych w 1976 r., robotników Huty Warszawa oskarżonych za strajk po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r.
- Pamiętam, jak na rozprawie mec. Tadeusz de Virion zaczął przemawiać, cytując list ambasadora Francji do króla: "Spokój panuje w Warszawie". W tłumie ludzi na największej sali w warszawskim sądzie muchę można było usłyszeć - wspominał po latach mec. Krzysztof Stępiński (wówczas sędzia, członek "Solidarności").
Takich wielkich mów de Viriona można dziś przypomnieć dziesiątki. A do tego setki anegdot, np. taką: "Dziennikarz pyta de Viriona, obrońcę 79-letniej kobiety, która usypiała swoje ofiary specjalną miksturą, by je następnie okradać: - Czy pan wie, co ją skłoniło do zerwania ze spokojnym życiem? - Może się chciała zabezpieczyć na starość - odpowiada mecenas".
W III RP zapamiętaliśmy go też z procesów, w których walczył o poszerzenie granic obrony koniecznej. "Prawo nie może się kłaniać bezprawiu" - zwykł mawiać.