http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

WikiLeaks ujawnia 400 tys. dokumentów o wojnie w Iraku

Mariusz Zawadzki
2010-10-23, ostatnia aktualizacja 2010-10-23 09:11

Tajne raporty armii i wywiadu USA z Iraku ujawniła witryna Wikileaks. Zawierają one statystyki ofiar wojny i opisy tortur w irackich wiezieniach ignorowanych przez Amerykanów


Założyciel WikiLeaks Julian Assange , Fot. MAX NASH/ AP
RAPORTY
Wikileaks stała się słynna latem tego roku, kiedy ujawniła 90 tys. tajnych raportów żołnierzy i oficerów amerykańskiego wywiadu z Afganistanu. Opublikowanych wczoraj dokumentów o Iraku jest znacznie więcej - to około 400 tys. raportów. Pokazują one wojnę i okupację widzianą oczami amerykańskich żołnierzy i wywiadowców. Nie ma w nich sensacji, ale szczegółowo opisują kilka spraw o których wcześniej wiadomo było tylko z przecieków, domniemań czy pogłosek.

Liczba ofiar wojny

Pierwsza to liczba ofiar wojny. Wielu ekspertów podejrzewało, że jest ich wiecej niż wylicza specjalna strona internetowa IraqBodyCount, która analizuje artykuły z prasy irackiej, statystyki szpitalne i policyjne. W Iraku w najgorszych latach dziennikarze, lekarze i policjanci nie byli w stanie dotrzeć wszędzie, a szczególnie nie docierali do miejc najbardziej niebezpiecznych (sam byłem świadkiem, jak w Bakubie w 2005 roku iraccy policjanci bali się wyjeżdżać z komistriatów i tylko zabarykadowani bronili się w nich przed ostrzeliwujacymi ich rebeliantami).

I rzeczywiście, podejrzenia o zaniżonej liczbie ofiar potwiedzają się - w raportach Wikileaks znajduje się lista 109 tys. Irakijczyków, którzy zginęli w latach 2004-2009. To o 15 tys. wiecej, niż w tym samym okresie wyliczyła IraqBodyCount. A nie jest to przecież pełna statystyka, bo nie obejmuje np. samej inwazji wiosną 2003 roku, kiedy w amerykańskich bombardowaniach zginęło wg różnych szacunków do 20 do 40 tys. ludzi.

Okazuje sie, ze armia USA prowadziła skrupulatne statystyki zabitych, choć generał Tommt Franks zapewniał dziennikarzy, że "nie zajmujemy się liczeniem ciał". Raporty z Wikileaks 66 tys. zabitych klasyfikują jako "cywilów", 24 tys. jako "wrogów", a 15 tys. jako "irackie siły bezpieczeństwa" (pozostałe 4 tys. to zabici Amerykanie). Wynika z nich, że etykietkę "wrogowie" Amerykanie nadawali często w niejasnych okolicznościach lub na wyrost, żeby uzasadnić swoje pomyłki. Są jednak w raportach przypadki zaskakujacej szczerości, np. relacja pilotów helikoptera apacz, którzy pod Bagdadem rozstrzelali dwóch rebeliantów dających znaki, że się poddają. Prawnik ich jednostki orzekł, że "nie można się poddać jednostce latajacej, dlatego działanie pilotów było zgodne z procedurami".

Najwięcej zabitych mają jednak na sumieniu Irakijczycy, którzy mordowali się wzajemnie. W okresie 2004-2009 iraccy rebelianci zdetonowali 65 tys. bomb i przydrożnych min, zabijając 32 tys. ludzi (wliczeni są oni w ogólną liczbę ofiar). Kolejne 35 tys. to ofiary potyczek szyitów z sunnitami, które z największą intensywnością toczyły się w latach 2005-2007. Najgorszy był grudzień 2006 roku, kiedy raporty z Wikileaks wyliczają 5 tys. zabitych.

Ale - jak podają inne źródła - ofiary aktów przemocy to tylko niewielka część ofiar irackiej wojny. Miesięcznik Lancet wyliczył, że wywołała ona 650 tys. "nadprogramowych" śmierci. Badanie polegało na zbadaniu śmiertelności na grupie krewnych i znajomych kilku tysięcy badanych, i porównaniu jej ze śmiertelnością w tej samej grupie przed obaleniem Saddama. Gwałtowny wzrost śmiertelności to wynik złych warunków życia, niedziałających szpitali, brudnej wody, wszechobecnych ścieków, i generalnie upadku struktur państwa itp.

