http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Merkel łaje imigrantów

Bartosz T. Wieliński
2010-10-18, ostatnia aktualizacja 2010-10-18 07:47

Angela Merkel
Angela Merkel
Fot. INA FASSBENDER REUTERS

- Budowanie w Niemczech wielokulturowego społeczeństwa zupełnie się nie sprawdziło - ogłosiła niemiecka kanclerz. A niemieckie MSW już zbiera informacje o obcych, którzy nie chcą się integrować.

Takie obrazki można zobaczyć na niemieckich ulicach już nie tylko podczas imprez piłkarskich.
Fot. Franka Bruns AP
Takie obrazki można zobaczyć na niemieckich ulicach już nie tylko podczas...
SERWISY
SONDAŻ
Czy uważasz wystąpienie Angeli Merkel za rasizm?

Tak
Nie
Nie interesuje mnie to

"To drastyczna wypowiedź" - pisze "Der Spiegel" o sobotnim przemówieniu Merkel na zjeździe chadeckiej młodzieżówki w Poczdamie. Rzeczywiście, kanclerz przedstawiła jedną z najbardziej radykalnych diagnoz w trwającej w Niemczech od ponad miesiąca debacie na temat imigrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki. I zapowiedź ostrego zwrotu w polityce wobec cudzoziemców.

Do tej pory Angela Merkel uchodząca za liberalnego polityka chadecji próbowała łagodzić spory z imigrantami. Pod jej patronatem organizowano konferencje z przedstawicielami muzułmanów, władze zaś rozkręciły akcję propagującą zapisywanie dzieci imigrantów do przedszkoli, by poznawały niemiecki język i niemiecką kulturę. W końcu uniwersytety zaczęły kształcić imamów - wcześniej muzułmańskich duchownych trzeba było ściągać z Turcji.

- Imigrantów trzeba wspierać, ale i od nich wymagać, czego w ostatnich latach brakowało. W Niemczech społeczeństwo "multi-kulti" zupełnie się nie sprawdziło - mówiła w Poczdamie Merkel.

"Multi-kulti" to wizja społeczeństwa, w którym z etnicznymi Niemcami żyją w pokoju przedstawiciele innych kultur, głównie muzułmańskich. Wizja ta była szczególnie mocno lansowano za czasów socjaldemokratycznego kanclerza Gerharda Schrödera (1998-2005). Niemcy zdali sobie wówczas sprawę, że mają problem z 7 mln imigrantów żyjących w przeszło 80 mln społeczeństwie. Zwłaszcza z blisko 3,5 mln muzułmanów.

Turcy przyjeżdżają do pracy od lat 60. i mają swój udział w stworzeniu potęgi gospodarczej Niemiec. Ale wbrew przewidywaniom nie wrócili do Turcji, tylko zapuścili korzenie w nowym kraju.

Zdaniem ekspertów są w Niemczech miejsca, gdzie "multi-kulti" działa. To zwykle małe miasta, gdzie przybyszom z Bliskiego Wschodu udało się wtopić w społeczność niemiecką. Zupełnie inaczej sprawa wygląda w imigracyjnych dzielnicach metropolii: Berlina, Hamburga czy Kolonii. Policja i eksperci od lat alarmują o rozwijających się tam społeczeństwach równoległych. Kwartałach, gdzie zamiast niemieckiego powszechnie używa się tureckiego, meczetach, w których spotykają się fundamentaliści, i szkołach terroryzowanych przez muzułmańskich nastolatków.

Szacuje się, że co czwarte morderstwo i co trzeci gwałt popełnia w Niemczech cudzoziemiec. - Przestępstwa muszą być błyskawicznie karane. Nie może być tak, że są dzielnice, do których policja boi się wjeżdżać - mówiła Angela Merkel.

