Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
W poprzednim odcinku:
Marek P., mieszkający w Bielsku-Białej były funkcjonariusz SB, ucieka za granicę, gdy Milicja Obywatelska chce go zatrzymać pod zarzutem handlu kradzionymi częściami samochodowymi (jego pierwszy biznes). Wraca do kraju po 1989 r. jako przedstawiciel zachodniej firmy ubezpieczeniowej (biznes drugi) i mecenas kultury. Nawiązuje znajomości z duchownymi i zostaje nieformalnym doradcą ekonomicznym biskupa Piotra Libery (a pośrednio - Episkopatu). Jako prawnik reprezentuje parafie i zakony w postępowaniach przed Komisją Majątkową, która zwraca Kościołowi pieniądze, ziemie i budynki w zamian za straty poniesione w latach PRL. Marek P. robi przy tej okazji swój trzeci, najważniejszy, biznes. Zauważa go proboszcz bazyliki Mariackiej ks. Bronisław Fidelus.
>
Pokaz skuteczności Marka P. Postępowanie w sprawie roszczeń parafii Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny jest bardzo skomplikowane. Główny problem: władze Krakowa kwestionują prawa do rekompensaty. Przed wojną plebania miała ponad 100-hektarowe gospodarstwo rolne w Bronowicach. Komuna zabrała tylko połowę tych gruntów, a zatem władze PRL zachowały się zgodnie z ówczesnym prawem, które pozwalało nacjonalizować 50-hektarowe majątki. Komisja Majątkowa ma naprawiać krzywdy wyrządzone Kościołowi z naruszeniem przepisów PRL. Tak więc parafia WNMP nie powinna w ogóle występować o rekompensatę za bronowicki majątek - bo został znacjonalizowany prawidłowo.
Ksiądz Bronisław Fidelus jest innego zdania. Przekonuje komisję, że zwrot się należy, bo w 1948 r. parafia mariacka oddała pół gospodarstwa w Bronowicach nowo utworzonej parafii pod wezwaniem św. Antoniego - zatem jej majątek spadł do 50 ha. Drugie tyle zyskał św. Antoni.
Kilka miesięcy później władze komunistyczne przejęły po połowie gruntów z obu połówek. Według Fidelusa bazylika Mariacka powinna zatem dostać rekompensatę.
Postępowanie grzęźnie od 1993 r. wśród sprzecznych opinii prawnych. Nabiera tempa, dopiero gdy pełnomocnikiem bazyliki zostaje Marek P. Nie tylko przekonuje członków komisji, że ks. Fidelusowi należy się rekompensata, ale też wskazuje należącą do miasta działkę przy ul. Siewnej, którą można by oddać jako zadośćuczynienie za Bronowice.
Siewna to cacko. Teren tuż przy drogach wylotowych na Katowice i Kielce. Magistrat planuje tam budowę osiedla. Ale przedstawiciel miasta nie zostaje nawet zaproszony na posiedzenie komisji w sprawie tej ziemi - ratusz dowiaduje się o zmianie właściciela na trzy dni przed licytacją, podczas której zamierza sprzedać grunty deweloperowi. Przetarg zostaje przeprowadzony (nabywca wylicytowuje cenę 9,5 mln zł), ale z powodu decyzji Komisji Majątkowej trzeba go unieważnić. Mimo oburzenia urzędników miejskich i firmy, która wygrała licytację, działka zostaje przy plebanii mariackiej.
To nie wszystko - dzięki staraniom Marka P. parafia NMP dostaje też kilka kamienic, budynek przy ul. Balickiej, który sprzedaje z zyskiem i lokatorami, oraz działkę przy ul. Radzikowskiego. Komisja przekazuje ją parafii mimo głośnego sprzeciwu Agencji Nieruchomości Rolnych.
- Marek P. powiedział wtedy, że prezes Agencji długo nie porządzi. I faktycznie, po dwóch tygodniach przyszedł nowy prezes, a parafia dostała tę ziemię - mówi Andrzej Oklejak, pełnomocnik prezydenta Krakowa.
Cystersi zarabiają, magistrat się burzy W 2006 r. P. załatwia w podobny sposób siedem działek w Krakowie dla cystersów. Grunty mają łącznie trzy hektary i na wolnym rynku kosztują ok. 24 mln zł. Zakonnicy dostają je jako odszkodowanie za inne dobra. Wycena jest tajna, ale według naszych informacji dużo niższa. Działki wskazuje Marek P., chociaż oficjalnie cystersów reprezentuje przed komisją zaprzyjaźniony z nim mecenas Krzysztof Mazur.
Ta decyzja jest wyjątkowo kontrowersyjna, bo w 1994 r. cystersi podpisali już z miastem kończącą ich roszczenia ugodę, na mocy której dostali 5 ha wokół klasztoru. Co z tego, 10 lat później Marek P. składa wniosek na 50 ha - i to mimo że termin zgłaszania nowych żądań minął w 1993 r.
Krakowski magistrat jest oburzony, tym bardziej że na jednej z działek, u zbiegu ulic Kapelanka i Brożka, w pobliżu Tesco, krakowscy kupcy chcieli wybudować kilkupiętrowe centrum handlowe z obrotową restauracją na szczycie. Na kupno innej działki z wybranych przez Marka P. magistrat ogłosił już przetarg, a oferenci wpłacili wadium. Prezydent Jacek Majchrowski wzywa komisję, aby uchyliła decyzję. Pisze do ministra spraw wewnętrznych Ludwika Dorna. Nie dostaje żadnej odpowiedzi ani tu, ani tam. A zakonnicy natychmiast korzystnie sprzedają działkę u zbiegu Kapelanka i Brożka - kupuje deweloper.
Władze miasta skarżą się do sądu administracyjnego, prezydent Majchrowski grozi, że sprawa oprze się o Trybunał w Strasburgu. Komisja więc ogłasza, że wobec nieprzyjaznej postawy samorządu dalsze roszczenia - i cystersów, i bazyliki Mariackiej - będą zaspokajane w gotówce, nie w gruntach.
Czwarty biznes: Polski Dom Brokerski Dlaczego Marek P. jest tak skuteczny nawet po odejściu z funkcji współprzewodniczącego komisji jego znajomego z Bielska-Białej księdza Nowoka? Otóż ma nowe dojście.
Cofamy się do roku 2002. P. kupuje wtedy spółkę Polski Dom Brokerski (PDB), która zajmuje się ubezpieczeniami i akwizycją na rzecz funduszy emerytalnych. Po przejęciu przez Marka P. spółka koncentruje się na ubezpieczaniu dóbr przekazanych Kościołowi przez Komisję Majątkową.
Założycielką PDB była Gabriela Koronowska, żona Jacka Domogały, jednego z najbogatszych Polaków, właściciela m.in. fabryki maszyn górniczych Famur. To ona sprzedaje spółkę byłemu esbekowi.
Domogałowie, których majątek "Forbes" szacuje na 1,8 mld zł, są jednymi z głównych darczyńców archidiecezji katowickiej. W latach 2004-05 przekazują kurii ponad 5 mln zł. W roku 2007 r. darowizna wynosi 6 mln zł.