Departament Obrony we wtorek ogłosił, że będzie przyjmował ochotników jawnie homoseksualnych i już w środę rano przed punktami rekrutacyjnymi pojawili się pierwsi geje i lesbijki. Ale tego samego dnia wieczorem ich podania można było już podrzeć i wyrzucić do kosza. Sąd apelacyjny w San Francisco przywrócił przyjętą 17 lat temu przez Kongres regułę "My nie pytamy, ty nie mów", która stanowi, że homoseksualiści mogą służyć w wojsku tylko pod warunkiem, że ukrywają swoją orientację seksualną.
Taką huśtawkę nastrojów geje i lesbijki w mundurach - lub marzący o założeniu munduru - przeżywają już od kilku miesięcy. Prezydent
Barack Obama na początku kadencji zapowiadał, że będą mogli jawnie służyć w armii, ale dopiero wiosną Departament Obrony poprosił Kongres o zniesienie reguły "My nie pytamy, ty nie mów". Izba Reprezentantów przychyliła się do prośby rządu, ale we wrześniu zablokowali ją w Senacie Republikanie. Tymczasem w Kalifornii federalna sędzia Virginia Phillips najpierw uznała, że reguła jest niezgodna z konstytucją, po czym 12 października nakazała rządowi, by natychmiast przestał ją stosować.
Rząd jest zobowiązany bronić w sądach praw uchwalonych przez Kongres. I choć Obama uważa tę regułę za niesprawiedliwą, to jego prawnicy złożyli apelację w trybie pilnym. Sędzia Phillips ją odrzuciła, a w ostatni wtorek odrzuciła też prośbę rządu, by zawiesiła swój nakaz do czasu rozpatrzenia apelacji w sądzie wyższej instancji.
Departament Obrony, chcąc nie chcąc, musiał zatem ogłosić, że otwiera drzwi dla ochotników homoseksualistów. W środę wieczorem trzyosobowy sąd apelacyjny w San Francisco przychylił się jednak do prośby rządu i tymczasowo - nie wiadomo, na jak długo - zawiesił nakaz wydany przez sędzię Phillips.
Im więcej zwrotów w tym sądowo-parlamentarnym serialu, tym głośniej obrońcy mniejszości i środowiska liberalne pytają, jak to możliwe, że rzekomo postępowy prezydent broni dyskryminacyjnego prawa. Obama milczy, a Departament Obrony odpowiada za niego, że do zmiany trzeba się przygotować i zajmie to kilka miesięcy. Rewolucje w armii nie są dobre, szczególnie kiedy prowadzi ona dwie wojny - w Afganistanie i w Iraku. Do 1 grudnia armia ma ogłosić raport o konsekwencjach zniesienia reguły "My nie pytamy, ty nie mów". Już wiadomo, że potrzebne są zmiany procedur, wojskowych regulaminów i przepisów regulujących przywileje dla rodzin żołnierza.
Ok. 50 tys. "ukrytych" gejów i lesbijek służących w armii czeka na szczęśliwe zakończenie serialu. Kolejny odcinek w poniedziałek - do tego dnia przeciwnicy reguły "My nie pytamy, ty nie mów" mają przedstawić sądowi apelacyjnemu w San Francisco swoje argumenty.