Kanclerz zapowiedziała przy tym, że rząd chce skończyć z wymuszonymi małżeństwami spotykanymi bardzo często w tureckich i arabskich społecznościach - rodzice narzucają córkom małżeństwa z dużo starszymi i nieznanymi im mężczyznami. W zmian za zgodę na ślub rodzice otrzymują pieniądze. Merkel chce, aby za zmuszanie do ślubu groziło pięć lat więzienia - do tej pory proceder traktowano jako zwykłe wymuszenie.

Kanclerz domagała się też od muzułmanów tolerancji dla Niemców. - Dziewczynki z rodzin emigrantów muszą jeździć ze swoimi klasami na szkolne wycieczki - przekonywała. Muzułmanie często tego córkom zabraniają, podobnie jak chodzenia na basen. Uważają, że w ten sposób bronią je przed demoralizacją.

W końcu kanclerz domaga się, by obcokrajowcy pilniej uczyli się niemieckiego. To jej zdaniem antidotum na panujące wśród imigrantów bezrobocie. Jest ono głównie wynikiem tego, że młodzi Turcy, nie radząc sobie z językiem, nie kończą szkół. A bez wykształcenia nie znajdują pracy.

Za wzór młodym Turkom Merkel stawia Mesuta Özila, gwiazdę niemieckiej reprezentacji piłkarskiej, która na ostatnim mundialu zajęła trzecie miejsce. Turek i muzułmanin Özil biegle mówi po niemiecku i świetnie zintegrował się ze społeczeństwem. Ale nie wszystkim się to podoba - w zeszłym tygodniu na meczu Niemcy - Turcja w Berlinie tureccy kibice wygwizdali Özila. Uważają go za zdrajcę, który odmówił gry pod turecką flagą.

Szef MSW Thomas de Maiziére jeszcze kilka tygodni temu zapewniał, że grupa imigrantów, którzy nie chcą się uczyć języka ani integrować ze społeczeństwem, jest mała. Teraz na polecenie kanclerz kazał zbierać informacje na temat takich przypadków. Chadeccy politycy dają do zrozumienia, że opornych potraktują z całą surowością prawa, które w takich przypadkach przewiduje nawet deportację.

- Dla tych, którzy nie akceptują chrześcijańskiego porządku, nie ma w Niemczech miejsca - mówił w piątek na poczdamskim kongresie młodzieżówki CDU premier Bawarii Horst Seehofer.

Tydzień wcześniej ten sam polityk domagał się, by Niemcy w ogóle zamknęły drzwi dla emigrantów z Bliskiego Wschodu, ponieważ powodują same problemy. Opozycja zarzuciła mu rasizm.

Przemawiając w Poczdamie, Angela Merkel wzięła udział w debacie wywołanej miesiąc temu przez książkę Thilo Sarrazina "Niemcy wykańczają się same". Związany z SPD autor przestrzega przed zalewem niewykształconych muzułmańskich imigrantów. Książka stała się bestsellerem.

Merkel nie kryła oburzenia tezami Sarrazina, ale teraz mówi podobnie i zdaniem komentatorów robi to z wyrachowaniem. Według sondażu Fundacji Eberta zdaniem co trzeciego Niemca muzułmańscy przybysze to darmozjady, których jest za dużo. CDU tymczasem spada w sondażach i wszystko wskazuje na to, że w marcu przegra kluczowe wybory do landtagu Badenii-Wirtembergii. - Pani kanclerz bezwstydnie idzie w ślady Horsta Seehofera - mówi wiceszefowa SPD Manuela Schwesig.

Zapowiedzi zmiany kursu martwią przemysłowców, którzy od lat skarżą się na brak rąk do pracy. Brakuje m.in. prawie 400 tys. inżynierów, przez co PKB traci rocznie ok. 25 mld euro. - Nasza gospodarka potrzebuje wykwalifikowanych imigrantów - apeluje Hans Heinrich Driftmann, szef Izby Przemysłowo-Handlowej. Problem w tym, że antyimigracyjne nastroje podsycane przez polityków zniechęcają do osiedlania się w Niemczech.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 46 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    56 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':