Nie zauważyłem żadnych oznak dezintegracji - żartował Dan Choi, gej wcześniej wyrzucony z wojska, kiedy wczoraj wychodził z punktu rekrutacyjnego przy Times Square w Nowym Jorku. - Moje podanie zostało przyjęte do rozpatrzenia, a mimo to morale i jedność rekrutów najwyraźniej nie ucierpiały...
Otoczony tłumem dziennikarzy Choi nabijał się z niektórych wojskowych, którzy twierdzą, że dopuszczenie jawnych gejów i lesbijek do służby wpłynie negatywnie na morale i doprowadzi do "dezintegracji oddziałów". Do niedawna ten argument przeważał - w wojsku od 17 lat obowiązywała zasada "Nie pytaj, nie mów" , na mocy której homoseksualiści mogli służyć w armii, o ile ukrywali swoją orientację seksualną.
Wszystko zmieniło się po serii decyzji sędzi Virginii Phillips z Kalifornii. We wrześniu uznała ona, że zasada "Nie pytaj, nie mów" jest niezgodna z konstytucją, bo łamie m.in. prawo do wolności wypowiedzi. 12 października wydała rządowi nakaz natychmiastowego zniesienia tej reguły zarówno wobec rekrutów jak i wobec żołnierzy, którzy po ujawnieniu homoseksualnej orientacji byli dotąd, tak jak Dan Choi, wyrzucani z wojska. Przez 17 lat taki los spotkał 14 tys. żołnierzy. Często wydalano ich w bulwersujących okolicznościach, np. po donosie zawiedzionego kochanka do dowództwa.
Departament Sprawiedliwości zapowiedział już apelację w trybie pilnym, ponieważ jest zobowiązany bronić przed sądami praw uchwalonych przez Kongres, a to właśnie Kongres przegłosował regułę "Nie pytaj, nie mów" w 1993 r. Ale nie tylko dlatego. Prezydent
Barack Obama, choć krytykował tę regułę, to chciał stopniowo przygotować armię do jej zniesienia. Żołnierze amerykańscy walczą w Afganistanie i wciąż są uwikłani w konflikt w Iraku, więc - jak ostrzegał niedawno Pentagon - gwałtowne, rewolucyjne zmiany nie są wskazane.
Do 1 grudnia armia ma przygotować wewnętrzny raport o skutkach dopuszczenia otwartych gejów i lesbijek do służby. Pentagon ostrzega, że będzie to wymagać szkoleń, korekty procedur i wojskowych podręczników - najlepiej więc, żeby zmianę poprzedziły kilkumiesięczne przygotowania.
Rząd próbował jeszcze ratować się, prosząc sąd federalny w Kalifornii o zawieszenie nakazu do czasu rozpatrzenia apelacji, ale sędzia Phillips we wtorek odrzuciła i tę prośbę. Republikańscy politycy i konserwatywni weterani oskarżają ją, że osłabia zdolność bojową oddziałów w Afganistanie, a więc zagraża bezpieczeństwu narodowemu.
Wielu komentatorów - nawet tych, którzy zgadzają się z Pentagonem, że ewolucja byłaby lepsza niż rewolucja - apelowało do Obamy, żeby jego prawnicy nie podważali wyroku. Teraz bowiem geje i lesbijki służący w wojsku są zupełnie skołowani - niby mogą się legalnie ujawniać, ale co, jeśli apelacja przywróci zasadę "Nie pytaj, nie mów"? Przed takim dylematem stoi - jak się szacuje - ponad 50 tys. żołnierzy.
Najczarniejszy scenariusz jest taki, że tysiące gejów teraz ujawnia się, a po zwycięstwie rządu w sądzie apelacyjnym zostanie wyrzuconych z wojska. Tacy ludzie będą czuli się oszukani i za złamane kariery mogą domagać się wielkich odszkodowań. Rzecznik Pentagonu Cynthia Smith w ogóle nie chciała wczoraj o tym scenariuszu rozmawiać, twierdząc, że jest on jedynie "hipotetyczny". Wyjaśniła tylko, że choć armia nie będzie już odrzucać podań homoseksualistów, to komisje rekrutacyjne mają obowiązek ostrzegać ochotników takich jak Dan Choi, że zasada "Nie pytaj, nie mów" może zostać przywrócona.
Nawet organizacje gejowskie przestrzegają żołnierzy czynnej służby przed pochopnym ujawnianiem się. Jedna z nich, Sieć Prawnej Pomocy Żołnierzom, oświadczyła: "Dopóki sytuacja prawna jest niejasna, żołnierze i rekruci muszą zachować szczególną rozwagę i ostrożność, bowiem wszelkie oświadczenia mogą w przyszłości zostać wykorzystane przeciw nim".