Szanowni Czytelnicy, sondaż w którym pytaliśmy o wasz pogląd na in vitro (na dole po lewej) stał się celem dla masowo głosujących przeciwników tej metody.
Szanowni Goście spod prawej ściany, miło nam, że do nas zaglądacie. Zapraszamy częściej! [redakcja wyborcza.pl, 21.10.2010]
Abp Henryk Hoser, szef Zespołu Ekspertów Episkopatu ds. Bioetycznych, na pytanie dziennikarza PAP, czy posłowie, którzy publicznie deklarują się jako katolicy, a popierają in vitro (z mrożeniem zarodków), "muszą się liczyć z ekskomuniką", odparł: - Jeżeli są świadomi tego, co robią, i chcą, by taka sytuacja zaistniała, jeżeli nie działają w kierunku ograniczenia szkodliwości takiej ustawy, to moim zdaniem automatycznie są poza wspólnotą Kościoła.
Abp Hoser miał na myśli to, że politycy sami wykluczają się z Kościoła, popierając in vitro. Tak działa ekskomunika - potwierdzenie ze strony Kościoła nie jest potrzebne.
Hierarcha tłumaczy, że "nie można kosztem życia wielu innych dzieci uzyskiwać poczęcia".
Sobotni wywiad abp. Hosera to kolejny element kampanii Kościoła przed dyskusją nad uregulowaniem in vitro, która odbędzie się w tym tygodniu w Sejmie. W piątek Zespół Ekspertów Episkopatu ds. Bioetycznych skrytykował dwa projekty ustaw:
* Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, podpisany przez część posłów PO, przewidujący in vitro dla par heteroseksualnych, możliwość tworzenia dodatkowych zarodków i zakaz ich niszczenia;
* projekt ekspertów pod patronatem Federacji na rzecz Kobiet i stowarzyszenia Nasz Bocian wniesiony przez Marka Balickiego - dostęp do in vitro dla par, ale i kobiet samotnych byłby ograniczany tylko przez wskazania lekarskie, a niszczenie zarodków możliwe za zgodą rodziców.
Kościelni specjaliści odrzucają oba projekty, uznając, że brak w nich szacunku dla embrionu "stawianego na równi z tkanką, komórką".
Dla Kidawy-Błońskiej wypowiedź abp. Hosera jest "bolesna". - To mocne słowa, bardzo je przeżyłam, ponieważ zrobiliśmy wszystko, by uregulować kwestię in vitro, skończyć z wolnoamerykanką, z jaką teraz mamy do czynienia w Polsce - mówi "Gazecie". -
In vitro wykonuje się na świecie od ponad 30 lat. Nie potrafiłabym powiedzieć, że jest to metoda zła. Przecież urodziło się dzięki niej tyle dzieci, tylu wspaniałych ludzi. Trzeba dbać o zarodki, nie wolno ich niszczyć - i to wszystko jest w naszym projekcie. Rozumiem, że
Kościół stoi na straży życia, ale wielokrotnie było tak, że Kościół w swojej ostrożności czegoś zakazywał, a potem zmieniał zdanie - dodaje posłanka.
Biskupi krytykują in vitro, od kiedy rząd Donalda Tuska zasugerował możliwość refundacji tej metody przez państwo. Rada Episkopatu ds. Rodziny napisała w 2007 r. do parlamentarzystów, że in vitro to "wyrafinowana aborcja".
W maju br. Rada ds. Rodziny ogłosiła, że ci, którzy "ustanawiają prawa przeciwko życiu poczętemu, a takim jest życie dziecka w stanie embrionalnym, w ogromnym procencie niszczone w procedurze in vitro, stają w jawnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła katolickiego i nie mogą przystępować do Komunii świętej, dopóki nie zmienią swojej postawy".
Oświadczenie to wywołało spór w Kościele. Ks. prof. Remigiusz Sobański, znawca prawa kanonicznego, zakaz komunii św. za in vitro nazwał "wchodzeniem w cudze sumienie".
Także wśród samych członków zespołu abp. Hosera widać różnicę zdań na temat ewentualnych kościelnych kar za in vitro. Mimo nalegań dziennikarzy ks. prof. Franciszek Longchamps de Bérier odmówił w piątek oceniania projektów ustawy pod tym kątem. - Każdy musi to rozstrzygnąć we własnym sumieniu. Nie powiemy, że jeśli ktoś zagłosuje za Kidawą, to jest ekskomunikowany, a jeśli za innym projektem to nie - powiedział.