Według naszych rozmówców w rządzie i
MSZ to tylko początek ostrzejszego kursu wobec Wilna. Nasi dyplomaci mówią wprost, że
Litwa jest krajem, z którym mamy dziś najgorsze stosunki w Europie.
Przez ostatnie 20 lat - oceniają rozmówcy "Gazety" - Polska kierowała się sentymentem wobec Litwy. Pomogła jej wejść do NATO, w ramach Sojuszu wysłała nasze myśliwce do ochrony litewskiego nieba, walczyła o tzw. plany ewentualnościowe w razie hipotetycznego ataku Rosji. A za rządów
PiS przepłaciła za rafinerię w Możejkach - byle nie przejęli jej Rosjanie. Litwa zaś dbała tylko o własny interes.
- To, że kolejni przywódcy Litwy kolejnym polskim rządom obiecywali rozwiązanie problemu pisowni nazwisk, nie buduje wiarygodności władz litewskich wobec nas - mówił kilka dni temu szef dyplomacji
Radosław Sikorski po spotkaniu w Warszawie z Michałem Mackiewiczem, szefem Związku Polaków na Litwie.
O nazwiska w dowodach tożsamości oraz dwujęzyczne nazwy ulic i miejscowości spierają się od lat 90. mniejszość polska (230 tys., czyli ok. 7 proc. mieszkańców) i władze Litwy. Polacy chcą pisać nazwiska tak jak w Polsce, ale na Litwie wolno im używać w dowodach czy paszportach tylko litewskiej ortografii. I nawet w rejonach, gdzie Polacy stanowią przytłaczającą większość, nie mogą wywieszać nazw dwujęzycznych.
Warszawa uważa, że Litwini łamią traktat polsko-litewski z 1994 r. i nie przestrzegają konwencji ramowej Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych.
Symbolicznym gestem niechęci było odrzucenie 8 kwietnia br. przez litewski Sejm korzystnego dla polskiej mniejszości projektu ustawy o pisowni - akurat w dniu, w którym swoją 14. wizytę w Wilnie składał prezydent Lech Kaczyński.
Litwo! Ojczyzno moja! Ty jesteś jak zdrowie.
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił
Tymczasem przenoś moję duszę utęsknioną
Do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych,
Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała,
A wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą
Zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą.
We wrześniu przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości rozpoczęła się rozprawa dotycząca polskich nazwisk. O opinię Trybunału poprosił wileński sąd, do którego poskarżyli się dwaj Polacy z Litwy. Orzeczenie ma zapaść w styczniu. Warszawa oficjalnie nie jest stroną sporu, ale po cichu wspiera skarżących.
- Niestety, niektórzy nasi politycy zbyt wiele obiecywali Polsce - tłumaczy "Gazecie" Vytautas Landsbergis, pierwszy przywódca poradzieckiej Litwy. - Pisownia nazwisk nie jest problemem polsko-litewskim, ale problemem pisania nazwisk zagranicznych na Litwie. Dotyczy tak samo Niemców, Łotyszy i Rosjan, ale tylko niektórzy politycy w Polsce robią z tego problem międzynarodowy. Nie pomaga nam to, że ktoś na nas krzyczy z Warszawy.
- Czas to przeciąć - mówi o pisowni nazwisk Dariusz Rosati, były szef MSZ w rządzie
SLD i były eurodeputowany. - Na Litwie brakuje lidera, który by to zrobił, narażając się swemu społeczeństwu.
Rafineria w Możejkach jest największym płatnikiem podatków na Litwie oraz największym eksporterem i dostawcą paliw w regionie. Ale - mimo obietnic - Wilno od 2006 r. nie usunęło kłód rzucanych pod nogi spółce Orlen Lietuva. Litwini do dziś nie naprawili kawałka torów do portów łotewskich, co obniżyłoby koszty transportu paliwa na eksport. Nie zmniejszyli też wysokich opłat za przewóz paliwa koleją.
"Z Polską łączą nas historyczne walki o niepodległość i wspólne walki wyzwoleńcze XIX w. Dlatego ani Litwa, ani Polska, będąc w UE i NATO, nie mogą sobie pozwolić na kroczenie drogą ochłodzenia stosunków na tle etnicznym" - takie oświadczenie wydał w poniedziałek konserwatywny poseł Emanuelis Zingeris, szef komisji spraw zagranicznych Sejmu w Wilnie. 8 kwietnia jako jeden z nielicznych głosował za przychylnym polskim postulatom projektem ustawy o pisowni.
Czytaj także: Polska, Litwa nie bratanki