http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polska górą

Wojciech Orliński
2010-10-24, ostatnia aktualizacja 2010-10-21 13:36

Palestyński oficer ochrony obok graffiti brytyjskiego artysty Banksy'ego w Betlejem
Palestyński oficer ochrony obok graffiti brytyjskiego artysty Banksy'ego w Betlejem
Fot. MOHAMMED BALLAS AP

czyli Banksy to jest mały miki

Wojciech Orliński
Fot. Marcin Klaban / Agencja Gazeta
Wojciech Orliński
O Banksym słyszał każdy, kto aspiruje do miana znawcy sztuki współczesnej. Do polskich kin w listopadzie wejdzie jego film "Wyjście przez sklep z pamiątkami". Wydawnictwo Taschen zapowiedziało właś-nie wydanie albumu ze street artem z przedmową Banksy'ego - będzie jak znalazł na gwiazdkowy prezent w młodej inteligenckiej rodzinie.

Jako inteligencja nieco starszego pokolenia zgrzytam zębami, bo polski street art śledzę od jego heroicznej undergroundowej przeszłości - lat 80., ostatniej dekady PRL. Warszawa była wtedy ponurym miastem, w którym nic się nie działo, ale zawsze można było podjechać na plac Na Rozdrożu i w tamtejszym przejściu podziemnym podziwiać najnowsze prace anonimowych artystów.

Zdarzało mi się czasem podróżować po innych miastach, gdzie widziałem tamtejsze graffiti - i przynajmniej wówczas czułem, że nasi są górą. Polski street art przodował pod względem techniki i treści.

Za pioniera szablonu na świecie uważa się paryskiego artystę, który w latach 80. wylansował szablonową postać szczura Bazyla. Ale przecież u nas w tym samym czasie najpierw pojawiły się szablony polityczne, a zaraz potem - już czysto artystyczne.

Kiedy Banksy odkrywał szablon, nasi artyści odkrywali szablony wielobarwne. Kiedy i to dotarło na Zachód, nasi zaczęli uprawiać vlepki. Kiedy oni zrozumieli, że street art to nie tylko farba w sprayu, nasi zaczęli robić wyszukane imitacje rzeczywistości: imitacje skrzynek pocztowych, włazów prowadzących donikąd, organiczno-ceglanych pasożytów wyrastających na zaniedbanych ścianach...

Wszystkim tym można nacieszyć oczy dzięki albumowi "Polski street art", który właśnie trafia do księgarń. Warto, żeby obejrzeli go wszyscy ci, którzy dziś ekscytują się Banksym, a nie wiedzą, jak dobrzy są w tej branży polscy artyści.

Z polskim street artem styka się tak naprawdę każdy czytelnik "Gazety", od pewnego czasu jej łamy uświetniają bowiem grafiki gdańskiej grupy Twożywo. Zaczynali w połowie lat 90. od pełnego nielegalu: vlepek, szablonów i murali. Teraz zapraszani są do legalnego zdobienia zapuszczonych ścian oraz płacht zadrukowanego papieru.

Grafiki Twożywa dobrze pokazują korzenie polskiej szkoły street artu. Życie w PRL było okropne, ale pod jednym względem miało wyższą jakość od życia na Zachodzie - otaczał nas przekaz graficzny wysokiej jakości.

Klasyczne plakaty Cieślewicza, Skarżyńskiego, Lenicy czy Młodożeńca do dziś zachwycają tym, jak dużo treści potrafią przekazać oszczędną formą. W porównaniu z nimi zachodnie komercyjne plakaty reklamowe z tego samego okresu to krzykliwa szmira.

Twórcy Twożywa nie ukrywają peerelowskich inspiracji - czasem nawiązują do tej tradycji ironicznie, tworząc grafiki parodiujące dawny plakat polityczny, ale często afirmatywnie, na przykład bawiąc się słowami i literami tak jak kiedyś Młodożeniec.

Robiłem niedawno do "DF" rozmowę z amerykańskimi animatorami, braćmi Stephenem i Timothym Quayami. Opowiedzieli mi swoją historię miłosnego zauroczenia polską kulturą, która zaczęła się od tego, że poszli na wystawę polskich plakatów filmowych. Te ich tak zafascynowały, że chcieli potem obejrzeć te wszystkie filmy. A po obejrzeniu filmów chcieli poznać książki, na podstawie których powstały... Zastanawiałem się wtedy, czy obcowanie z ponadprzeciętnie dobrą grafiką użytkową jakoś naznaczyło nas jako społeczeństwo. Teraz nawet wiem jak: w latach 80. młodzi (wówczas) ludzie, jak Tomasz Sikorski czy Szymon Urbański, zaczęli pokrywać szare mury naszych miast apolitycznym graffiti (w albumie znajdziemy prawdopodobnie najstarszy polski szablon - "Pływaka" Urbańskiego z 1985 roku). Teraz zaś coraz liczniejsi młodzi ludzie, inspirując się pionierami, którzy inspirowali się Lenicą i Młodożeńcem, malują na naszych murach przepiękne rzeczy.

Tym, którzy twierdzą, że to tylko wandalizm i bohomazy, proponuję otwarcie tego albumu na stronie 350. Zobaczymy tam zdjęcie, które na pierwszy rzut oka przedstawia skałkowego alpinistę wspinającego się po betonowej ścianie. Proszę spojrzeć dokładniej - nie ma żadnego alpinisty. To fotorealistyczne graffiti na filarze estakady w Szczecinie. Owoc talentu i ciężkiej pracy Jerzego Rojkowskiego uprawiającego street art fotorealistyczny. I niech ktoś powie, że to nie jest sztuka!

Źródło: Duży Format
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    42 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':