Tortury w irackich więzieniach

Raporty Wikileaks opisują również nagminne przypadki tortur w irackich więzieniach już po obaleniu Saddama - w czasach budowy irackiej demokracji. Na świecie dużo głośniej było o dręczneniu i upokarzaniu irackich więźniów przez amerykańskich strażników w Abu Ghraib pod Bagdadem, ale w porównaniu z irackimi wiezieniami Abu Ghraib wydaje się najwyżej poprawczakiem. Jak wynika z raportów Wikileaks, iraccy policjanci i wojskowi przypalali więźniów papierosami, bili, razili ich prądem elektrycznym, wykręcali im ręce do tyłu i wieszali nadnad ziemią - stosowali więc metody podobne takie same, jak funkcjonariusze służb Saddama Husajna.

Również o tym zjawisku wiadomo było i bez raportów ujawnionych przez Wikileaks. Ale jego skala nie była do końca znana. Z raportów wynika, że tortury były powszechne, a Amerykanie, kiedy je odkrywali, zwykle nic nie robili i ukrywali sprawę przed amerykańską opinią publiczną. Nie pasowała ona do wizji budowy nowego, demokratycznego Iraku, roztaczanej przez prezydenta George'a Busha.

Rzecznik Departamentu Obrony wyjaśniał wczoraj, że przypadki tortur były zawsze zgłaszane władzom irackim, w których gestii leżało ukaranie winnych.

Iran pomagał rebeliantom

Inny ciekawy wątek w raportach Wikileaks to pomoc, jakiej irackim rebeliantom udzielała irańska Gwardia Rewolucyjna. O tym również wiadomo było i wcześniej, jednak niektórzy komentatorzy podejrzewali, że Amerykanie celowo wyolbrzymiają złowrogą rolę Irańczyków, żeby mieć ewentualnie pretekst do kolejnej inwazji. Szyicki Iran, ostatnio potępiany za program atomowy, obok Iraku Saddama i komunistycznej Korei, znalazł się przecież na słynnej "osi zła" prezydenta Busha.

Raporty Wikileaks, pisane przez amerykańskich oficerów w jednostkach, świadczą o czymś zupełnie przeciwnym - okazuje sie, że rola Irańczyków w irackiej wojnie partyzanckiej była nawet większa, niż informowała media administracja Busha. Gwardia Rewolucyjna szkoliła irackich szyitów na snajprów, dostarczała im ładunków wybuchowych i magnetycznych bomb przyczepianych do podwozia samochodu, a nawet rakiet przeciw amerykańskim helikopterom.

Tym razem al Dżazira też

Latem Wikileaks opublikowała raporty z Afganistanu przy pomocy trzech dzienników - amerykańskiego New York Timesa, brytyjskiego Guardiana i niemieckiego Spiegela. Wczoraj było podobnie, ale do elitarnego grona dopuszczona została jeszcze katarska telewizja al Dżazira. Żródłem raportów jest prawdopodbnie analityk wywiadu Bradley Manning, który na placówce w Bagdadzie miał dostęp do setek tysiecy tajnych dokumentów wojskowych, wywiadowczychi dyplomatycznych. Przekazywał je ludziom z Wikileaks, zanim został aresztowany w maju tego roku. Został już formalnie oskarżony i grozi mu wyrok 52 lat wiezienia. Jak twierdzi dziennikarz dziennikarz Adrian Lamo, który korespondował z Manningiem, analityk chciał "wywołać ogółnoświatową dyskusję i reformę pokazując w szczegółach, jak pierwszy świat wykorzystuje trzeci świat".

Podobnie jak za pierwszym razem, tak i teraz Departament Obrony USA potępił ujawnienie raportów zdobytych najpewniej od Manninga. Szef witryny Wikileaks Julian Assange zapewnia, że dokumenty opublikowano po wielu miesiącach przygotowań i po usunięciu z nich tożsamości osób, które mogłyby być zagrożone. Ale latem wojskowi i dziennikarze wyliczali zdemaskowanych agentów i informatorów wywiadu USA w Afganistanie.

"Potępiamy Wikileaks za to, że najpierw skłoniła pewne osoby do złamania prawa i kradzieży tajnych dokumentów, a potem buńczucznie podzieliłą się tymi sekretami z całym światem, w tym z naszymi wrogami" - oświadczył wczoraj Departament Obrony USA. "Wiemy, że organizacje terrorystyczne przekopują ujawnione afgańskie dokumenty, żeby wykorzystać je przeciw nam. Irackie archiwum jest ponad cztery razy większe. Ujawniajac delikatne informacje, Wikileaks znów naraża życie naszych żołnierzy, życie naszych sojuszników i pracujących z nami Irakijczyków i Afgańczyków".

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':