Agnieszka Kublik: Dużo się mówi, że za to, co się stało w Łodzi, odpowiadają politycy, a przede wszystkim ich agresywny język. Czy język polityki stał się ostatnio bardzo agresywny? Dr Katarzyna Kłosińska: Jest mocny od zawsze, bo agresja służy wyrazistości, a ten, kto nie jest wyrazisty, nie ma szans się przebić. Żeby więc zostać zauważonym, używa się mocnych słów - etykietek czy oskarżeń. Mieliśmy więc i "komuchów", i "solidaruchów", i "oszołomów", i "katolewicę". Nieważne, kto do kogo mówi, lecz to, kto kogo zdyskredytuje.
Wartością stał się konflikt - już w 1989 r. próbę przekształcenia go w dialog nazwano "spiskiem czerwonych z różowymi" czy "targowicą". Życie polityczne to "wojna na górze", "wojna polsko-polska" czy "polskie piekło", a nie np. sfera, w której można "pięknie się różnić".
Język potoczny nie "dopracował się" - kiedyś dokładnie to przebadałam - ani jednego określenia, które przedstawiałoby polityków jako współpracujących, a nie skłóconych ze sobą, a pluralizm jako wartość.
No i mamy ciągłą wojnę polsko-polską. - Retoryka wojenna zakłada dezawuowanie nie tylko przeciwników politycznych, ale też wartości, którym oni (a wraz z nimi jakaś część społeczeństwa) hołdują. A wówczas walka z ludźmi przekształca się w walkę z ideami - za chwilę nie będziemy mieli nic, w co można wierzyć; życie publiczne będzie tylko teatrem, jeśli nie kabaretem. Zwykły człowiek wybierze dla siebie rolę raczej widza niż aktora. To nas oddala od poczucia wpływu na kraj.
Czy ostatnio, zwłaszcza po katastrofie pod Smoleńskiem, nie ma więcej werbalnej agresji? - Spiralę agresji w życiu publicznym nakręcają wypowiedzi zarówno "katów", jak i "ofiar". Jeśli ktoś prezentuje się jako niewinna ofiara agresji, to również prowokuje zachowania agresywne, choćby dlatego, że ofiary trzeba bronić, a jak można kogoś bronić (lub bronić się samemu), jeśli jest się nieustannie atakowanym? Też - atakując.
Tak długo, jak będziemy żyć w świecie, w którym jedna strona jest depozytariuszem prawdy i "prawdziwych" wartości ("My jesteśmy tu, gdzie wtedy"), a druga strona jest agresorem ("Oni [są] tam, gdzie stało ZOMO") - tak długo język polityki będzie agresywny.
Jeśli świat jest pozaklejany etykietkami, to widzimy w nim tylko te etykietki. A wówczas na jedną etykietkę odpowiadamy kolejną etykietką - upraszczająca agresja zastępuje nam racjonalny i obiektywny ogląd oraz rzetelny opis rzeczywistości.
Po zabójstwie w łódzkim biurze PiS Jarosław Kaczyński przywoływał wypowiedzi Radosława Sikorskiego o "dorzynaniu watahy" i Janusza Palikota, że "Bronisław Komorowski pójdzie na polowanie na wilki, zastrzelimy Jarosława Kaczyńskiego, wypatroszymy i skórę wystawimy na sprzedaż w Europie" jako o podżeganiu do zbrodni. - Ależ my często - w naszych codziennych rozmowach - używamy zwrotów, w których "grozimy" komuś: "Jeśli tego nie zrobisz, to cię zabiję". Trudno je uznać za zachęty do zbrodni.
Oczywiście, wypowiedzi Palikota, Sikorskiego (a także Adama Hoffmana o tym, że Palikota trzeba powiesić na najbliższej gałęzi) były niepotrzebne, bo utrwalają wizerunek polityki jako krwawej wojny, ale nie sądzę, żeby ktokolwiek potraktował je jako instrukcje.
A Kaczyński chce zawiadomić prokuraturę o przestępstwie publicznego nawoływania przez Palikota do zabójstwa. - Mnie w słowach prezesa PiS uderzyło coś innego - od razu nazwał to zabójstwo "mordem łódzkim". Nie wnikam w to, czy był to mord (to musi rozstrzygnąć sąd); istotne jest, że mówi się o nim tak jak o wydarzeniu historycznym - mieliśmy "zbrodnię katyńską" czy "prowokację bydgoską"; teraz pojawił się "mord łódzki".
