W szczycie awantury o dopalacze minister edukacji
Katarzyna Hall rutynowo zaapelowała do szkół o pogadanki dla uczniów i rodziców. Nie nałożyła obowiązku, tylko poprosiła.
Na stronie internetowej
MEN przykładowe scenariusze lekcji i spotkań z rodzicami. Scenariusze są nowoczesne - z elementami wykładów, ale i warsztatowych dyskusji. W tym dla rodziców jest np. punkt z pracą w grupach pod hasłem "Dopalacze - co mogą zrobić rodzice?". Inny punkt - "Doświadczenia własne" - przewiduje, że nauczyciel poprosi rodziców, żeby sobie przypomnieli, jak to było, kiedy oni - jak ich dzieci teraz - mieli kilkanaście lat. A potem niech opowiedzą: "Czy młodzi ludzie wówczas mieli kontakt z substancjami psychoaktywnymi i w jakich okolicznościach?" oraz "Dlaczego to robili i co ich uchroniło przed poważnymi konsekwencjami?".
I przeciw temu buntują się nauczyciele. - Trudno, żeby ludzie pozwolili sobie w gronie obcych na taką otwartość - mówi dyrektor szkoły w Gorzowie. Inny dorzuca: - Rodzic wyzna, że palił trawkę, a dziecko się dowie i pomyśli: to ja też mogę! Nauczyciele z Krakowa kpią: - Już widzę, jak ojciec Kowalskiego wstaje z ławki i przyznaje się, że w młodości palił trawkę.
Krystyna Karwicka-Rychlewicz, autorka książki "My, rodzice dzieci z Dworca Centralnego", też nie wierzy, że rodzice otworzą się przed nauczycielami. Prowadziła takie spotkania: - Każdy mówił, że nie zna narkotyków. Ale w przerwie podchodzili i przyznawali się do tego "na ucho".
Z drugiej strony mamy rodziców.
Joanna, matka 11-letniego Kuby z Warszawy, czeka już ponad tydzień na decyzję szkoły w sprawie pogadanki: - Poprosiliśmy o to wychowawczynię. Z synem na ten temat rozmawiam, ale wolałabym, żeby inne dzieci do szkoły czegoś nie przyniosły. Wychowawczyni powiedziała, że musi spytać dyrektorkę. I na razie cisza.
Katarzyna, mama dwóch nastoletnich gimnazjalistek ze Śląska, chciałaby spotkania. Ale w szkole jej córek tego nikt nie planuje. - I tak byłby problem. Jeszcze w klasie młodszej córki pogadanka by wyszła - ci rodzice udzielają się w szkole i dobrze się z nimi współpracuje. Ale w klasie starszej córki atakują nauczycieli, nie chcą rozwiązywać problemów.
Czy dlatego nauczyciele zakładają od razu, że pogadanki się nie udadzą?
- Źle sobie radzą z wyzwaniami wychowawczymi, wolą merytoryczne zajęcia - mówi Joanna Szymańska, kierownik pracowni profilaktyki i uzależnień z Ośrodka Rozwoju Edukacji, współautorka scenariusza spotkań o dopalaczach. Jej zdaniem nauczyciele boją się szczególnie kontaktu z rodzicami. - Naszej szkole brakuje umiejętności współpracy. Obie strony: nauczyciele i rodzice, nie mają do siebie zaufania - mówi.
Anna Walerzak-Więckowska, dyrektorka Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej w Gdańsku, rozumie obawy nauczycieli. Uważa, że problem jest głębszy. - Nie chodzi o dopalacze - mówi. - Rodzice mają za mało czasu, do szkoły trzeba ich zaganiać niemal siłą. Niechętnie przyjmują uwagi nawet w sprawie nieobecności dziecka, a co dopiero tak poważna sprawa jak dopalacze czy narkotyki. Część odebrałaby pytania nauczycieli jako atak. I niepotrzebną stratę czasu.
Co z tym zrobić?
- Najpierw warsztaty dla nauczycieli, jak rozmawiać z rodzicami, a dopiero potem zajęcia o dopalaczach - mówi Walerzak-Więckowska.