- Trzeba przeanalizować wpisy przeciw Jarosławowi Kaczyńskiemu, a także pozostałym politykom
PiS. Zadaniem
ABW jest ścigać tych, którzy takie opinie, oceny formułują - mówiła posłanka PiS Beata Kempa. - Około godziny temu na Facebooku pojawił się wpis "Dobrze temu patafianowi, ten drugi też powinien zdechnąć". ABW może namierzyć taki wpis w ciągu 10-15 min. - wtórował jej partyjny kolega, Andrzej Jaworski.
Na fali emocji po ataku na biuro PiS w Łodzi posłowie PiS chcą napuścić służby specjalne na internet by karać internautów za ich za prywatne opinie na portalach społecznościowych. Jednak określanie najostrzejszych nawet krytykantów Jarosława Kaczyńskiego mianem potencjalnych morderców to poważne nadużycie. A groźby karalne i tak są ścigane z mocy istniejącego prawa. Nie trzeba tu trybu nadzwyczajnego. W prawie polskim i międzynarodowym istnieją przepisy umożliwiające namierzanie i karanie np. osób nawołujących do morderstwa.
Nie jest przecież przestępcą ktoś, kto prywatnie żali się na Facebookowym profilu, iż ma dosyć danego polityka. Dopiero, gdy padną słowa wypełniające definicję groźby karalnej, np. stwierdzenie, iż dana osoba powinna umrzeć, organa ścigania mają prawo przedstawić zarzuty autorowi takiego wpisu. Wczorajsze stwierdzenie Jarosława Kaczyńskiego, że każde słowo krytyki wobec PiS będzie wezwaniem do mordu, to już nie ochrona dóbr osobistych , ale próba cenzury.
A cenzura polityczna w internecie, poza tym, że niedemokratyczna, jest też zwyczajnie nieskuteczna. Vide choćby
Chiny czy
Iran. Internauci dadzą sobie radę z każdym ograniczaniem prawa do wolnego słowa. Wysiłki internetowych tropicieli nieprawości politycznych byłyby zapewne równie skuteczne co wojna z komputerowym piractwem - hydrą, której po ucięciu jednej głowy wyrasta pięć następnych.