Miejsce zdarzenia wskazywane jest za pomocą przymiotnika "łódzki", a nie wyrażenia "w Łodzi" - bo jeśli jakieś zajście ma się trwale zapisać w naszej świadomości, to nie nosi ono nazwy typu "zbrodnia w Katyniu" czy "prowokacja w Bydgoszczy".
Ten "mord łódzki", z pozoru niewinne wyrażenie, jest kolejną cegłą w murze dzielącym Polaków, bo utrwala wizerunek Polski jako kraju, w którym toczy się wojna. Taki charakter ma też np. nazywanie ofiar katastrofy pod Smoleńskiem (zresztą często nazywanej "katastrofą smoleńską" - czyli za pomocą takiej samej konstrukcji jak "mord łódzki") "poległymi".
Zaraz po zabójstwie w Łodzi Witold Waszczykowski, kandydat PiS na prezydenta Łodzi, błagał: "Nie zabijajcie nas!". - A więc nie pozwala nam myśleć, że cokolwiek może się dziać przypadkowo albo przynajmniej bez udziału "onych" - w kraju toczy się wojna, w której jedna strona atakuje, a druga - jako ofiara - ma budzić współczucie.
To przede wszystkim politycy PiS mówią językiem agresji? - Oczywiście, nie. Agresywni bywają niemal wszyscy - i Palikot, i Niesiołowski, i Sikorski, i Giertych, i Wałęsa, i Lepper, i Miller, i wielu innych. Jednak tylko PiS tak silnie stosuje zabieg, który nazwałabym agresją ofiary: jesteśmy krzywdzeni, więc naszym i naszych zwolenników moralnym obowiązkiem jest atakowanie kata.
Ofiara żyje w ciągłym poczuciu zagrożenia, co pozwala jej tworzyć własną tożsamość przez odniesienie do wroga. Im więcej będzie nazw typu "zbrodnia smoleńska" (ktoś tę zbrodnię popełnił) czy "mord łódzki", tym silniej "my" zaistniejemy - jako tacy, na których ktoś ciągle czyha. Wróg jest kreowany po to, by podmiot polityczny mógł zaistnieć, a potem podtrzymywać swoje istnienie.
Wyrazisty język to konieczność dzisiejszego stylu uprawiania polityki. - Tak, ale zbytnia wyrazistość słowna przysłania nam rzeczywistość. Pamiętamy na przykład "chamstwo" i "warcholstwo" - określenia, którymi "obrzucili się" nawzajem Lepper i Kaczyński; nie pamiętamy jednak, o co poszło. Podobnie - utkwili nam w pamięci wałęsowscy "popaprańcy", ale czym współpracownicy b. prezydenta zasłużyli sobie na takie miano - tego już sobie nie przypominamy.
W ten sposób utrwala się wizja polityki jako kabaretu. A to - powtarzam - odsuwa nas, zwykłych ludzi, od tej sfery życia.
* Dr Katarzyna Kłosińska jest językoznawcą, pracownikiem naukowym na UW, sekretarzem Rady Języka Polskiego, zajmuje się m.in. językiem polityki Przykłady z ostatniego 20-lecia: * zderzaki, hamulcowy, popaprańcy (Lech Wałęsa)
* płatni zdrajcy, pachołki Rosji (Leszek Moczulski o dawnej PZPR)
* różowe hieny (Zygmunt Wrzodak o KOR-ze)
* grabarze Rzeczypospolitej (różni)
* ginekolog przeprowadzający bezkrwawe aborcje (Andrzej Lepper o Leszku Balcerowiczu)
* pan jest zerem (Leszek Miller o Zbigniewie Ziobrze)
* kanibalizm polityczny, wykształciuchy, bure suki (Ludwik Dorn)
* łże-elity (Jarosław Kaczyński)
* cieniasy (Kazimierz Marcinkiewicz o gabinecie cieni PO)
* moherowa koalicja (Donald Tusk o koalicji PiS-LPR-Samoobrona)
* pornogrubas (Stefan Niesiołowski o Ryszardzie Kaliszu)
* czarna sotnia, aferał (o liberałach z KLD)
* bandyta z Pabianic (Lepper o Januszu Tomaszewskim)
* cham (Janusz Palikot o Lechu Kaczyńskim)
* dyplomatołki (Władysław Bartoszewski)
* kaczyzm (Joanna Senyszyn)
* Kaczystan (tygodnik "Nie")
* partia zboczonych kobiet (Lepper)
>